Tomasz Iwan: Każdy może być jak Kapustka

– Bartek Kapustka to doskonały przykład by pokazać, że każdy może być jak on. Poza boiskiem nieśmiały, a wyszedł na murawę i w debiucie wpakował gola z Gibraltarem. Okoliczności sprzyjały, bo mogliśmy w meczu o punkty przetestować kogoś młodego, ale w całej tej sytuacji jest coś ważniejszego. Chodzi o sygnał, że każdy ma szansę na powołanie, jeśli odpowiednio nad sobą pracuje i jest w bardzo dobrej formie – mówi Tomasz Iwan, dyrektor reprezentacji Polski i w przeszłości reprezentant kraju.

Przed nami dwa mecze towarzyskie – Islandia w Warszawie i Czechy we Wrocławiu. Przy powołaniach najwięcej zaskoczenia wzbudziła nominacja Mariusza Stępińskiego i Pawła Dawidowicza.
Powołanie dla tego drugiego to wynik ścisłej współpracy między trenerem U-21 – Marcinem Dorną – a trenerem Nawałką. Przepływ komunikacji powoduje, że mamy takiego młodego zawodnika w pierwszej kadrze. To wyróżnienie i najlepszy moment, żeby na zgrupowaniu się oswoić ze wszystkim, jeśli ma w przyszłości tu zakotwiczyć. Nie jest tu po raz pierwszy i to najlepszy przykład jak to na niego działa. Selekcjoner Nawałka daje szanse młodym zawodnikom i nie idzie tego podważyć. Trzon drużyny jest stały, ale wciąż będą zachodzić zmiany, bo monitorujemy bardzo dużą grupę piłkarzy. Nie ma niespodzianek, bo analizuje się każdą kolejkę ligi plus śledzi występy naszych graczy zagranicą. Nikt zatem nie wyskoczy z kapelusza. Na bazie jednego czy dwóch meczów nigdy się nikogo nie bierze. Patrzy się w perspektywie. Sztab ma przygotowany plan A, B i C i jest gotowy na wszystko.

Przed laty zdarzali się zawodnicy, których powołań nie dało się wytłumaczyć, więc to zmiana na plus.
Nie chcę wypowiadać się na temat przeszłości i innych trenerów, bo to dość niezręczne i nieeleganckie. Nie leży to w mojej naturze. Koncentruję się już na tym, co jest teraz. Wracamy na salony jako kadra. Praca, która wykonujemy, przynosi efekty.

W kadrze standardowo znaleźli się z kolei Peszko i Mila, którzy grają albo mało, albo słabo…
Trener mówi, że podstawą powoływania każdego zawodnika jest gra w klubie, wiadomo. Nie można jednak odwracać się od zawodnika, który był ważny w momencie, kiedy ma problemy. Przez takie powołanie można mu pomóc. Dać pozytywnego kopa. To jak relacje międzyludzkie. Najzwyklejsze. Komunikacja nie idzie w jedną stronę. Niektórzy mówią, że to trochę na wyrost, ale wciąż jest jeden bardzo silny argument – Adama Nawałkę bronią wyniki. Przypomnę sytuację, która dotyczyła mnie przed wyjazdem do Korei i Japonii w 2002 roku. Wydawało się, że jestem pewniakiem, a zniknąłem z szerokiej kadry. Dziś media analizują każdy ruch, każde nazwisko, do którego wysyłane jest zaproszenie na zgrupowanie.

Jeszcze rok temu w kadrze wielu szokowała np. obecność Mączyńskiego.
I trwało to prawie do końca eliminacji… Sytuacja nagle diametralnie się odmieniła i przeciwnicy piali z zachwytu. Do tych ocen, do tej całej otoczki należy podchodzić z pewnym dystansem. Cały sztab szkoleniowy to potrafi, to zintegrowana grupa ludzi.

Jakie kryteria decydowały przy wyborze Islandii i Czech na sparingpartnerów? Zbliżony poziom sportowy?
Zdecydowanie. Islandii dziś nikt nie postrzega jak przed laty, bo pokazali niezwykłą moc w eliminacjach. My cieszymy się zwycięstwem z Niemcami, oni z dwukrotnego pokonania Holendrów. Skala jest podobna. Inna sprawa, że do końca trudno było wybrać przeciwnika, bo sami nie byliśmy pewni, czy nie będziemy musieli grać w barażach. Cieszę się, że mamy już ten komfort i szansę, by zagrać w innym ustawieniu, wypróbować kogoś. Siedzenie na ławce, gra w meczach klubowych to co innego niż wyjście w pierwszej jedenastce w kadrze. Inny gatunek futbolu, inne przełożenie. Wielkimi krokami zbliża się bardzo ważna impreza, przed nami już tylko w nowym roku 3-4 spotkania na szukanie nowych rozwiązań. W Polsce jest wciąż ogromny głód futbolu, bo wejściówki na oba spotkania rozeszły się praktycznie w dwa dni.

Wymagania przed Euro będą tylko wzrastać choćby ze względu na zwiększoną liczbę uczestników turnieju. Nikt sobie nie wyobraża, że nie wyszlibyśmy z grupy…
Nie wybieramy się trzy mecze, ale nie chcemy odpowiadać nie wiadomo jakich historii. Pamiętamy cytaty w stylu: „Jedziemy po medal”. My twardo stąpamy po ziemi. Presja będzie ogromna, ale się odcinamy, zamykamy we własnym gronie. Pompka – mówiąc kolokwialnie – już teraz jest bardzo duża. Media oczekują coraz więcej, bo wszyscy chcieliśmy sukcesów, a zagraliśmy bardzo dobre eliminacje. Trzeba podołać zadaniu. Oswoiliśmy się przez kilka poprzednich turniejów, że kadra gra źle, brzydko i nie ma szans. Kolejne stereotypy odchodzą do lamusa.

To bardziej mecze kontrolne dla nowych zawodników czy dla sprawdzenia schematów? Zdaniem firmy bukmacherskiej Fortuna jesteśmy faworytem z Islandią i kurs na nasze zwycięstwo wynosi 1.72. Na rywala wysokie 5.2. Bardziej wyrównany powinien być mecz z Czechami – tam kurs na naszych wynosi 2.2 a na południowych sąsiadów 3.3.
Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiemy jeszcze jak zagramy. Debata trwa i może potrwać do ostatnich godzin przed meczem. Czasem coś się dzieje ze zdrowiem kadrowicza, innym razem słabiej wygląda na treningach. Trener wysyłając powołania nie ma ustalonej jedenastki, ale to piłkarze pierwsi dowiadują się, czy wyjdą w podstawowym składzie. Są dwa spotkania, więc siłą rzeczy – rotacja będzie. Mamy 180 minut. Dużą grupę 28 zawodników, ponad dwie jedenastki i dwa mecze kontrolne. Będzie dobrze, wszyscy powinni wrócić do domów zadowoleni.

Damian Ślusarczyk
Założyciel PubSport.pl. 25 lat, mieszkaniec Kielc. Piłką nożną i sportem fanatycznie interesował się zanim przystąpił do pierwszej komunii. Pewnie dlatego teraz woli niedzielę spędzać na stadionie, a nie w kościele. Potrafi godzinami oglądać T-Mobile Ekstraklasę i jeszcze żyje. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/