To już dziś

Za nami cztery pełne kolejki Premier League. Na zakończenie piątej wielki hit. Jedno z tych spotkań, które może zdecydować o tym, jak będzie wyglądać reszta sezonu, a może nawet będzie miało znaczny wpływ na to, kto w maju podniesie mistrzowskie trofeum.  Manchester United – Chelsea to starcie, które nie wymaga dalszych wstępów i zapowiedzi.
Kibice w Anglii na początku nowego sezonu zadają sobie jedno pytanie : czy ktoś powstrzyma kluby z Manchesteru? Gdy spojrzymy w tabelę, od razu widać, że jedyną drużyną, która trzyma dystans z liderami jest londyńska Chelsea.  United i City narzuciły zabójcze tempo. Takie, jakie w Hiszpanii reszcie stawki narzucają Real i Barca. Już teraz widać, że nie wszyscy są w stanie jechać z nimi na równej prędkości.  Przed sezonem mówiło się, że teraz zamiast „Wielkiej Czwórki” będziemy mieć „Wielką Szóstkę”. Jednak już pierwsze tygodnie zweryfikowały te zapowiedzi. Na obecną chwilę możemy mówić jedynie o „Wielkiej Trójce”.  Wayne Rooney mówi o „trzech koniach w wyścigu”, mając na myśli United, rywali zza miedzy i właśnie The Blues z którymi przychodzi mu się dzisiaj zmierzyć. Nie mniej jednak zdecydowanym faworytem tego hitowego meczu zdają się być jego gospodarze.  Manchester, choć wróżono mu chude lata,  na przekór wszystkim gra teraz chyba swój najlepszy futbol odkąd śledzę piłkarskie wydarzenia na świecie. Futbol ten jest szybszy, ładniejszy i ogólnie lepszy niż ten, który zaprowadził ekipę Sir Alexa Fergusona do czterech Mistrzostw Anglii i trzech finałów Ligi Mistrzów w ostatnich latach.  Bilans 18-3 mówi sam za siebie. Jak to śpiewał Lady Pank – normalnie strach się bać.

Chelsea za to toczy się za liderującą dwójką we względnie niedużej odległości, ale słowem kluczowym jest tutaj „toczy się”. Latem mówiono o wielkim odmłodzeniu składu, bo to zbytnie zaawansowanie wiekowe niektórych trybów  w londyńskiej maszynie miało być przyczyną utraty tytułu na rzecz United i kolejnego nieudanego szturmu na piłkarski Olimp, czyli tryumf w Lidze Mistrzów.  Sprowadzeni zostali Oriol Romeu i Romelu Lukaku, ale o nich mówi się w kontekście dalszej przyszłości. Większe oczekiwania dotyczą Josha McEachrana i Daniela Sturridge’a, bo ci mają stać się ważnymi ogniwami zespołu już niedługo. Kibice ze Stamford Bridge najwięcej obiecują sobie po grze sprowadzonego z Valencii za 28 milionów funtów Juana Maty. Wychowany w szkółce Realu Hiszpan, ma dać Chelsea to, co już nie zawsze daje jej Frank Lampard, a co jest kluczową sprawą jeśli chodzi o grę rozgrywającego – podania otwierające drogę do bramki. I tu trafiamy w sedno sprawy. Chelsea nie zachwyca bo brakuje jej pomysłu i kreatywności w poczynaniach ofensywnych, jakby to powiedział Dariusz Szpakowski: „nie ma tego elementu zaskoczenia”. Kozłem ofiarnym zrobiono Fernando Torresa, ale jak on ma strzelać bramki jak w tym sezonie dostał może ze dwa dobre podania w pięciu meczach. Mało tego, to Torres zwykle jest zmuszony cofać sie po piłkę, rozgrywać ją rodzić zagrożenie pod bramką rywali. Ale playmakerem  to on nie jest. Inwencje ma dobrą, ale wszystko robi jak na Premier League zbyt wolno. Dlatego sprowadzono Matę. To on ma być jednym z głównych aktorów dzisiejszego widowiska. Pierwsze wrażenie zrobił znakomite. Zagrał trzy mecze i zdobył dwie bramki. Czy jednak sprosta zadaniu skutecznego odgryzania się idącym jak walec Czerwonym Diabłom?

Londyńczycy na początku nowego sezonu nie zachwycają. Do tej pory grali wyłącznie z niżej notowanymi rywalami. Mecz z Manchesterem będzie ich pierwszym poważnym sprawdzianem w bieżących rozgrywkach. Ich, a więc także młodego menadżera Andre Villasa-Boasa. Jego wielki poprzednik Jose Mourinho, z którym na każdym kroku występuje we wszelakich porównaniach, w swym pierwszym sezonie zdobył tytuł. Boasowi nie będzie łatwo. Zobaczymy jak wypadnie w najważniejszym i najtrudniejszym egzaminie każdego nowego szkoleniowca w Premier League – pojedynku z Sir Alexem i to na Old Trafford.

Czy Chelsea pokaże, że jest w stanie bić się jak równy z równym z jagroźniejszym przeciwnikiem u szczytu formy? Czy Manchester United przedłuży swoją passę trzech kolejnych zwycięstw nad The Blues i zmiażdży kolejny londyński klub po Tottenhamie i Arsenalu? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań poznamy już za kilak godzin.

 

 


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html