Taki właśnie Tottenham uwielbiam!

Choć od meczu Ligi Mistrzów Tottenhamu z Realem minęło już trochę czasu, to chciałbym zwrócić uwagę na to, jak zaprezentowała się drużyna gospodarzy. Miałem zrobić to wcześniej, ale uniemożliwiły mi to egzaminy gimnazjalne… Za takie mecze, jak ten w środę,? uwielbiam zespół z White Hart Lane!

Piłkarze Harry’ego Redknappa chcieli zaprezentować się jak najlepiej. Mieli malutką nadzieję, że powalczą o odrobienie straty, ale ich głównym (czyli realnym) celem było godne pożegnanie z kibicami w Lidze Mistrzów. Pomimo braku Petera Croucha, gracze Tottenhamu byli w stanie regularnie zagrażać bramce Ikera Casillasa. Co z tego, że taktyka była taka sama, jak na inne mecze (czyli rajdy skrzydłami Bale’a i Lennona albo zagrywanie na głowę środkowego napastnika – w środę był to Pavlyuchenko)? Nawet jeśli rywale o tym wiedzieli, to i tak kilkakrotnie w wyżej wymienione sposoby udało się dojść w pole karne Realu i nieraz było bardzo groźnie.

Jak doskonale wiemy, siłą Tottenhamu jest atak, absolutnie nie obrona. Bywało, że defensywa Kogutów popełniała fatalne błędy, łącznie z bramkarzem Heurelho Gomesem. Stracony gol, to był po prostu wypadek, a może nawet podciągnę to do kategorii pecha. Dla mnie to jest naprawdę dziwne zjawisko. Przecież w składzie jest znakomity francuz William Gallas, jest też znakomity reprezentant Kamerunu, Benoit Assou-Ekotto, a Corluka i Dawson to również nie byle jacy zawodnicy… Nie uważam wprawdzie, że to najlepsza formacja na świecie, czy w Anglii, ale przed sezonem nie założyłbym, że tak łatwo będzie ich ograć.

Mecz ten pokazał, jak bardzo zdeterminowani do walki byli piłkarze Tottenhamu. Atakowali często, czasem nawet nie do końca byli zorganizowani, ale mocno chcieli zdobyć gola. Za to ich właśnie bardzo lubię. Nieważne jaki mają wynik, starają się atakować bramkę przeciwnika tak często, jak tylko się da. Taki obraz gry mieliśmy w pierwszej połowie spotkania z Królewskimi. W drugiej, stracona bramka nieco podcięła im skrzydła, więc zmniejszyli częstotliwość ataków, ale ich nie zaprzestali! Do końca dążyli choćby do remisu i bardzo żałuję, że nie udało się, bo z przebiegu meczu nie zasłużyli na porażkę.

Oczywiście goście także stwarzali swoje okazje, ale nie chodzi mi w tym wpisie, by rozwodzić się o meczu, a udowodnić, jak piękny i wyrównany dwumecz moglibyśmy mieć, gdyby nie szybkie dwie żółte kartki dla Petera Croucha na Santiago Bernabeu. Para ta zapowiadała nam się niezwykle pasjonująco, lecz niestety, emocje nastąpiły tylko w rewanżu i to przy roztrzygniętym rezultacie.

Drużyna Harry’ego Redknappa zachwycała głównie w rundzie jesiennej, gdy dopiero odkrywano ich jako objawienie sezonu Ligi Mistrzów (a ja oglądałem ich pierwszy mecz w grupie z Werderem Brema i już wówczas przeczuwałem, że Spurs mogą zawojować rozgrywki!). Z tamtej jesieni pamiętamy wspaniałą postawę w grupie, przede wszystkim z Interem Mediolan. Teraz, właśnie podczas tego rewanżu z drużyną z Madrytu, przypomniały mi się te mecze. W 1/8 z Milanem nie zagrali tak skutecznie, ani porywająco, jak wcześniej, ale jakby nie patrzeć, przeszli dalej…

Dodajmy to tego ten stadion, gdzie przypominają się dawne czasy w futbolu. Ludzie w ścisku, trybuny tuż za liniami końcowymi i bocznymi, kamery telewizyjne ustawione nisko, wszyscy głośno śpiewają i dopingują swój szczerze ukochany klub. Ta tradycja niestety zanika. Pamiętam, że tak było na Highbury, kiedy grał tam Arsenal, ale już parę lat od tych chwil minęło i zostały nam same takie rodzynki…

Dla drużyny z White Hart Lane to naprawdę udany sezon. Zaszli daleko w LM, na krajowym podwórku również radzą sobie nieźle, choć zdarzały im się potknięcia. Być może to przez brak doświadczenia w graniu meczów co 3 dni. Pewnie ciężko było im pogodzić walkę na kilku frontach, lecz teraz na szczęście mogą się skupić tylko i wyłącznie na Premier League. Przed nimi jeszcze bezpośrednie starcie z Manchesterem City, więc mają dużą szansę na Ligę Mistrzów w sezonie 2011/2012 (co prawda przez eliminacje, ale lepiej tak niż w ogóle). Życzę im tego z całego serca, lecz gdyby się nie udało, to jestem przekonany, że w Lidze Europy będą głównymi faworytami do trofeum i podejmą o nie walkę.

 


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl