Tomasz Sikora zakończył karierę. Dziękujemy mistrzu!

Tomasz Sikora

W sobotę plotka, w niedzielę oficjalna informacja – Tomasz Sikora zakończył sportową karierę. Człowiek, dzięki któremu polski biathlon był obecny na arenie międzynarodowej, już nie wykona żadnego oficjalnego strzelania. Postanowiłem poświęcić kilka zdań mistrzowi, którego występy oglądałem z zapartym tchem przez ponad dekadę. 

Polacy biathlonem interesują się średnio, a właściwie to prawie wcale. Kariera Tomasza Sikory sprawiła że bardzo wiele osób, choć na chwilę pochyliła się nad tą piękną dyscypliną sportu. Jej popularność przez prawie dwie dekady mierzyliśmy popularnością i sukcesami Sikory. Gdy wygrywał, zdobywał medale – wszyscy byliśmy biathlonistami, gdy szło mu słabo – zostawała garstka. Dość powiedzieć, że największe sukcesy Tomka sprawiły, że od czasu do czasu mogliśmy obejrzeć transmisję mistrzostw świata na TVP 1. Dziś to niemożiwe

Ja zaczynałem podziwianie występów Tomka od  niemieckiego Eurosportu, gdzieś koło 2000 roku. Polubiłem ten sport za jego nieprzewidywalność i efektowność. Do tego – tabunom Niemców, Szwedów, Rosjan i Norwegów, dość regularnie czoła stawiał w zawodach polski jedynak. Nie wygrywał seryjnie – przeciwnie, w karierze tylko 5 razy zwyciężył zawody Pucharu Świata. Ale był szalenie regularny – przez wiele sezonów nie odstawał od światowej czołówki. Miejsca na podium też nie zdarzały się za często – łącznie uzbierał ich 22. Mimo tego chciało mu się kibicować, bo zawsze tam był – na czwartym, piątym, piętnastym miejscu. Tylko w nadzwyczajnych okolicznościach wypadał gdzieś daleko poza czołową trzydziestkę. Chyba właśnie za to tak polubiłem Sikorę – w tej zmiennej i dość loteryjnej dyscyplinie, potrafił przez długi czas być regularnym, regularnie wśród najlepszych.

Lista jego sukcesów – choć nie oszałamiająca w porównaniu do Bjoerndalena, czy wielu innych legend, na polskie warunki musi robić wrażenie. Sikora zdobył złoty medal mistrzostw świata (1995), srebro na MŚ 2004, oraz co najważniejsze – srebro na olimpiadzie w Turynie 2006. Kilkakrotnie był liderem Pucharu Świata, raz zajął drugie miejsce w klasyfikacji końcowej (2008/2009), zdobywał też, dwukrotnie, małą kryształową kulę za sprinty. Biorąc pod uwagę, że sprintów rozgrywa się w sezonie najwięcej – znów trzeba pochwalić regularność Sikory.

Mimo przytoczonych wyżej osiągnięć wydaje mi się w Polsce niedoceniany. Może gdyby w Turynie nie spudłował ostatniego strzału… Co ja mówię  – na pewno. Tak dla większości jest tylko wicemistrzem. Średniej klasy biathlonistą, widywanym w telewizji raz na cztery lata, któremu raz się udało. Trudno się jednak dziwić – dla Polaków liczą się zwycięzcy.

Tymczasem on, choć wygrywał rzadko, zawsze rzetelnie przygotowywał się do zawodów. Nawet w słabszych sezonach, na mistrzostwach świata zazwyczaj był w doskonałej formie. Biathlon to sport loteryjny, do tego potwornie wyrównany. Miejsce w pierwszej piątce jest jak medal. Miejsce w 10 to ogromny sukces. Było mnóstwo takich startów w karierze Tomasza Sikory. w 2009 roku w Pyongchang, startując z 16. lokaty wyprzedził 12 rywali i zajął czwartą lokatę w biegu pościgowym na MŚ. W tych samych mistrzostwach był jeszcze 6. i 9. I wiecie co? W Polsce mówiło się, że to były nieudane mistrzostwa, bo Sikora pojechał na nie jako lider Pucharu Świata.

W 2010 roku, do igrzysk w Vancouver też był przygotowany doskonale. Był w formie, która dawała podstawy marzyć o medalu. Kto wie, jakby potoczyły się losy tamtej rywalizacji gdyby nie nagłe załamanie pogody podczas biegu sprinterskiego. Sikora po pierwszym strzelaniu był szósty, potem gwałtowne opady śniegu utrudniły rywalizację zawodnikom jadącym z dalszymi numerami, wśród których był Polak. Na drugim strzelaniu spudłował dwa razy i do tego miał duże kłopoty z biegiem na nartach posmarowanych pod zupełnie inną pogodę, ostatecznie zajął 29. miejsce. Głupie tłumaczenie? W pierwszej 10 miejsca zajęło wówczas 7 biathlonistów z numerami startowymi między 1-10, którzy cały bieg pokonali jeszcze w normalnych warunkach. Piszę o tym, bo ten bieg ustawiał całą rywalizację. Do kolejnych zawodów w biegu pościgowym Polak musiał ruszać ze stratą ponad dwóch minut. Zajął 16. lokatę. Potem był jeszcze 7. i 11. I znów – igrzyska uznano za klapę, a Sikorze polecono kończyć karierę.

W sumie, może był to odpowiedni moment. Później pojawiły się kłopoty zdrowotne i dobrych miejsc już praktycznie nie notował. Wielokrotnie powtarzałem, że lokaty siedemdziesiąte czy sześćdziesiąte, jakie zajmował w ubiegłym sezonie, nie pasują do takiego mistrza. Wydaje się, że Tomasz podjął decyzję jedyną słuszną. Czas niestety nie stoi w miejscu. Inna sprawa, że karierę zakończył zdobywając mistrzostwo Polski. I to w tym wszystkim jest najgorsze. blisko 2 dekady wspaniałej kariery nie „wyhodowało” legendzie polskiego biathlonu godnego następcy.

Żegnam mistrza, przez którego przesiedziałem wiele godzin przez telewizorem, nagraniem z jednego z najlepszych startów Sikory w karierze – wygrana w Oestersund w 2009 roku.

 


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk

29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć „coś” ciekawego w każdej dyscyplinie sportu.
Obserwuj mnie na Twitterze

http://www.pubsport.pl/