Ten sezon już mnie cieszy!

W Val di Fiemme rozpoczął się piąty period sezonu w Pucharze Świata w skokach narciarskich. Od Turnieju Czterech Skoczni oglądanie konkursów sprawia mi wyjątkową przyjemność.

To jest takie uczucie, które ciężko jest opisać słowami. Ekscytuję się każdym następnym weekendem ze skokami już na tydzień przed jego rozpoczęciem. Podczas samego konkursu, czuję taką wewnętrzną radość z tego, że… po prostu skaczą. Skąd to się bierze? Atmosfera na trybunach? Dalekie skoki? Sukcesy Polaków (Kamila)? Prawdopodobnie wszystko po trochu. No ale dość tego rozpływania się, pora na jakąś poważniejszą analizę.

Pierwszy, najistotniejszy wniosek to ten, że Austriacy są do zdetronizowania. Przynajmniej w zawodach indywidualnych, choć na początku sezonu przegrali przecież drużynówkę. Jednak zmierzam do tego, iż na przestrzeni ostatnich ośmiu konkursów, tylko raz dwóch podopiecznych Alexa Pointnera pojawiło się jednocześnie na podium. W pozostałych przypadkach albo nie było żadnego, albo był jeden. Zdaję sobie sprawę, że to i tak są fantastyczne wyniki, lecz patrząc na ostatnie lata, to są nieco gorsze rezultaty. Być może coś się jeszcze ruszy przed lub na MŚ w lotach.

Wydaje się, że skład na drużynówkę w Vikersund już jest ustalony – Kofler, Schlierenzauer, Morgenstern i Koch wystąpią w niedzielę, 26 lutego. Kogo jeszcze do zawodów indywidualnych? Pewnie Zaunera i Loitzla, bo poza nimi nie ma nikogo, kto aktualnie byłby w stanie przyzwoicie (jak na Austriaka) zaprezentować.

Zaznaczam bardzo wyraźnie, że można nawiązać z nimi walkę w zawodach indywidualnych, ponieważ w żadnej innej drużynie nie ma tak znakomitych czterech skoczków. Na przykład w Norwegii jest znakomity w tym sezonie Anders Bardal, ale poza nim… no właśnie. Należy jednak wziąć poprawkę na to, że czekają nas zawody w lotach, a tu reprezentacja prowadzona przez Alexandra Stoeckla ma większą szansę. Evensen, Velta, Sklett są póki co w czołowej dziesiątce klasyfikacji lotników. Z kolei u Niemców jest dwóch panów na F – Freund i Freitag – którzy pociągną swoją reprezentację, ale trzeba znaleźć jeszcze dwóch.

My mamy Kamila Stocha. Skoczek z Zębu nareszcie wszedł w ten sezon. Od TCS pięć razy stanął na podium, z czego dwa razy odniósł fantastyczne zwycięstwa. To może go jeszcze bardziej nakręcić i bardzo dobrze, aby do końca! Przydałoby się jeszcze, żeby i resztę polskich zawodników to zmotywowało. Piotr Żyła dość często punktuje, Maciek Kot dopiero zdobywa doświadczenie, ale kilka oczek też dorzuci, lecz to za mało, żeby o coś walczyć w drużynie w tym sezonie.

Ciekawie zrobiło się w indywidualnej klasyfikacji. Prowadzenie Andreasa Koflera jest bardzo poważnie zagrożone przez Gregora Schlierenzauera, który w miarę upływu sezonu skacze coraz lepiej. Po jego znacznej wygranej w sobotę w Predazzo nie sądziłem, że może zostać pokonany przez Kamila, a jednak. Tak czy inaczej, jest w formie i to on teraz jest głównym kandydatem do zdobycia Pucharu Świata. Bardzo blisko jest też Anders Bardal, któremu można przypisać tytuł „najlepszego nieAustriaka tego sezonu”, a to już jest niezły wyczyn.

Tuż za podium dwójka Stoch-Morgenstern, których dzielą zaledwie dwa punkty. Dalej także jest ciekawie, bo różnica pomiędzy szóstym Richardem Freitagiem, a dziesiątym Robertem Kranjcem wynosi 231 punktów. Każdy konkurs będzie więc ważny w tym kontekście, a przed nami jeszcze miejmy nadzieję sporo wrażeń i wiele emocji.

Patrząc na organizację ostatnich konkursów, to nie jest źle, oczywiście oprócz Sapporo. Rozważania na ten temat już były rok temu. Tradycją już się stało, że spiker na Okurayamie za każdym razem musi powiedzieć, kiedy skoczek odbija się z progu, kiedy jeszcze leci, a kiedy wyląduje, z głośników rozbrzmiewa muzyczka, która mogłaby towarzyszyć przy starcie systemu Windows. No i ten beat w oczekiwaniu na końcową notę skoczka… Można sobie potańczyć…

Zupełnie inaczej było w Bad Mittendorf, Zakopanem i Val di Fiemme. Na austriackim mamucie organizatorzy potrafili zapewnić kibicom rozrywkę nawet pomimo tego, że w sobotę skoków nie było. Pod Wielką Krokwią tradycyjnie było pięknie, choć wydaje mi się, iż trochę ta nasza widownia smutna była pod nieobecność Adama i chwilami przycichała. W Predazzo również wszystko wyglądało świetnie a to dlatego, że oprawę przygotowywali… Polacy! W dodatku ci sami, którzy robili to dwa tygodnie wcześniej u nas! SYSKO SportMarketing wie, jak zorganizować zabawę na konkursach skoków, co pokazuje w Polsce od wielu wielu lat.

Najbliższy okres to FIS Team Tour, czyli Willingen, Klingenthal i mamut w Oberstdorfie, czyli na dobrą sprawę próba generalna przed MŚ w Vikersund. Każde z pięciu zawodów będą ważne patrząc przez pryzmat zarówno walki w Pucharze Świata, jak i przygotowań do jednej z najważniejszych imprez całego sezonu. To, że będzie się działo, to chyba pewne. I dobrze, bo naprawdę jest się czym ekscytować.

PS. Sebastian Szczęsny wypatrzył, co robią Austiacy po godzinach. Jak dla mnie najlepszy trener Pointner 😀


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl