Trenerska karuzela we Włoszech

Jeszcze miesiąc temu elektryzowała nas ostatnia prosta sezonu, zaś dzisiaj możemy zbierać owoce tamtych rozstrzygnięć. Mianowicie mowa o przełożeniu się wyników sportowych na decyzje personalne w obrębie poszczególnych klubów. O ile zmian w kadrach zespołów nie sposób płynnie zaprezentować, o tyle roszady u sterów aż same proszą, ażeby się z nimi zapoznać.

Pomimo że wielu drużynom udało się wykonać plan minimum na miniony sezon, prezesi nie byli łaskawi. W wielu wypadkach okazało się, że oczekiwali jednak więcej bądź też natrafili na trenera potencjalnie efektywniejszego i to w jego ręce decydowali się przekazać swych podwładnych. Ciężko wytyczyć schemat, którym kierują się właściciele klubów Serie A w ocenie szkoleniowców. Częstokroć kierują nimi pobudki czysto emocjonalne, a niekiedy po prostu wyrachowanie. Abstrahując od ustalania reguł rządzących tym światkiem, zaprezentuję nazwiska trenerów, które w sposób donośny przewinęły się od zakończenia rozgrywek we Włoszech.

Alberto Malesani zamienił Bolognę na Genoę, wygryzając z pracy Davide Ballardini’ego, z którym nie zdecydowano się prolongować umowy. 57-letni Włoch w dotychczasowym klubie był skazany na walkę o utrzymanie w Serie A. Nowy pracodawca zapewne rozciągnął przed Malesanim dużo szerszy zakres kombinacji transferowych. Ponadto będzie miał teraz do czynienia z drużyną o większym potencjale. Decyzja o zmianie pracodawcy wydaje się być w pełni uzasadniona i przede wszystkim wolna od ewentualnych wpływów prezesa Bologny, Sergio Porceddy. W zamian 16. ekipę w Italii objął Pierpaolo Bisoli, który ostatnio pozostawał bezrobotny, a wcześniej prowadził Cagliari po odejściu z Sardynii Massimiliano Allegri’ego.

Vincenzo Montella zgodnie z przewidywaniami opuścił Romę i dość niespodziewanie znalazł od razu zatrudnienie na Sycylii. Catania zrezygnowała bowiem z usług Diego Simeone, który nie natchnął zaciągu swych rodaków do wyjątkowej gry. Argentyńczyk objął zespół, będący na 14. lokacie i dobrnął do mety na 13. Status quo został niemalże zachowany. Niemniej prezes Antonino Pulvirenti nie zrezygnował ze stawiania na niedoświadczonych menedżerów, czego dowodem jest Montella. Podobna taktyka nadal przyświeca Romie, która przymierza się do zakontraktowania Luisa Enrique. Całą opisaną w tym akapicie trójkę łączy fakt, że byli to zawodnicy wybitni, a na trenerską reputację muszą jeszcze solidnie zapracować.

Na stare śmieci w Weronie wraca Domenico Di Carlo. 47-letni Włoch trenował Chievo w latach 2008-2010, po czym odszedł do Sampdorii Genua, gdzie nie sprostał oczekiwaniom i musiał pożegnać się z posadą w trakcie minionych rozgrywek. Wakat pozostawił Stefano Pioli, po którego zgłosiło się Palermo. 46-latek osiągnął z Chievo całkiem niezły rezultat, zajmując 11. miejsce w tabeli. Na Sycylii będzie następcą Delio Rossiego, który nie nie po raz pierwszy został przepędzony przez Maurizio Zamparini’ego. Poznawszy się na osobowości impulsywnego milionera, pozostaje zapytać – tylko na jak długo?

Drugi obok Lecce beniaminek, który nie wrócił do Serie B, czyli Cesena pożegnał się z dotychczasowym coachem Massimo Ficcadentim. Właściciel 15. ekipy w Italii Giorgio Lugaresi obrał sobie za cel zakontraktowanie Marco Giampaolo, a więc bezrobotnego od stycznia Włocha urodzonego w Szwajcarii, który spędził jesień ubiegłego roku u sterów Catanii. Największe rozczarowanie sezonu, Sampdoria Genua zaufała Gianlucę Atzori’emu i to właśnie były trener Regginy ma przywrócić na Stadio Luigi Ferraris najwyższą klasę rozgrywkową we Włoszech.

Na koniec wisienka na torcie, czyli zmiany na szczycie w Turynie. Luigi’emu Del Neri oczywiście pokazano drzwi, gdyż na Juventus zabrakło mu umiejętności/charyzmy/pomysłu (niepotrzebne wykreślić). Na posadę głównodowodzącego w ponownie przebudowywanym Juve  przymierzano głośne osobistości z Walterem Mazzarrim i Andre Villas-Boas’em na czele. Zadania podejmie się jednak persona dużo mniej medialna, o której mówiono w kontekście objęcia tej posady rzadko albo nie mówiono wcale. Antonio Conte to ikona Juventusu, w którym jako piłkarz występował przez 12 lat, a teraz idzie w ślady Ciro Ferrary. Prawdopodobne, że z analogicznym skutkiem.

Czy to już koniec trenerskiej karuzeli we Włoszech? Niezupełnie. Wciąż nie znamy jednego z najgłośniejszych nazwisk, tj. nowego szkoleniowca AS Roma, chociaż ze wszech stron bombardowani jesteśmy doniesieniami, że Luis Enrique jest już jedną nogą w Rzymie. Hiszpan zaprzecza natomiast, jakoby podpisywał jakiekolwiek dokumenty, zaznaczając zarazem, że prawdopodobnie dojdzie do tego w najbliższych dniach. Niezależnie od tego, czy jego wypowiedzi znajdą odzwierciedlenie w rzeczywistości, rynek trenerski we Włoszech należy uznać za grunt bardzo gorący w bieżącej przerwie między rozgrywkami.


pubsport.pl