TVP pomiędzy największymi imprezami tego roku – cz.1: Euro 2012

Jesteśmy w ciekawym okresie. Jeszcze niedawno wypełniał nas piłkoszał związany z Euro 2012, a za kilka dni rozpocznie się kolejne wielkie wydarzenie, sportowe święto – Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Obie te imprezy transmituje TVP, która na wakacje stała się medium przyciągającym największą uwagę widzów.

To jest ich czas i nie wolno im tego zmarnować. Ostatnio piłka nożna w „publicznej” miała się nie najlepiej (z wyłączeniem Mundialu w 2010 roku). A że tonący brzytwy się chwyta, to wszystko, co im zostało, promowali na maksa. Towarzyskie spotkania reprezentacji Polski, Puchar Polski, skróty i 4 mecze w sezonie T-Mobile Ekstraklasy, finał Copa del Rey, dwumecz o Superpuchar Hiszpanii to chyba najlepsze produkty, jakie mieli do dyspozycji. Dlatego w ostatnim czasie TVP musiała skupić się na innych dyscyplinach, bo zabrakło im wielkiej piłki. Ucieszyć się mogli fani żużla, koszykówki, jeździectwa, czy historii polskiego sportu.

Jednak w tym roku ma dojść do przełomu, który zapoczątkowało Euro 2012 – turniej, na który nasz publiczny nadawca wręcz rzucił się trzy lata temu, bo wiedział, że to może być jedna z ostatnich desek ratunku. I jak się wywiązał? Patrząc w rekordowe wyniki oglądalności możnaby powiedzieć, że świetnie, ale jeśli zagłębimy się w szczegóły, to tak różowo nie będzie. W dodatku wywalczyli Ligę Mistrzów, co powinno poprawić ich notowania.

Na pewno chciano podejść do imprezy z wielkim rozmachem, o czym świadczyło wielkie studio zbudowane na tę okazję na Woronicza. Gdy je zobaczyłem 6 lipca, pomyślałem sobie: „Jej, jakie piękne! Oby tylko umiejętnie je wykorzystali!”. Pomijam już fakt, że chciałbym się w nim znaleźć… Mam jednak wrażenie, że chyba nie skorzystano z jego możliwości w pełni.

TVP zaprosiła tam ludzi, z którymi współpracuje od dawna – byli trenerzy Gmoch i Engel, był Stefan Szczepłek, Włodzimierz Lubański (nareszcie nie jako komentator, uff!) . Szkoda, że tak mało widzieliśmy trenerów Skorżę i Probierza, a także Pawła Wilkowicza. Tych ludzi naprawdę miło mi się słuchało.

Żałuję, że studio stadionowe pojawiło się tylko przy meczach Polaków, bo przydałoby się więcej wieści z centrum wydarzeń, a także rozmów pomeczowych. Ludzi do pracy ponoć nie brakowało, więc nie wiem, czemu tak mało było materiałów okołomeczowych. Myślę, że lepiej byłoby dopracować takie rzeczy, niż stawiać studio na dachu fabryki Wedel, gdzie większość gości (choć nie wszyscy) wypowiadała się w stylu: „nie znam się na piłce, ale chętnie podzielę się informacją komu kibicuję i dlaczego”.

Zaobserwowałem w internecie, że widzowie zdążyli już przyzwyczaić się do obsady Polsatowskiej, bo głównie w tamtą stronę ostatnio kierowała się ich uwaga. Dlatego bardzo im się nie podobali eksperci występujący w publicznej, a o komentatorach już nie wspominając. Jednakże moim zdaniem nie było tak źle w tej kwestii, jak twierdzi większość osób oglądających ME w TVP. To, że Dariusz Szpakowski będzie mocno eksploatowany było wiadomo od dawna, bo to on jest tam komentatorem numer 1, a ME w Polsce i na Ukrainie to impreza życia także dla niego samego. Pomyłki, przejęzyczenia, przekręcania nazwisk mu się zdarzały, ale to z nim jest od dawna i tak pozostanie. Jego poprzednik, Jan Ciszewski, też miewał przecież wpadki…

Znakomity transfer poczyniono na początku tego roku, kiedy świat obiegła wieść, że Jacek Laskowski dołączy do grona dziennikarzy Telewizji Polskiej na Euro 2012. Pod względem ilości komentowanych spotkań plasuje się na drugim miejscu! Niestety, dostawał mecze w cieniu uwagi kibiców, jak np. Grecja – Rosja, równolegle toczony do naszego meczu o wszystko przeciwko Czechom albo Irlandia – Chorwacja, podczas gdy kilka minut wcześniej zakończył się bój pomiędzy Hiszpanami a Włochami w grupie C. Sądziłem, że szczególnie otrzymywać będzie Hiszpanię, bo z tamtejszym futbolem ma najwięcej do czynienia. Niestety – tu już prywatnie dodam – miałem pecha, co do meczów z jego głosem. Albo oglądałem w tym czasie mecz rozgrywany równolegle albo coś mi wypadało, że nie mogłem oglądać tych meczów. Na szczęście zaległości można nadrobić w internecie i tu wielkie brawa dla TVP.

Jeśli chodzi o sprawozdawców, to akapit należy się też Maciejowi Iwańskiemu. Zarzucano mu, że nadmiernie ekscytuje się wydarzeniami boiskowymi i w koło Macieju (zbieżność imion przypadkowa 🙂 ) zaznaczał, że Euro 2012 jest do zobaczenia tylko w Telewizji Polskiej. Tą pierwszą rzeczą w ogóle się nie przejmuje, skoro ludzie uważają to za jego wadę, a co do reklamy na antenie, warto wrócić do drugiego akapitu tego tekstu i to sobie przemyśleć. Był niejako zmuszony do tego. Poza tym, na podstawie własnych obserwacji zauważyłem, że „wsławił się” nową tradycją – tłumaczeniem hymnów narodowych. Nie przeszkadzało mi to przy pierwszych dwóch meczach przez niego komentowanych, ale potem… nie, nie irytowało, ale już jakoś mniej pasowało, a może spowszedniało. Jednak nie licząc tego, bardzo podobała mi się jego praca. W moim odczuciu stworzył wraz z Rafałem Ulatowskim fajny, zgrany duet, chyba najlepszy spośród wszystkich na Euro. Jako jedyni kręcili dodatkowe filmiki pt. „Live from Donieck„, co także uważam za dobry pomysł.

Co do pozostałych komentatorów, powiedziałbym, że nic się nie zmienili. Nie mam nic do nich, po prostu niczym mnie nie zaskoczyli, ani pozytywnie, ani negatywnie. Byli w porządku, umieli poradzić sobie z nerwami, które na pewno im towarzyszyły podczas transmisji. Przecież dla nich to też pewnie była impreza życia, choć dla niektórych trwała tylko 3 mecze. Tu właśnie widać „brutalność” zawodu dziennikarza. Niby skład liczy kilkanaście osób, ale z każdą fazą szczupleje, aż do finału gdzie zostaje już tylko garstka…

Mimo wszystko, na pewno Telewizja Polska przyczyniła się do promocji Euro 2012, z którego również na swoich antenach zrobiła święto. Sprawdziło się to, przed czym „ostrzegał” Włodzimierz Szaranowicz, czyli widzowie niezainteresowani sportem, piłką nożną, mieli bardzo trudne życie przez ten niespełna miesiąc. W kanałach TVP aż roiło się od audycji związanych z Mistrzostwami pośrednio, bądź bezpośrednio. Osobiście potraktowałbym to jako pozytyw, ponieważ taka postawa jest dowodem na to, iż publiczna żyła tą wielką imprezą., pomagała wejść w klimat Euro. Mam nadzieję, że również „zaraziła” piłką nożną kolejne rzesze kibiców, choć i tak mamy ich w naszym kraju wielu.

W związku z tym zauważyłem pozytywne zjawisko – osoby, które na co dzień nie chciały mieć niczego wspólnego z futbolem, Euro itd., przełamały się i w najgorszym wypadku zaczęły tolerować, czy po części rozumieć to wielkie święto. Nie wiem, na ile jest to wysyp typowych u nas „sezonowców”, a na ile zainteresowanie na stałe, lecz cieszę się, że chociaż na chwilę zwiększyła się ilość osób, przy których nie trzeba było kombinować nad wymówką, wystarczyło powiedzieć „nie mogę, bo wieczorem jest mecz„.

Ponieważ wszystkie mecze można było obejrzeć w HD w kanałach otwartych, łatwiej było rozpętać piłkoszał. Najmilej zaskoczył mnie fakt, iż można było sobie wybrać, który ostatni mecz w grupie chciało się oglądać. Ogółem rzecz biorąc, Telewizja Polska podeszła do Euro najlepiej jak mogła. Do pełni szczęścia zabrakło chyba możliwości wyboru komentatora do wszystkich spotkań turnieju. Wariant ze sprawozdawcami Polskiego Radia nie tylko mnie bardzo przypadł do gustu, ale na skutek zgrzytów na linii PR-TVP, dano taką możliwość tylko na pojedyncze mecze. Szkoda.

Na część drugą, w której znacznie więcej będzie o Igrzyskach Olimpijskich zapraszam jutro 🙂

W tej części podpierałem się statystykami, nad którymi skrupulatnie pracował Łukasz Kozłowski z Tele-sport.pl 

Od razu po Mistrzostwach nasz „naczelny krytyk wszystkiego”, Bartek Śliwicki także wyraził swoje opinie o komentatorach TVP na Euro. Można je przeczyać tutaj.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl