Technicznie o Eurovolleyach 2011

By ostatecznie zamknąć temat tegorocznych Mistrzostw Europy w siatkówce kobiet i mężczyzn, publikuję właśnie ostatni mój wpis poświęcony tym wydarzeniom. Wiem, że będzie to mocno odgrzewany kotlet, ale zaparłem się, że napiszę „techniczne” podsumowanie Eurovolley’ów. I to się właśnie teraz dokonuje.

System obu turniejów był identyczny – zwycięzca gra w ćwierćfinale, zespoły z drugich i trzecich miejsc na krzyż rywalizują w barażu. Początkowo wydawało mi się to dobrym rozwiązaniem. Sądziłem, że będzie więcej meczów, czyli więcej emocji, zdrowej rywalizacji i tak dalej. Myślę, że miałoby to sens, gdyby drużyny nie pozostawały w obrębie jednego kraju. No i przede wszystkim nie miały „możliwości” wyboru przeciwnika w 1/4 finału. A tak, lepiej było naszym siatkarzom zagrać dwa bardzo różne spotkania ze Słowacją, niż doprowadzić do starcia gigantów z Rosją. Dwa razy przeciwko sobie walczyli też siatkarze z Włoch i Finlandii. Choć w tym przypadku kalkulacji już nie było, ale to niedobrze, że zaraz po wyjściu z grupy te same reprezentacje znów trafiły na siebie. U pań takich sytuacji nie było, ale powód był inny – wszystkie baraże wygrały zespoły, które zajęły 2. miejce w swojej grupie, przez co wszyscy idealnie zagrali „na krzyż”.

Jednak okazuje się, że te Mistrzostwa zmieniły mój pogląd na kalkulowanie z systemem rozgrywek. Jeszcze przed rokiem, gdy Brazylijczycy zdobywali Mistrzostwo Świata uważałem, że to absolutnie niesportowe i bardzo chciałem, by polegli w finale z Kubą. Teraz, kiedy w Polsce znamy smaki obu takich zagrań, uważam inaczej. Jeśli organizatorzy kombinują, jak by tu wydłużyć drogę najlepszym do wygranej, to czemu drużyny miałyby nie zagrać na nosie twórcom takich reguł? Na zasadzie „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Dlatego Polacy znów muszą pokazać światu, jak się powinno to wszystko odbywać. Może uda się z powtórkami, kamery będą bardziej przejrzyste… Kiedy czytam tę informację, to aż serce mi rośnie. Zgadzam się, taki system będzie idealny!

Tyle słów o systemie, a przecież jest wiele innych kwestii do omówienia… na przykład realizację telewizyjną. Mecze gospodarzy wyglądały dobrze, poprawnie, natomiast spotkania pozostałych grup już pozostawiały wiele do rzeczenia w tej sferze. Kamera główna jeszcze jako tako, ale powtórki, które niewiele nam wyjaśniały (sytuacje typu był blok, czy nie, boisko, czy aut) nadawały się co najwyżej do highlights’ów, a nie do roztrzygania spornych piłek. Jedyną innowacją była kamera z góry, nad boiskiem. To bardzo fajny pomysł (pewnie dlatego, że wpadli na to w ORFie), który ma szansę powodzenia i u nas. Sądzę, że coś takiego częściej mogłoby się pojawiać w transmisjach siatkarskich, bo wówczas można wyrażnie zobaczyć, np. czy Wojciech Drzyzga miał rację mówiąc o ustawieniu bloku, obrony itp. Swoją drogą, ekspert Polsatu zachwalał te ujęcia.

Kolejna kwestia, która tyczy się zarówno turnieju kobiecego, jak i męskiego – pora meczów. Czepiam się (choć dla chcącego nic trudnego), bo sam miałem duże problemy ze zdążeniem na mecze grane o 15:00. Kto wpadł na ten „genialny” pomysł? Jeszcze zrozumiem, jeśli w tym czasie była piłkarska LM czy LE, bo siatkówka przegrywa z nimi. Lecz dlaczego pozostałe wieczory pozostawały wolne? Finał, który rozpoczyna się o 18:00? Coś tu nie tak. Jedynie na mecze gospodarzy (Austriaków, Serbek, Włoszek) opóźniano pierwsze gwizdki spotkań. To jakby nie idzie ze sobą w parze. Kiedy dochodzi do najważniejszego meczu turnieju, powinno się go rozgrywać wieczorem, bo to dodaje takiej specyficznej atmosfery. Pamiętam, jak kilkanaście miesięcy temu na własne oczy oglądałem mecz o 3. miejsce Ligi Mistrzów w Atlas Arenie, który rozpoczynał się o 11:30 i finał, którego pierwsza piłka została posłana bodajże o 14:00. Dziwne przeżycie…

Tych, co lubią zajrzeć jeszcze dogłębniej w realizację zapraszam do przeczytania tego akapitu. Czy pamiętasz, kiedy w Polsacie pojawiła się oprawa graficzna w barwach niebieskich (ta, na której obecnie oglądamy mecze PlusLigi)? Ja pamiętam. To było dwa lata temu podczas ME siatkarek granych w Polsce. Mieliśmy identyczną tablicę wyników na ekranie na obu tegorocznych Eurovolleyach. Czy to przypadek, czy też CEV porozumiał się z Polsatem? Może to słonecznej stacji spodobała się grafika zaproponowana przez Europejską Konfederację? Tego tak do końca nie wiem, ale bardzo przykuło to moją uwagę. Niby taka głupia pierdoła, a tyle o niej nabazgrałem. Może za dużo oglądam sportu w TV i za mało na żywo?

Kolejnym wspólnym mianownikiem obu turniejów są kibice, a raczej ich brak. Gdyby nie biało-czerwona armia w Pradze, to mecze siatkarzy trenera Anastasiego wyglądałyby jak te naszych siatkarek w Zrenjaninie. Fani reprezentacji gospodarzy także się nie popisywali. Zwłaszcza w Serbii w meczach grupowych przychodziło ich o co najmniej połowę mniej, niż na te decydujące roztrzygnięcia. Ale tak to właśnie jest – ogląda się głównie swoich rodaków, a inne zespoły schodzą na drugi plan. I na dodatek w myśl powiedzenia „sukces ma wielu ojców”, dopiero na dwóch ostatnich meczach Serbek, gdy okazało się, że będą walczyć o medale, można było poczuć ten słynny bałkański „kocioł czarownic”. Szkoda, iż nastąpiło to tak późno. A może to normalne, tylko przyzwyczaiłem się do fantastycznych polskich kibiców?

To chyba wszystko, co miałem do napisania w „technicznym” podsumowaniu ME kobiet i mężczyzn. Co ciekawe, wszystkie poruszone kwestie dotyczą oby tych turniejów. Mam nadzieję, że za dwa lata, choć nie mamy jakiejś wielkiej części do zogranizowania (po cholerę nam Dania do ogranizacji Eurovolley 2013?!), to pokażemy, jak się to powinno robić i Mistrzostwa Świata, które odbędą się na naszych parkietach będą najlepiej zorganizowaną imprezą w historii piłki siatkowej!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl