Torowe nadzieje

Zdaję sobie sprawę, że gdy piszę o kolarstwie grono odbiorców jest dość wąskie. Teraz będzie można złapać się za głowę – ten tekst będzie dedykowany kolarstwu torowemu. Ale mam alibi – będzie o sukcesach polskich sportowców. Zapraszam więc do lektury.

Kolarstwo torowe na zawsze pozostanie w annałach polskiego sportu – Jan Lange, Franciszek Szymczyk, Jan Łazarski i Tomasz Stankiewicz zdobywając srebro w wyścigu na dochodzenie na dystansie 4000m zdobyli pierwszy w historii naszej ojczyzny medal olimpijski. Dalszy dorobek nie zachwyca – w roku 1968 brąz dorzucił Janusz Kierzkowski, w 1972 Andrzej Bek z Benedyktem Kocotem na tandemie zdobyli brąz. I wszystko. Czy w Londynie mamy prawo oczekiwać poprawienia tej statystyki? Właściwie co cztery lata wśród szeroko pojętych szans na medal pojawia się jakiś torowiec. Teraz jednak wśród tych szeroko pojętych szans należy spodziewać się całej grupy torowców.

Ale nie będzie łatwo. O tandemach zapomnieliśmy już dawno – jednak i teraz, między Pekinem a Londynem, program olimpijski w kwestii kolarstwa torowego został, za przeproszeniem, urżnięty. Ale za to z jak piękną ideologią – W ramach wyrównania statusu kobiet i mężczyzn liczba konkurencji została wyrównana – brawo! Tylko w jaki sposób? Została uśredniona. Panowie zamiast siedmiu szans medalowych będą mieli pięć, panie zamiast trzech także pięć. Jeszcze w Atenach było w sumie 12 konkurencji (8 męskich, 4 kobiece). Ech…

Dobra, koniec ideologi, czas na konkret, czyli na stan polskiego kolarstwa torowego. Przyczynkiem do podjęcia tematu był jakże cudny wczorajszy dzień w Apeldoorn. W tej holenderskiej miejscowości rozpoczęły się Mistrzostwa Europy, a my zdobyliśmy tego jednego dnia trzy medale – po jednym każdego koloru. Mistrzostwa tylko Europy mówicie? Z Pekinu do Europy przyleciały 23 z 30 medali jakie były do zgarnięcia w olimpijskim welodromie.

Złoto w wyścigu punktowym zdobył Rafał Ratajczyk. niestety ta wspaniała, jedna z bardziej efektownych, konkurencja w programie olimpijskim się nie mieści. Na szczęście Rafał ma też inną specjalność – scratch. Pięć lat temu zdobył Puchar Świata w tej konkurencji. Mieści się ona w programie olimpijskim? Ależ skąd. Najlepsze miejsca w scratchu były jednak pięć lat temu, ostatnio większe sukcesy odnosił w omnium (wieloboju). Rok temu na ME w Pruszkowie zdobył brąz w tej specjalności. W tym roku też jest jednym z faworytów. I za rok w Londynie, wszystko na to wskazuje, także będzie.

Srebrny krążek zawisł na szyi zaledwie 21-letniej Katarzyny Pawłowskiej. Konkurencja? Wyścig punktowy. Czyli znowu problem. Na Pawłowską będziemy mogli w Londynie liczyć chyba tylko w konkurencjach zespołowych, gdzie, u pań, medali ciężko wypatrywać.

Brąz padł łupem drużyny sprinterów – Kamila Kuczyńskiego, Damiana Zielińskiego i Macieja Bieleckiego. Ich osiągnięcie można śmiało określić jako niespodziankę. Sprint drużynowy jest dość wymierną konkurencją. I w tejże konkurencji wykręciliśmy lepszy czas od mistrzów olimpijskich Brytyjczyków z sir Chrisem Hoy’em w składzie. Wystarczy, żeby uznać za cichą nadzieję olimpijską? Dla mnie tak.

Dziś żadnych medali nie ma i już nie będzie. Damian Zieliński w sprincie będzie walczył o miejsca 5-8. Rok temu został okradziony z medalu ME przez sędziów. Przy tej okazji trochę osób w Polsce przypomniało sobie o istnieniu kolarstwa torowego – wszak na polskiej ziemi sędziowie oszukali Polaka na korzyść Rosjanina.

Rok temu, w Pruszkowie medal, oprócz Ratajczyka, zdobyła Małgorzata Wojtyra – także w omnium, lecz był to medal srebrny.

Mistrzostwa Europy, mimo że ten kontynent dominuje w światowym kolarstwie torowym, to nie jest jednak ta impreza co choćby Mistrzostwa Świata. Te w tym roku odbyły się także w Apeldoorn. Tam tak różowo nie było – najlepszy wynik to czwarte miejsce Gosi Wojtyry (medal był naprawdę o włos), w omnium rzecz jasna. Ratajczyk wieloboju nie ukończył, drużyna sprinterów byłą dziewiąta, Zieliński w sprincie nie dostał się do dwunastki. Można mówić że te rezultaty lepiej oddają status polskiego kolarstwa torowego w hierarchii światowej. Potęgą nie jesteśmy. Ale coś się może wydarzyć. Torowcy sukcesu potrzebują jak powietrza. A PZKol potrzebuje pieniędzy na utrzymanie BGŻ Areny. Można się kłócić co do słuszności niektórych konceptów jakie prześlizgnęły się przy okazji budowy tej areny. Ale stoi ten welodrom i trzeba go utrzymać.

Nakręcam nadzieje? Kreuję rzeczywistość? Pompuję balon? Trochę tak. Na szczęście w przypadku kolarstwa torowego nie grozi nam wywarcie ogromnej presji na sportowcach. No bo, niestety, mało kogo oni obchodzą. Choć po hipotetycznym sukcesie w Londynie na pewno będzie wiele piersi wypinanych po ordery. A ja będę mógł powiedzieć z satysfakcją: a nie mówiłem?


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl