Tak trzymaj Agnieszko!

Agnieszka Radwańska miała wrócić do gry po operacji stopy w marcu, ale wróciła w styczniu z fantastycznym skutkiem. W Australian Open Polka osiągnęła swój czwarty wielkoszlemowy ćwierćfinał i wyrobiła normę przewidzianą na pierwszy kwartał, czyli wróciła do Top 10 rankingu WTA.

Najpierw panna Agnieszka złamała psychicznie weterankę Kimiko Date Krumm, z którą przegrywała już 1:4 w III secie i wtedy wzięła strategiczną przerwę medyczną. Pomogło, bo w ten sposób wybiła z rytmu ambitną, bijącą głębokie, płaskie piłki Japonkę (może się podobać lub nie, ale było skuteczne). Przyznaję się bez bicia, że po losowaniu powiedziałem: może odpaść w I rundzie, a jeśli nie w I to w III nie do pokonania będzie Alisa Klejbanowa. Tymczasem nie po raz pierwszy zobaczyliśmy nieobliczalność kobiecego tenisa. Po pokonaniu Kimiko Iśka odprawiła zdolną Chorwatkę Petrę Martić. A potem przyszło jej grać nie z Klejbanową, która w Sydney omal nie ograła Kim Clijsters, ale z Rumunką Simoną Halep, którą mężczyźni raczej kojarzą z innych powodów, niż czysto tenisowych. I tej Simonie panna Agnieszka dała srogą lekcję, niczym okrutna pani profesor nie mająca litości dla swoich studentów.

Wreszcie 1/8 finału i rewanż za Nowy Jorku na Shuai Peng. Ach cóż to był za mecz! Iśka już prawie mogła być pewna zwycięstwa w III secie, potem prawie się żegnała, by obronić dwie piłki meczowe i ostatecznie triumfować. Niesamowita ambicja, wola walki, przebojowość, zmienność rytmu, spryt i inteligencja, wszystko za co ją tak bardzo kocham! I mamy ćwierćfinał, a tam Kim Clijsters. Krakowianka mogła urwać Belgijce seta (ach ten przestrzelony smecz!). Kim była jak najbardziej do ugryzienia, Agnieszka sama powiedziała, że jeszcze nigdy nie była tak blisko półfinału, ojciec ostro ją oceniał. Nie zapominajmy jednak, że jej w Melbourne miało nie być.

Mieliśmy dwa cuda. Cudem było to, że tam pojechała i zagrała. Jeszcze większy cud to wynik, jaki osiągnęła. Ten ćwierćfinał jest jak bajka, jak sen który nie miał prawa się ziścić. Przyznaję nie wierzyłem, że to jest możliwe, ale sama Agnieszka przecież w to nie wierzyło, więc ja jej niezłomny obrońca i wierny kibic czuję się usprawiedliwiony. A jednak. Agnieszka już taki ma charakter, że gdy pojawiło się raptem kilka procent szans na grę w Australii poleciała tam i zagrała. Nasza dzielna wojowniczka z Krakowa! Brawo!

Od miesięcy czytam różne bzdety na temat konieczności zmiany trenera przez Agnieszkę, na temat podporządkowania się prawom rynku, czyli sprzedania się zdziercom menedżerom. Czytałem tekst sponsorowany (bo jak inaczej wytłumaczyć fakt pojawienia się go w trakcie Australian Open, czekali aż odpadnie, Agnieszka odpaść nie chciała, więc w końcu go opublikowali) o tym, jak to Agnieszka zbiera ochłapy, jak nie wykorzystuje swojego marketingowego potencjału, o prowincjonalności i własnym oczom nie mogłem uwierzyć. I jeszcze zarzut jak to się Agnieszka nie uśmiecha, jaka to ona spięta. Czy Kim Clijsters uśmiecha się w trakcie meczu? A Masza Szarapowa, która idzie jak na wojnę i tylko zaciska pięść? Mecz to mecz, a to co poza kortem to zupełnie inna rzeczywistość. Nikt przy zdrowych zmysłach nie ocenia tenisistki jako człowieka poprzez pryzmat jej zachowania na korcie. Pewne odzwierciedlenie to oczywiście ma, ale tylko jeśli chodzi o charakter. Kto jest twardy na korcie ten jest też twardy w życiu.

Mogę tylko życzyć Radwańskim by pozostali wytrwali w swojej niezależności. Takim ludziom zawsze jest ciężko, wielu ich nie rozumie, wielu krytykuje, wielu obraża, wielu się z nich śmieje. Tacy ludzie zawsze mają pod górkę, ale najważniejsze, żeby byli zadowoleni z samych siebie i czuli satysfakcję z wykonywanej pracy. Zmienić trenera, posłuchać tych wszystkich podpowiadaczy? Agnieszka zmieni trenera tylko wtedy, gdy sama poczuje taką potrzebę, a hienom dziennikarzom i kibicom, którym wydaje się, że wszystko wiedzą najlepiej gó… do tego!


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl