To źli mężczyźni byli

Żeby przejść do historii, niekoniecznie trzeba być najlepszym. Często wystarczy zrobić coś niezwykłego, być pierwszym. Piłkarze, którzy grali w angielskim Wimbledonie w latach 80 i 90 XX wieku doskonale to zrozumieli i stali się legendami.

Wimbledon kojarzy się raczej z dżentelmenami, brytyjskimi lordami oglądającymi tenis na najwyższym światowym poziomie, i biegającymi po kortach zawodnikami ubranymi, obowiązkowo, w białe stroje. To wyobrażenie noszą w głowach fani tenisa. Kibice piłkarscy pamiętają raczej tę inną, ciemniejszą stronę Wimbledonu.

W 1988 roku, gdy Wimbledon sensacyjnie pokonał Liverpool w finale Pucharu Anglii, John Motson, komentator BBC wypowiedział ważne słowa: „The Crazy Gang have beaten the Culture Club”. Określenie zaczerpnięte z nazwy grupy popularnych w latach 40. komików szybko rozprzestrzeniło się w Anglii i w Europie, pojawiło się na koszulkach Wimbledonu i stało się jego głównym orężem marketingowym. Wszystko dlatego, że od początku lat 80. londyńscy zawodnicy grali futbol prosty, by nie powiedzieć siermiężny, zachowywali się żywiołowo, wywoływali skandale żartując z siebie nawzajem oraz ze swojego menedżera Dave’a Bassetta. Nie zmieniając strategii w ekspresowym tempie awansowali z czwartej do pierwszej ligi, stając się postrachem najlepszych. Debiutancki sezon w najwyższej lidze zakończyli na szóstym miejscu, wygrali też Puchar Anglii, co było ich największym osiągnięciem, a klub utrzymał się w elicie aż do 2000 roku. Od początku rozbudzali wyobraźnię, bo byli baaardzo kontrowersyjni…

Złotousty Gary Lineker w przypływie geniuszu powiedział kiedyś: Najprzyjemniejszy sposób oglądania meczów Wimbledonu to… przez telegazetę. Zawodnicy „Dons” nie przejmowali się takimi rzeczami, a ich popularność bardzo szybko rosła. Dopiero pod koniec lat 90., kiedy londyński zespół okrzepł w Premier League, agresywny i bezkompromisowy styl zaczął stopniowo odchodzić w zapomnienie. Skończyło się to spadkiem w ostatnim roku XX wieku. W XXI już się w najwyższej lidze nie pokazali.

Pamięć o nich nadal trwa.  Za jednego z założycieli Crazy Gangu uznaje się Wally’ego Dawnesa, który jest wimbledońskim Jarosławem Kaszowskim i przeszedł z klubem drogę od czwartej do pierwszej ligi. Agresywny styl podchwycili inni. Lawrie Sanchez, który dziś jest poważnym starszym panem, a niedawno prowadził reprezentację Irlandii Północnej, zasłynął tym, że w 1982 roku dostał prawdopodobnie pierwszą w historii czerwoną kartkę za tzw. faul taktyczny. Irlandczyk z Ulsteru ręką zatrzymał piłkę lecącą do bramki, co zainspirowało Urugwajczyka Luisa Suareza, który powtórzył jego wyczyn na zeszłorocznych mistrzostwach świata.

Z twardego, agresywnego stylu słynął też Dennis Wise, który z Wimbledonu wypromował się do londyńskiej Chelsea, z którą odnosił największe sukcesy. Najlepszym snajperem Crazy Gangu był przez lata nie on, lecz mający nigeryjskie korzenie napastnik John Fashanu. Dziś jest prezenterem telewizyjnym, a sławę zdobył tyleż dzięki bramkom, co dzięki brutalnej grze. Gary Mabbut, były kapitan Tottenhamu Hotspur, przypłacił powietrzne starcie z Fashanu… pęknięciem czaszki i uszkodzeniem oka.

Prawdziwą legendą, twarzą i symbolem Crazy Gangu oraz wszystkich boiskowych brutali jest Vinnie Jones, człowiek orkiestra. W całej karierze otrzymał 12 czerwonych kartek, co i tak nie jest wielką liczbą, bowiem na wylot z boiska zasługiwał co najmniej w co drugim meczu. W 1992 roku wyleciał z murawy po zaledwie… trzech sekundach. Chciał zaistnieć na arenie międzynarodowej, zdecydował się więc na grę w reprezentacji Walii, z której pochodził jego dziadek. Spotkało się to z dość chłodnym odbiorem opinii publicznej. Świetny napastnik angielski Jimmy Greaves powiedział wówczas: „Mieliśmy kokainę, łapówkarstwo i Arsenal strzelający dwa gole u siebie (przed erą Arsene’a Wengera, Arsenal był uznawany za najnudniejszą drużynę w Anglii, wygrywającą maksymalnie 1-0 – przyp. M.T.). Ale kiedy myślałeś, że nie będzie już więcej niespodzianek w futbolu, nagle okazało się, że Vinnie Jones jest piłkarzem klasy międzynarodowej”.

– Nie zasługuje na miano piłkarza! Obrywanie po kościach jest częścią tego zawodu, zarówno w Anglii, jak i we Francji, ale prawdziwym skandalem jest, że Jones staje się gwiazdą, bierze udział w filmach, zaczyna być przykładem dla dzieci – oburzał się z kolei Francuz David Ginola. – On ma mózg jak komar – to słowa Sama Hammama, prezesa Wimbledonu. – Dorośnij wreszcie! – członek komisji dyscyplinarnej angielskiej federacji powiedział do Jonesa. Czym sobie Walijczyk tak nagrabił?

Przede wszystkim był najbardziej brutalnie grającym zawodnikiem i tak już agresywnej drużyny. Sfotografowano go trzymającego krocze Paula Gascoigne’a. Spowodował zakończenie kariery Gary’ego Stevensa z Tottenhamu. W 1992 roku opublikowano video z ostrymi wejściami Jonesa, okraszone dobrymi radami piłkarza, kierowanymi do młodych ludzi, którzy chcieliby grać tak brutalnie jak on. Zasądzono mu karę 20 tysięcy funtów i kilkanaście meczów dyskwalifikacji za „niszczenie reputacji futbolu”.

Gdy miał się stawić na przesłuchaniu komisji dyscyplinarnej, stwierdził, że poprzestawiały mu się daty i Jonesa oczywiście zabrakło w wyznaczonym miejscu. Dostał wówczas cztery mecze dyskwalifikacji.

Potrafił się też pokazać z innej strony. Podczas meczu w 1995 roku w bramce Wimbledonu zastąpił kontuzjowanego kolegę bramkarza. Popisał się kilkoma interwencjami klasy światowej, żartowano, że mógłby zastąpić w reprezentacji Walii ówczesnego golkipera. Niedawno przekazał swój medal za zwycięstwo w Pucharze Anglii Wimbledonowi, życząc fanom, by nadeszły lepsze czasy dla ich drużyny. Jego trofeum będzie wystawiane w muzeum klubowym.

Po zakończeniu kariery, pokazał, że jest człowiekiem naprawdę uniwersalnym. Wprawdzie stale przewijają się problemy z prawem – bójki w barach, napaście, pobicia itd., jednak Jones stał się przede wszystkim najlepszym aktorem wśród piłkarzy i najlepszym piłkarzem wśród aktorów. Zadebiutował w filmie Guy’a Ritchiego, byłego męża Madonny, „Porachunki” z 1998 roku. Grał u boku Nicolasa Cage’a czy Angeliny Jolie. Ma na koncie ponad 40 występów filmowych czy serialowych, głównie grając twardych, nieustępliwych i brutalnych bohaterów. Wydał płytę z muzyką, napisał autobiografię, wystąpił w Big Brotherze, a jego syn kultywuje rodzinny etos twardego faceta i rok temu wstąpił do brytyjskiej armii zawodowej. Niewątpliwie jest piłkarzem, który przeszedł do historii tego sportu.

Po spadku klub połączył się z drużyną Milton Kenyon i przeniósł się do tego miasta. Fani nigdy nie uznali tej transakcji, założyli swój AFC Wimbledon i po trudnych negocjacjach osiągnęli swoje – Milton zrzekł się wszelkich praw do tradycji, trofeów i barw Wimbledonu. Kibice ciągną klub stopniowo w górę. Dziś londyńczycy są liderem piątej ligi. Czekamy na powrót do Premier League i reaktywację Crazy Gangu. Zło fascynuje…


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl