To jest futbol. Tu się liczą bramki

Chelsea pokonała na Estadio da Luz Benfikę Lizbona 1:0. Pomimo tego, że padła tylko jedna bramka, to z placu gry absolutnie nie wiało nudą. Jedynie wynik nie jest do końca sprawiedliwy, ale piłka to nie skoki narciarskie, tu się punktów za styl nie dostaje.

Zgodnie z przewidywaniami, spotkanie było zacięte, o czym świadczy statystyka posiadania piłki. Jednak to gospodarze powinni roztrzygnąć je na swoją korzyść, bo oddali aż o 12 uderzeń więcej od rywali. Brakowało niestety skuteczności. Kilka okazji mieli Bruno Cesar oraz Oscar Cardozo, ale nie zdołali zamienić jej na choćby jedną bramkę.

Goście szukali swoich szans lewą flanką, szło im to opornie, ale parokrotnie Artur znalazł się w opałach. Aż w końcu na kwadrans przed końcem Fernando Torres spróbował szczęścia na prawej stronie i się udało. Wyprzedził Jardela, zagrał do Salomona Kalou, a ten wpakował piłkę do bramki Benfiki. No i proszę, jedna akcja zadecydowała.

Nie jest tak, że The Blues na to trafienie nie zasłużyli, ponieważ na samym początku gry, to oni właśnie przeważali. Po 10 minutach lizbończycy się otrząsnęli i zaczęli próbować różnych rozwiązań rozgrywania akcji. Generalnie wszystko to wyglądało ładnie, ale zawodnicy mieli rozregulowane celowniki w tym spotkaniu.

Bardzo dobrze spisywała się defensywa ekipy przyjezdnej. Trener Di Matteo kazał bronić się całą drużyną. Co prawda po niemalże każdym wybiciu piłki poza własne pole karne przejmowali ją lizbończycy, ale stale miewali problemy ze znalezieniem sobie przestrzeni do rozgrywania akcji i szukania strzału. Gdy już do okazji dochodziło, pojawiał się wspomniany problem z trafieniem w światło bramki.

Na początku, na papierze, Fernando Torres miał być najbardziej wysuniętym piłkarzem drużyny gości. Okazał się jednak dobrym skrzydłowym i poszukiwał głów kolegów w polu karnym podopiecznych Jorge Jesusa. Ci, z kolei, pilnowali, by nikt nie miał za dużo miejsca, ale było kilka momentów, że ktoś im się urwał, np. Juan Mata (w 60. minucie kiedy strzelił w słupek). Nie wiem, czy to przez brak sił, czy gapiostwo, lecz takie wpadki były bardzo dla nich groźne. Jednak ponownie przekonaliśmy się, że piłka nożna to gra błędów.

Możnaby się doszukiwać kilku rąk graczy Chelsea, np, Terry’ego w polu karnym albo Lamparda, ale były one raczej nastrzelone, zatem o przerwaniu gry mowy być nie mogło. Ogólnie sędziowie spisywali się bez zarzutów w tym spotkaniu. Kibice z Lizbony mają pewnie nieco inne zdanie…

Pomimo tego, że długo nie padały bramki, nie można było narzekać na nudę w tym meczu. Akcja przenosiła się często spod jednej szesnastki pod drugą, nie zabrakło również walki w środku pola. Pretensje można mieć jedynie za to, iż padł tylko jeden gol, bo powinno znacznie więcej. A tak, The Blues wywożą ze stolicy Portugalii świetny wynik, zaś Benfica może pluć sobie w brodę. Gospodarze powinni byli wykorzystać atut własnego boiska, bo w rewanżu na trudnym Stamford Bridge może być znacznie ciężej niż dziś.

Półfinaliści Ligi Europy z poprzedniego sezonu zdawali sobie z tego sprawę przez cały czas trwania meczu, a trener przypomniał im o tym w przerwie. Po niej, ruszyli bardzo mocno, ale cały czas nie byli w stanie zmienić wyniku. Z ławki weszli Nolito, Rodrigo i Matić, którzy także się starali, ale ostatecznie żaden z nich nie pokonał Petra Cecha. Roberto Di Matteo może mówić o dużym szczęściu, a Jorge Jesus o sporym pechu. Jednak kwestia awansu do półfinału nie jest jeszcze roztrzygnięta i w rewanżu w środę za tydzień znów powinno się wiele dziać.

27 marca to Międzynarodowy Dzień Teatru. Przyznam szczerze, że spektakl na Estadio da Luz był całkiem niezły, choć mógłby być lepszy. Oby jego druga część, rewanżowa, była bardziej emocjonująca.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl