TME: Lech odbudowuje się w Gdańsku

25529 widzów na PGE Arenie w Gdańsku obserwowało szlagierowe spotkanie 4. kolejki T-Mobile Ekstraklasy pomiędzy Lechią Gdańsk i Lechem Poznań. "Kolejorz" wygrał 2:1 po dwóch bramkach Łukasza Teodorczyka. 

Pierwszy kwadrans należał do gospodarzy, którzy regularnie zagrażali bramce Krzysztofa Kotorowskiego. W 4. minucie groźnie wyłożył piłkę w polu karnym Stojan Vranjes, ale ta została wybita przez Huberta Wołąkiewicza na rzut rożny. Po wrzutce z tego stałego fragmentu piłka minimalnie minęła słupek bramki gości.

Chwilę potem lewym skrzydłem popędził Grzelczak i wrzucił na głowę Vranjesa, lecz Bośniak minimalnie przerzucił piłkę nad poprzeczką. Tuż przed upływem pierwszych 15 minut gospodarze mieli jeszcze jedną znakomitą szansę po dwójkowej akcji Makuszewskiego i Vranjesa. Akcję tę swoją interwencją zatrzymał jednak Krzysztof Kotorowski.

W 20. minucie po raz kolejny zawodnicy z Poznania pozwolili rywalom na rajd skrzydłem. Tym razem w roli głównej wystąpił były piłkarz „Kolejorza”, Mateusz Możdżeń, który zgrał na 11. Metr do Makuszewskiego. Ten jednak nie trafił czysto w piłkę i w związku z tym jego strzał był niecelny.

Zdecydowanie najbardziej (a momentami jedynym) aktywnym w ofensywie zawodnikiem Lecha był Gergo Lovrencsics. Na początku spotkania oddał bardzo lekkie uderzenie, które bez problemu złapał Dariusz Trela, a 20 minut później dośrodkowywał z lewej flanki, lecz z takim samym efektem. Analogiczna sytuacja miała miejsce też w 24. oraz 27. minucie.

Po chwili spokoju na boisku znów do akcji przystąpili „Biało-Zieloni”. Próbowano uruchomić Zaura Sadajewa, ale ten był bardzo mocno pilnowany przez obrońców, którzy adresowaną do niego piłkę wybili na aut. Po wrzucie z autu przyjął piłkę Vranjes i był faulowany przez Wołąkiewicza. Arbiter Szymon Marciniak podyktował jedenastkę, a na gola zamienił ją sam poszkodowany. Od 36. Minuty gdańszczanie prowadzili więc  1:0.

Mało brakowało, a niespełna 200 sekund później poznaniacy odpowiedzieliby trafieniem wyrównującym. Właściwie to odpowiedzieli, ale sędziowie nie uznali prawidłowo zdobytej bramki przez Dawida Kownackiego. Zaczęło się od ogrania trzech piłkarzy Lechii przez Darko Jevticia. Następnie doskonałą piłkę z lewej strony zagrał Lovrencsics, a Kownacki lekko dotknął piłkę tak, by minęła Trelę i wpadła do siatki. Jednak zdaniem arbitrów któryś z piłkarzy „Kolejorza” był na spalonym.

Od samego początku na murawie bursztynowej PGE Areny iskrzyło między zawodnikami jednej i drugiej drużyny, ale w 44. minucie Zaur Sadajew w sposób brutalny sfaulował Łukasza Trałkę i został za to ukarany czerwoną kartką. Po rzucie rożnym dla Lecha w doliczonym czasie gry I połowa dobiegła końca.

Mocnym akcentem Lechiści rozpoczęli II połowę. Hubert Wołąkiewicz stracił piłkę na skutek pressingu Macieja Makuszewskiego, a pomocnik gospodarzy popędził sam na sam na bramkę Kotorowskiego, lecz spudłował. Lechici nie pozostawali dłużni i dwie minuty później Darko Jevtić uderzył z dystansu w poprzeczkę.

W kolejnych minutach zaznaczała się przewaga drużyny z Wielkopolski, ale w każdej akcji brakowało wykończenia. Dogrywali Kownacki, Hamalainen, czy też z rzutu wolnego Jevtić, ale wszystko z kiepskim skutkiem. W 60. minucie sprawę w swoje ręce wziął Lovrencsics i dośrodkował na głowę Ubiparipa, ale napastnik „Kolejorza” był tak mocno pilnowany przez gdańskich defensorów, że zdołał uderzyć jedynie nad poprzeczką.

3 minuty potem znów węgierski skrzydłowy Lecha zagrał wysoką piłkę w pole karne Lechii, gdzie akcję zamykał Dawid Kownacki, lecz piłka wpadła w rękawice interweniującego Dariusza Treli. Następnie, w 64. minucie Darko Jevtić usiłował zaskoczyć przeciwników strzałem z dystansu. Jego strzał nie poleciał jednak w światło bramki.

Gdańszczanie wyszli z opresji w 68. minucie, kiedy po zablokowanym strzale Makuszewskiego z kilkunastu metrów uderzał Piotr Grzelczak i choć strzał ten był bardzo niecelny, to dał sygnał podopiecznym Joaquima Machado do ataku. Chwilę później bohater ostatniej akcji zagrał prawie idealną piłkę do Vranjesa, ale – jak wiadomo – prawie robi wielką różnicę i Bośniak nie zdążył za zagraną do niego piłką.

Ostatnie 15 minut znów należało do graczy z Poznania. W 80. minucie kapitalne dośrodkowanie spod linii bocznej Tomasza Kędziory wylądowało wprost na głowie Łukasza Teodorczyka, który urwał się obrońcom i z kilku metrów efektownym strzałem głową pokonał Dariusza Trelę. Lechiści nie wyciągnęli wniosków po tej akcji i 4 minuty później w analogiczny sposób stracili drugą bramkę. Wykonawcy dokładnie tacy sami jak przy pierwszym trafieniu.

Czy było to pożegnanie ze stanowskiekiem trenera zespołu z Poznania, Mariusza Rumaka? Dowiemy się już niebawem. Jedno jest pewne: dla Lecha, który odpadł z eliminacji do Ligi Europy takie zwycięstwo jest bardzo cenne i może pomóc w odbudowaniu się w sezonie ligowym.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl