Tomek Majewski korzysta ze swej rangi

Końcówka trzeciego tygodnia sierpnia*. Igrzyska Olimpijskie się skończyły, a za moment rozpoczną się emocje związane z ligową piłką nożną. W ręku mam dwie gazety – Wyborczą (wyd. świąteczne) i Przegląd Sportowy (piątkowy, ze skarbem kibica ligi polskiej). Co je łączy? W obu znajduję wywiady z tą samą postacią, czyli dwukrotnym Mistrzem Olimpijskim w pchnięciu kulą, Tomaszem Majewskim.

To wyróżnienie pada tutaj nieprzypadkowo. Na tym chyba wszystko się zaczyna i kończy. Zaznaczam jednak, że nie chcę wyrabiać sobie opinii o człowieku na podstawie tego, co powiedział mediom, bo to i tak będzie zbyt mało. Niestety, nie znam osobiście Tomasza Majewskiego, więc absolutnie nie przysługuje mi prawo do jednoznacznego stwierdzenia, jaki on jest. Dlatego podzielę się jedynie swoimi „wrażeniami” po przeczytaniu jego wypowiedzi w dwóch wspomnianych tytułach prasowych.

Bez wątpienia nie można przejść obok nich obojętnie. To, co powiedział nasz kulomiot musi budzić emocje. Jakie? To już kwestia indywidualna. Rozmowa z Przemysławem Iwańczykiem dla „GW” dotyczy przede wszystkim jego kariery, a także życia prywatnego. Sprawia w niej wrażenie człowieka wyluzowanego i bardzo pewnego siebie. Nie owija w bawełnę, wali prosto z mostu. Ma poczucie humoru oraz dystans do siebie. Na podstawie tych cech możnaby stwierdzić, że takiego faceta się albo kocha albo nienawidzi. Ja, mimo wszystko, zaliczałbym się do tej pierwszej grupy.

Nie robi z siebie gwiazdy w stylu celebryty, skandalisty, ale gwiazdę jako autorytet, wzór do naśladowania. Lekko szkokować może tylko jego bezpośredniość, ale o wodzie sodowej nie ma mowy. Jeśli na błahe pytania pt. „dlaczego?” odpowiada: „bo tak mi lepiej/wygodniej„, to znaczy, że jest naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Pieniędzmi – choć ma ich dużo – nie szasta na prawo i lewo. Operuje nimi spokojnie, tylko wtedy, kiedy musi. Nie popada w luksusy. Gdyby posłużyć się metaforą jedzenia, można napisać, że je wtedy, gdy jest głodny i nie płaci za posiłek nie wiadomo ile.

Pokazuje, że nie różni się wiele od zwykłego obywatela. Piję tu do słów o ściąganiu muzyki. Robią to przecież wszyscy, a sama ta czynność nie jest jeszcze przestępstwem ani wykroczeniem! Przyczepił się ktoś z jakiejś wytwórni muzycznej, ale powinien on sobie zdawać sprawę, że Tomek Majewski to normalny człowiek, taki, jak my i też pobiera pliki z internetu! A kupuje płyty tylko tych artystów, których szanuje. Według mnie jest to należyte zachowanie, wręcz bardzo odpowiednie.

Jest jednak granica, której się trzyma i której nie przekroczy. Wie, że w sporcie nic nie przychodzi samo i trzeba dołożyć wiele pracy, aby zdobywać laury. Zawsze rywale mogą liczyć u niego na szacunek, lecz również na walkę. Sportową rzecz jasna, bo wyznaje zasadę fair play. Ma świadomość swoich osiągnięć, ale szczyci się nimi że tak to ujmę: szablonowo.

Wszystko, co powyżej to moje przemyślenia po rozmowie w „Gazecie”. W „PS” natomiast Mistrzowi Olimpijskiemu z Pekinu i Londynu (ale przyznaj, Czytelniku, brzmi dumnie, prawda?) przypadł zaszczyt komentarza na pierwszej stronie dodatku „Ligowy Weekend”. Nie zostawia suchej nitki na polskiej piłce. Zaczyna od tego, że złą decyzją była zmiana nomenklatury, bo „I liga” brzmi bardziej adekwatnie do poziomu „T-Mobile Ekstraklasy”. Przyznam szczerze, że mnie tym kupił – trafił w dziesiątkę.

Następnie Majewski zarzuca piłkarzom w Polsce brak ambicji i kondycji. Słowem: minimum wysiłku, maksimum pieniędzy. Zauważa także to, co i mnie nie podoba się u nich, czyli szybkie transfery do klubów spoza Polski. Faktycznie, mało to młodych, wschodzących gwiazd szybko zgasło za granicą?

Kontrowersją jest, że w ogóle zdecydował się na taką wypowiedź. Pierwsi obrońcy polskiego futbolu zaraz by zapytali: „co ma kulomiot do piłki?! Przecież nie ma prawa się wypowiadać, skoro trenuje inną dyscyplinę!”. Niemniej jednak rzucił światło na sprawy, które głównie znajdują się w cieniu, mało kto podchodzi po piłki w ten sposób. Takie świeże spojrzenie, z „zewnątrz”, jest moim zdaniem przydatne, gdyż może świadczyć o poziomie atrakcyjności piłki nożnej nad Wisłą. Może także pomóc w przejrzeniu na oczy działaczom, kibicom, a przede wszystkim samym zawodnikom. W tej chwili wygląda to jakbyśmy tkwili w jakimś zamkniętym pudełku i cieszyli się tym, co mamy. Do tego tematu jeszcze wrócę, bo już wielokrotnie zaznaczałem, że jakoś mało ekscytuję się nowym sezonem T-Mobile Ekstraklasy.

Podsumowując, Tomasz Majewski to człowiek wielki i nie chodzi tutaj o wzrost. To normalny obywatel, taki, jak my, ale jednak trochę inny, bo – jak sam wyliczył –  należy do niecałej siedemdziesiątki sportowców z Polski, którzy mogą pochwalić się złotem olimpijskim. Sprawia wrażenie autorytetu, ale takiego z głową. Widać, że jest doświadczonym człowiekiem i wie, jak ma sobie radzić. Może i wsadził nos w nie swoją sprawę, ale przecież ponoć każdy Polak jest piłkarskim ekspertem…

* – Podany jest czas zdarzenia, a nie czas rzeczywisty. Czekałem na ewentualne kolejne mocniejsze wypowiedzi Tomka Majewskiego, ale ostatecznie nie pojawiło się nic takiego.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl