Tomasz Kuszczak: Courtois ma jeszcze czas

Powiedzieć, że dwumecz Chelsea – Atletico w półfinale Ligi Mistrzów zapowiada się ekscytująco, to nic nie powiedzieć. Rywalizacja ta ma wiele podtekstów, a ostatnie wyczyny obu ekip sprawiają, że 180 minut to może być zbyt mało czasu na wyłonienie zwycięzcy – mówi Tomasz Kuszczak, który realia angielskiego futbolu zna jak mało kto, bo od dziesięciu lat broni barw tamtejszych klubów (obecnie Brighton Hove&Albion).

Po tym, co prezentują ostatnio oba kluby, jaki przebieg wydarzeń przewiduje pan w rywalizacji Chelsea oraz Atletico?

W ćwierćfinałach oba zespołu pokazały się z bardzo dobrej strony. Chelsea w rewanżu z PSG zagrała jak typowa drużyna pod wodzą Jose Mourinho – czyli w myśl zasady: w meczach „niemożliwych” wszystko staje się możliwe. Portugalczyk przy okazji potyczki z Paris Saint German pokazał po raz kolejny, że potrafi robić cuda. „The Blues” byli znakomicie przygotowani taktycznie i mentalnie, grali bardzo konsekwentnie, a do tego wszystkiego doszły jeszcze świetne zmiany. Przyznam, że mimo wyniku pierwszego spotkania, cały czas byłem przekonany, że Chelsea wyeliminuje paryżan, bo „Mou” jest mistrzem jeśli chodzi o takie spotkania. Teraz przed nim i jego załogą kolejne bardzo trudne wyzwanie, bo wygrana w znakomitym stylu z Barceloną w wykonaniu Atletico mówi sama za siebie. Zespół z Madrytu w obecnej formie przypomina ubiegłoroczną Borussię Dortmund, którą ciężko było zatrzymać. Widać w grze Atletico polot i dużą pewność siebie, więc na pewno czeka nas dwumecz pełen twardej walki. Wątpię, żeby cokolwiek rozstrzygnęło się już po pierwszym spotkaniu. Raczej zastanawiałbym się nad ewentualną dogrywką, która dopiero wyłoni zwycięzcę…

ZAPOWIEDŹ MECZU ATLETICO – CHELSEA >>

Jedną z ozdób tego meczu może być rywalizacja bramkarzy: Petra Cecha i Thibauta Courtoisa. Jak porówna pan obu tych golkiperów?

Na pewno dodatkowym smaczkiem tego dwumeczu jest fakt, że belgijski bramkarz Atletico jest wypożyczony do tego klubu z Chelsea i w tym sezonie już wielokrotnie ratował madrycki zespół z opresji. Ale w żadnym razie nie wolno tez nikomu umniejszać wyników pracy, którą wykonuje dla „The Blues” Petr Cech. Od wielu, wielu lat utrzymuje się on przecież w wąskim gronie najlepszych bramkarzy świata. Jest to bramkarz bardzo regularny, bardzo doświadczony i ma w dorobku już wiele rozmaitych trofeów. Cechuje go duża samodyscyplina i jeśli miałbym go do kogoś porównać, to przypomina mi on Edwina van der Sara, z którym rywalizowałem przed laty o miejsce w podstawowym składzie Manchesteru United. Bramkarz Atletico to dla odmiany młody chłopak, który ma duży potencjał i na szczęście dla siebie znalazł się w dobrym momencie w dobrym klubie. Pod względem gry przypomina mi nieco Davida de Geę. Bramkarze, niezależnie od liczby udanych interwencji, są oceniani zwykle na podstawie wyników zespołu i liczby wpuszczonych goli. Oba te parametry w przypadku Belga wyglądają bardzo dobrze, co nie zmienia faktu, że musi on jeszcze wiele przejść w piłce i dużo się uczyć, aby dojść do poziomu Petra Cecha. Bo nie chodzi wówczas już o jeden czy dwa udane występy, ale o lata gry na określonym pułapie. Cech w Chelsea regularnie od wielu lat rozgrywa co sezon dużo spotkań o najwyższe cele i myli się w nich bardzo rzadko. Postawa Atletico natomiast to na razie pojedynczy przebłysk, bo już od dawna nie widzieliśmy ich na tak wysokim poziomie – zarówno w Lidze Mistrzów, jak i w hiszpańskiej La Liga.

Myśli pan, że ten dwumecz może być decydujący w kwestii tego, kto w przyszłym sezonie będzie podstawowym bramkarzem Chelsea?

Raczej nie dojdzie do takiej sytuacji, że jeden z nich usiądzie na ławce rezerwowych i będzie patrzył na grę drugiego. Przyznam, że byłbym bardzo zawiedzony i zdziwiony, gdyby okazało się, że Cech stracił miejsce w wyjściowym składzie Chelsea. Z drugiej jednak strony Mourinho już w Realu Madryt pokazał, że nie boi się odważnych decyzji i z zimną krwią odesłał przecież do grona rezerwowych Ikera Casillasa. Gdyby teraz podobnie postąpił z Cechem byłoby to wielce krzywdzące dla czeskiego golkipera, bo nie bardzo jest się o co do niego przyczepić. Chelsea jest cały czas w walce o mistrzostwo Anglii oraz o triumf w Lidze Mistrzów i Petr ma spory wkład w te dobre wyniki londyńczyków. Jego forma jest bardzo ustabilizowana i nie mam wątpliwości, że jeszcze przez wiele lat będzie mógł on pograć na najwyższym poziomie. Nie wydaje mi się, aby jego pozycja w Chelsea była teraz zagrożona. A Courtois na razie musi się skupić na zbieraniu doświadczenia, które pozwala bramkarzom wygrywać mecze.

 Wiele wskazuje na to, że każdy gol wpuszczony przez Cecha lub Courtoisa może przesądzić o losach awansu do finału. Chelsea w Premier League straciła w tym sezonie tylko 24 gole, a Atletico w La Liga – raptem 22. Na grad bramek raczej nie ma zatem co liczyć, co potwierdzają choćby notowania firmy bukmacherskiej Fortuna…

Przy ponad 30 rozegranych meczach te liczby na pewno robią duże wrażenie. Ale pamiętajmy, że obie ligi znacząco różnią się od siebie. Premier League jest przede wszystkim dużo bardziej wyrównana od Primera Division. W Hiszpanii doskonale wiemy jak to wszystko funkcjonuje – jest Real, jest Barcelona i teraz jeszcze Atletico, a później długo nic. Reszta zespołów znacząco odbiega pod względem finansowym i personalnym. W Anglii te różnice w kwestiach finansowych są dużo mniejsze, a zespołów z wysokimi aspiracjami jest znacznie więcej. Tym samym ta liga jest dużo trudniejsza, dlatego wspomniane osiągnięcie Chelsea jest o wiele bardziej wartościowe niż w przypadku Atletico. Wiele osób może się z tym nie zgodzić, ale w Premier League co 2-3 tygodnie dochodzi do tzw. topowych meczów i utrzymanie tak niskiej liczby straconych bramek jest naprawdę sporym osiągnięciem. Osobiście wyżej cenię bilans Czecha, ale jako bramkarz doceniam też oczywiście ligową statystykę Belga. Nie przez przypadek cały piłkarski świat spekuluje teraz odnośnie jego przyszłości…

Szersza i – teoretycznie – mocniejsza ławka rezerwowych może być tym elementem, który zadecyduje o awansie Chelsea? To właśnie zmiennicy zapewnili przecież „The Blues” wygraną z PSG.

Przy wyrównanym przebiegu rywalizacji poziom zasiadających na ławce zawodników oraz ich liczba odgrywają duże znaczenie. Tym bardziej, że oba zespoły nie walczą już tylko w Lidze Mistrzów, ale ciągle są w grze także o krajowy tytuł. Doskonale pamiętam, jak to wyglądało w Manchesterze United, gdzie rezerwowi praktycznie nie odbiegali umiejętnościami od zawodników, którzy danego dnia znaleźli się w podstawowej jedenastce. Wszystko tak naprawdę zależało wtedy od taktyki obranej na konkretnego przeciwnika.

A co, według pana, jest ważniejsze dla Chelsea w tym sezonie: odzyskanie mistrzostwa Anglii czy triumf w Lidze Mistrzów?

Większość trenerów w Anglii twierdzi, że bardziej prestiżowe jest zdobycie mistrzostwa we własnym kraju niż sukces na arenie pucharowej. Myślę, że wygrana w Lidze Mistrzów jest idealnym dodatkiem do wywalczenia krajowego tytułu. Mimo wszystko, aby liczyć na sukces w takich rozgrywkach jak Premier League potrzeba więcej wysiłku i regularności. Meczów jest bowiem bardzo dużo, a konkurencja niezwykle silna. Jak jednak myśli sam Mourinho i jego zawodnicy, na razie ciężko powiedzieć…

źródło: inf. prasowa


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/