To już jest koniec…

„To już jest koniec” – śpiewa lider zespołu Elektryczne Gitary Kuba Sienkiewicz. Początek tego tekstu nie jest może zbyt oryginalny i wyszukany, idealnie pasuje jednak do tego, co dziś się wydarzy. Przed nami przecież ostatni mecz „naszego” Euro.

Aktualny mistrz z Hiszpanii skrzyżuje dziś rękawice z rewelacyjnie grającymi Włochami. Hiszpania, wielki faworyt turnieju, ma szansę zostać pierwszą w historii drużyną która obroni tytuł mistrza Europy oraz pierwszą, która wygrała trzy wielkie turnieje z rzędu. Włosi? Są małą niespodzianką, bo przed mistrzostwami mało kto, nawet na półwyspie Apenińskim, na nich liczył. Patrząc jednak na to, co prezentują piłkarze Cesare Prandellego na polsko-ukraińskim czempionacie trzeba oddać królowi co królewskie  – żadna z drużyn nie zasłużyła na grę w finale, jak Italia.

Paradoksem jest fakt, że siłą obydwu ekip na tym turnieju jest to, z czego z reguły słynął przeciwnik. Hiszpanie, grający ofensywną piłkę z generałem Xavim w środku pola, grają niezwykle skutecznie w defensywie, co jest zawsze największym atutem Włochów. Ci, z kolei, imponują organizacją gry, szczególnie w drugiej linii, gdzie niezwykle szybkich i skutecznych Balotellego i Cassano uruchamia idealnymi podaniami Andrea Pirlo.

Przeżywający drugą młodość łącznik jest zdecydowanie najlepszym graczem na Euro. I nawet, jeśli Włochom nie uda się dziś wygrać, to Pirlo powinien otrzymać nagrodę dla najbardziej wartościowego gracza turnieju.

Czy Italia pokona dziś Hiszpanię, czy nie, i tak będzie mogła czuć się jak zwycięzca. To, co w przeciągu dwóch lat zrobił Prandelli zasługuje na piłkarskiego Nobla. W tym czasie zbudował niemal perfekcyjny zespół, który w zasadzie nie ma słabych punktów. I sprawił, że Włosi w końcu grają jak nie Włosi.

Hiszpania? W tym czasie jakby zanotowała tendencję spadkową, bo z roku na rok system tysiąca podań coraz bardziej szwankuje. Jednak geniusz tkwiący w tym zespole jest na tyle ogromny, że Hiszpanie cały czas są na szczycie. Do dzisiaj?

„To już jest koniec, nie ma już nic” –  tak brzmią dalsze słowa piosenki przytoczonej na początku tego tekstu. Lecz tak, jak pierwsze słowa mają się do rzeczywistości, tak następne ” na szczęście” – już nie. Euro się kończy, jednak na zawsze zostaną wspomnienia. Wspomnienia z najlepszego turnieju piłkarskiego jaki widziałem. A trochę już ich było.


pubsport.pl
Adrian Adamus

tu piszę:
http://www.angielskapilka.com/
http://futbolnanie.blox.pl/html

http://www.myspace.com/adek666a