Trudne początki Van Gaala w Manchesterze

Louis Van Gaal Manchester United

Po roku mizerii, w którym Manchester United nie zajął nawet miejsca gwarantującego start w europejskich pucharach, a David Moyes z cenionego na Wyspach trenera stał się na chwilę obiektem szydery, na Old Trafford miało nastąpić zupełnie nowe otwarcie.  Swoje porządki zaczął wprowadzać  Louis Van Gaal. Trener, który wiele klubów zdołał już zaprowadzić na szczyt, a sam wracał z całkiem udanego dla siebie mundialu, w którym ubogą w gwiazdy najwyższego formatu Holandię doprowadził do trzeciego miejsca.

 Udane tournee po Ameryce okraszone pokonaniem Realu Madryt, rozbudziło oczekiwania. Pierwszy mecz ligowy, na Liberty Stadium, pokazał jak małe znaczenie w kontekście meczów mistrzowskich mają sparingi. Nawet takie rozgrywane przy stutysięcznej publiczności.

Porażka ze Swansea sprowadziła kibiców na ziemię. W niedzielne popołudnie United zdobyli pierwszy punkt w tym sezonie. Tym razem musieli zadowolić się wyjazdowym remisem z przeciętnym Sunderlandem. Wiele mówi fakt, iż sam Van Gaal po meczu przyznał, że to gospodarze bardziej zasługiwali na zwycięstwo i byli bliżsi osiągnięcia tego celu.

Obecnie Manchester gra bardzo podobnie do Legii spod ręki Jana Urbana. Niby utrzymuje się przy piłce, teoretycznie kontroluje mecz, ale nie przekłada się to na żadne sytuacje bramkowe. Brakuje kreatywności w rozegraniu. To wszystko jest robione bardzo wolno, dla rywala przewidywalnie. Cleverley i Fletcher nie są piłkarzami z rodzaju  tych, którzy przyspieszą tempo, zagrają niespodziewaną prostopadłą piłkę. Jeśli podają do przodu, to głównie do najbliższego partnera. Mata próbuje, biega, ale odnoszę wrażenie, że nie za bardzo ma z kim pograć, zrobić klepkę. Na jakieś błyskotliwe zagrania też nie ma zbyt wiele miejsca, bo koledzy z drużyny raczej nie kwapią się do dynamicznego wyjścia na pozycje i zaskoczenia przeciwnika. Nawet Rooney nie może znaleźć dla siebie miejsca na boisku.  Niby się stara, schodzi do boku, ale nic konkretnego z tego nie wynika.

TERMINARZ I TABELA PREMIER LEAGUE 2014/15 >>

Cofnięci skrzydłowi? Bramka padła po dynamicznym wejściu Valencii. Jedynym wejściu w tym meczu. Pozostała część spotkania to już raczej mizeria i sporo przegranych pojedynków z Van Aanholtem. Jeszcze mniej dobrego można powiedzieć na temat gry drugiego bocznego pomocnika, wydawać by się mogło, nieobecnego duchem na boisku Ashleya Younga. Boki funkcjonują na słabiutkim poziomie.

Odnoszę wrażenie, że to 3 – 5- 2 kompletnie nie pasuje do Manchesteru. Piłkarze nie za bardzo potrafią się w tym wszystkim odnaleźć. United stoperami nie stoi, a w tym ustawieniu potrzebna jest ich aż trójka. Z tego względu w pierwszym składzie zaczął Blackett (chociaż akurat  jego postawa bardzo przypadła mi do gustu), a jeszcze przed końcem pierwszej części gry na boisku pojawił się inny żółtodziób, Michael Keane. Para Smalling – Jones także do najpewniejszych nie należy.  

A, jeszcze a propos tego Blacketta. On jest akurat całkiem fajnym odkryciem holenderskiego szkoleniowca.  Manchester będzie miał z niego pożytek. Chłopak jest młody, ale z tego co widzimy na ekranach, nie szczędzi uwag starszym kolegom. Imponuje siłą i spokojem. Próbował kilku dłuższych piłek (raczej był do ich grania zmuszony), ale do zbyt dokładnych one nie należały (choć z drugiej strony, nikt za bardzo do otrzymania futbolówki się nie kwapił). Ze Swansea popełniał błędy, ale na Stadium of Light był chyba najpewniejszy z trójki środkowych defensorów.

Wchodzący z ławki Januzaj nie daje drużynie nic, ponieważ ustawiany jest na „ósemce”, a on zdecydowanie najgroźniejszy jest na skrzydle. Tylko, że przy tym ustawieniu, tam również Belg mógłby się marnować, wszak boczni pomocnicy mają być ustawieni głębiej, a oprócz tego trzymać się linii bocznej. Tymczasem Januzaj najgroźniejszy jest właśnie wtedy, gdy ze skrzydła ścina do środka, a przy tym dostaje sporo swobody. Belg spokojnie mógłby grać również na „dziesiątce”, ale to miejsce zarezerwowane jest akurat dla Maty.

Wczoraj United, choć nie grające w podstawowym zestawieniu, zostało upokorzone przez Milton Keynes Dons. Mówi wam coś ta nazwa? Bo mnie niekoniecznie. Trzecioligowiec zaaplikował Czerwonym Diabłom cztery gole, nie tracąc przy tym żadnego. Masakra.

Transfer Di Marii jest najlepszym co mogłoby spotkać Van Gaala. Może to właśnie on wprowadzi do tej drużyny nieco więcej świeżości i kreatywności. Były napastnik Manchesteru, Dwight Yorke, stwierdził, iż Argentyńczyk wniesie do zespołu nową jakość, a dodatkowo przy nim wreszcie na miarę swojego potencjału może zacząć grać Juan Mata. Pytanie brzmi tylko, czy również były już gracz Królewskich nie będzie miał problemów z dopasowaniem się do nowego systemu gry MU?

Wiem, że to dopiero dwa mecze ligowe. Wiem, że potrzeba czasu, by piłkarze się zgrali i zaadaptowali do nowego sposobu gry i ustawienia. Wiem również, że cała masa zawodników jest kontuzjowanych: od graczy stricte defensywnych (Shaw, Smalling, Carrick), po zawodników przednich formacji (Herrera, Fellaini). Tylko, że na razie nie widać żadnych pozytywnych przesłanek dotyczących gry Czerwonych Diabłów. Czekamy na coś więcej!


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl