Tli się nadzieja

W sercach polskich kibiców tli się nadzieja, bo Wisła Kraków wygrała pierwszy mecz u siebie z APOELem Nikozja 1:0. Trzeba jednak być ostrożnym, ponieważ historia (nawet meczów Wisły) zna przypadki, gdy większe zaliczki przed rewanżem nie dawały jeszcze upragnionego awansu do Ligi Mistrzów. A czekamy na to już (za) długo.

Oto już zasmakowaliśmy w środę, jak możemy czuć się w Lidze Mistrzów. Mecz rozpoczął się punktualnie o 20:45 czyli tak, jak normalne spotkania Champions League. Pojawili się oficjalni sponsorzy rozgrywek, a transmisja poszła na cały świat. Nastąpił też moment, podczas którego zakręciła mi się łezka w oku (zaczyna się od 1:14):

W końcu czekałem na to całe życie. Oczywiście to nie jest jeszcze to, czego wszyscy pragniemy, ale dało się poczuć, że do upragnionej imprezy brakuje nam zaledwie jednego kroku.

Teraz już o meczu. Jak powiedział przed nim trener Maaskant: „W Polsce twierdzą, że to Wisła jest faworytem, a z kolei na Cyprze, że to APOEL. Prawda leży gdzieś po środku”. Z tego, co zobaczyłem na murawie stadionu im. Henryka Heymana, to prawda. Szczerze mówiąc, równie dobrze mógł paść wynik dokładnie odwrotny lub też mogło dojść do remisu. Na pewno żaden z takich wypadków nie byłby niesprawiedliwy. Cypryjscy dziennikarze straszą, że Mistrz ich kraju na swoim obiekcie gra zupełnie inaczej niż poza nim. W sensie, że u siebie lepiej, podobnie jak Arsenal. Trochę się tego obawiam.

O wygranej Białej Gwiazdy zadecydował błysk Patryka Małeckiego. I to jeszcze błysk na oczach selekcjonera kadry, Franciszka Smudy. Nawet kibice przypominali Franzowi o skrzydłowym krakowskiej drużyny. Być może nie śledziłem uważnie mediów, ale nie doszukałem się jego jakiejkolwiek reakcji na to wydarzenie.

Przed starciem obawiałem się, że jeśli Melikson nie będzie sobie radził, to drużyna Wisły nie będzie potrafiła stworzyć niczego groźnego pod bramką Chiotisa . Na szczęście Izraelczyk nie dał ciała, a gra podopiecznych Roberta Maaskanta opierała się nie tylko na nim. Do obrony wracał nawet Genkov. Dla mnie cichym bohaterem spotkania był Gervasio Nunez. To po jego podaniu „Mały” wbiegł w pole karne rywali i zdobył bramkę. Poza tym, Hiszpan dogrywał znakomite piłki na skrzydła, czy też do napastnika.

Mistrz ligi cypryjskiej zna już smak gry w najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach Europy, ale nie było tego aż tak dobrze widać. Najgroźniejszym zawodnikiem drużyny Ivana Jovanovicia był Ailton, piłkarz najbardziej wysunięty do przodu ze wszystkich w swojej drużynie. Próbował kilka razy i się nie udało, ale na pewno na Cyprze będzie szukał swojej szansy.

Faktem jest, iż zarówno jedni, jak i drudzy marnowali znakomite okazje bramkowe. A to niezamknięte dośrodkowanie, to niedokładne ostatnie podanie, albo po prostu brak skuteczności w sytuacjach strzeleckich. Nie będę tutaj wskazywał palcem, bo tyczy się to obu ekip.

Bardzo się boję meczu w Nikozji. Zdarzyć się może naprawdę wszystko, tym bardziej, że teren będzie trudny. Nie dość, że wyjazd, to jeszcze daleki i do cieplejszego klimatu. Jednak szansa na Ligę Mistrzów jest całkiem realna. Na pewno bardziej niż jeszcze kilka lat temu.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl