Tydzień moim okiem (10)

Waszym oczom ukazuje się subiektywne podsumowanie minionego tygodnia. Nie spodziewajcie się suchych faktów. Będzie to raczej luźny komentarz do niektórych wydarzeń z upływających siedmiu dni.

Wygraliśmy z San Marino. I to jak okazale, 5:1.  Z pewnością cały nasz 40 – milionowy kraj odetchnął z ulgą, wszak Waldemar Fornalik tuż przed meczem powtarzał, że najważniejsze w tym spotkaniu będą trzy punkty. Cel  został osiągnięty, z nawiązką. Widać spory postęp w grze defensywnej, wszak panowie kelnerzy nie stworzyli sobie zbyt wielu sytuacji. Bramki z gry też nie straciliśmy, a nad stałymi fragmentami do meczu z Ukrainą zdążymy jeszcze popracować. Waldek (jednak) King! Zostawiamy go, są pozytywy!

A teraz troszkę poważniej na temat wtorkowej kopaniny z najsłabszą drużyną globu. To co Sebastian Boenisch wyprawiał na tle amatorów i kompletnych ogórków, wołało o pomstę do nieba. Pal sześć, że zawalił krycie przy bramce, to się może zdarzyć i niekoniecznie świadczy o ogólnej klasie zawodnika, ale przecież ten gość z siódemką na plecach, którego głównym sposobem zarabiania na życie na pewno nie jest gra w piłkę, momentami robił z piłkarzem Leverkusen co tylko chciał. Ponadto Sebastian bardzo nieporadnie wyglądał w grze ofensywnej, no bo może i miał parę wrzutek, ładną asystę, ale kilka przyjęć i decyzji w jego wykonaniu też nie świadczy o nim najlepiej. Nie potrafię zrozumieć jakim sposobem on gra w podstawowym składzie takiego klubu jak Bayer? Czy ktoś mi to, do cholery, da radę wytłumaczyć?

Tragiczny był jeszcze Brożek, który nie wykorzystał pięciu idealnych sytuacji do zdobycia gola. Szkoda. Niezły napastnik, przyzwoite umiejętności, dobre parametry fizyczne, ale nie ta psychika.  W piątek, na swoim podwórku, na Wisełce, dał koncert. I tam jest jego miejsce, nigdzie wyżej. Gdyby w głowie miał trochę inaczej, to może…

Wczoraj Jaga zwolniła Zielińskiego. Albo raczej Dani Quintana to zrobił. Hiszpan grał, na standardy polskiej ligi, genialnie. Rozgrywał kapitalnie, dogrywał idealnie, w swoich poczynaniach był niezwykle precyzyjny. Patrzcie, gość, który dotychczas kopał głównie na trzecioligowych hiszpańskich stadionikach (a i tam nie czarował) przychodzi do ekstraklasy i wymiata. Techniką i zmysłem zjada na śniadanie wszystkich ligowców. Przecież to jest absurd.

I  jeśli nasza piłka byłaby normalna i podążała w odpowiednim kierunku, zimą były piłkarz takich tuzów jak Huracan czy Gimnasticu Tarragona byłby już zameldowany w okolicach Łazienkowskiej albo Bułgarskiej. I może by tak rzeczywiście było, gdyby ekipa z Białegostoku zażądała od stołecznej ekipy normalnej sumy, co w polskich standardach wydaje się mało prawdopodobne .

A propos Zielińskiego. Dobrze zrobili w Chorzowie, że go zwolnili. Od jakiegoś roku Ruch to najsłabsza wizualnie drużyna ekstraklasy. Grają fatalnie, nijako, nie ma nawet zalążków jakiegokolwiek stylu gry. No chyba, że docelowo ich stylem ma być: przyjmujemy i walimy na Jankowskiego, który dobrze gra mniej więcej raz na sześć meczów.

Legia straciła z Koroną w Kielcach trzy bramki. Powiem tak: z taką grą defensywną to ciężko będzie wrócić z Rzymu przed piątą. Ale i tak uważam, że większe szanse na wygraną mamy z Lazio, aniżeli z Trabzonsporem. Włosi podejdą na luzie, bez spiny, pewnie w połowie rezerwowym składzie. Liga Europy nie jest dla nich żadnym priorytetem.

Moment na poważniejszą piłkę. Borussia goli frajerów w Bundeslidze, 6:2 tym razem, z Hamburgiem. Tym razem bez naszego Kuby. Jego bezpośredni konkurenci do miejsca w składzie spisali się genialnie. Pierwsze skrzypce grał też Lewandowski. Bramki swoją drogą, ale ta asysta piętą – palce lizać. Bayern też  wygrał, ale nieefektownie, niespecjalnie. A gdy prowadził już 2:0, to przez długi okres czasu nie potrafił stworzyć kolejnej sytuacji, niemalże oddał inicjatywę ekipie Mirko Slomki. Ja rozumiem, że nie możemy od nich wymagać Bóg wie czego, ale jednak  ekipa Heynckesa w zeszłym roku do pewnego poziomu nas przyzwyczaiła. Ale poczekajmy… ja tam w projekt Pepa szczerze wierzę.

A teraz zapinamy pasy, siadamy głęboko w fotelach i startujemy. Zacznie się. Najpierw Champions League i hicior Borussia – Napoli, następnie Legia w Lidze Europejskiej, a potem cotygodniowa weekendowa uczta.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl