Tydzień moim okiem (11)

 Waszym oczom ukazuje się subiektywne podsumowanie minionego tygodnia. Nie spodziewajcie się suchych faktów. Będzie to raczej luźny komentarz do niektórych wydarzeń z upływających siedmiu dni. 

Waldemar Fornalik zaskoczył powołaniami. Na liście Sławomir Peszko, Mariusz Lewandowski, Marcin Wasilewski. Sensacje. Wielkie powroty. Zapytam tylko, na jakiej podstawie selekcjoner podjął tego typu decyzje?  Peszko po kilkunastu miesiącach kompletnej stagnacji, a właściwie cofania się w rozwoju, powoli wraca do formy, co i tak nie pozwala mu grać w podstawowym składzie drużyny z 2 Bundesligii (!). Lewandowski ma już 34 lata i kopie sobie bez presji w ukraińskim przeciętniaku. A Wasyl? Znalazł klub i to wystarczyło (nieważne, że na razie poważną piłkę obserwuje wyłącznie z pozycji siedzącej). I to mają być piłkarze, którzy wygrają nam mecze z Ukrainą i Anglią? Bądźmy poważni. Szczęściu trzeba pomóc, a – z całym szacunkiem –  ci piłkarscy emeryci mogą mieć z tym problemy.

Orest Lenczyk nowym szkoleniowcem Zagłębia Lubin, czyli drużyny, w której jest wszystko -od pieniędzy, przez stadion, a na piłkarzach kończąc – oprócz wyników i gry. Pierwszy mecz pod wodzą nowego szkoleniowca, z Jagiellonią, na remis, ale myślę, że drużyna z Lubina szybko się rozkręci. Nigdy nie byłem wielkim fanem Oresta Lenczyka,  nie podobał mi się styl prezentowany przez większość jego drużyn: oparty na totalnym zdyscyplinowaniu taktycznym, żelaznej defensywie i kontrach, bazując zazwyczaj na szybkich skrzydłowych (to akurat mi się podoba). Wolę raczej, jak drużyna stara się grać kombinacyjnie, ofensywnie, z dużą ilością podań. Ale jest wielce prawdopodobne, że wspomniana lenczykowa taktyka po raz kolejny przyniesie oczekiwany skutek, kiedy dodamy do tego odpowiednie przygotowanie fizyczne, nad którym to w przerwie zimowej zespół pod batutą nowego trenera z pewnością mocniej popracuje. I jeszcze jedno, drużyny mentora polskich szkoleniowców charakteryzuje powtarzalność, niewielka ilość wpadek, równość. I to na polską ligę wystarczy… Czołowa ósemka? Na pewno. Puchary? Może, w tej lidze wszystko jest możliwe, a Lenczyk zna ją od podszewki. I potrafi ją rozgryźć.

Coraz ciekawiej jest w angielskiej Premier League. Manchestery poległy, Arsenal znowu zatryumfował, podobnie jak Liverpool, a w derbach Londynu The Blues i Spurs podzielili się punktami. I od tego ostatniego spotkania zacznę. Ten mecz pokazał, jak wiele dla Chelsea znaczy Juan Mata. W pierwszej części gry Tottenham był zdecydowanie lepszy. W odbiorze słabiutko prezentował się  Mikel. Zagubiony i nieaktywny latał po skrzydle Ramires, Torres kompletnie osamotniony, a i Hazard z Oscarem na placu czuli się jakoś nieswojo. W przerwie szybkie przegrupowanie: Mata na boisko, Ramires do środka, Mikel out. Inna drużyna! Chelsea kompletnie zdominowała środek pola, atakowała, stale stwarzała zagrożenie, a jednym z najlepszych aktorów tego widowiska był Mata, rzecz jasna, który tym występem chyba wreszcie przekonał do siebie Jose Mourinho i we wtorek, ze Steauą, Hiszpan powinien wyjść w pierwszej jedenastce. Warty odnotowania jest również dobry występ Fernando Torresa.  To był El Nino jak za starych czasów. Szybki, lekki, posiadający łatwość mijania rywali i stwarzający kolejne sytuacje. Wyleciał z boiska, bramki nie strzelił, ale po raz pierwszy od czasów niepamiętnych był prawdziwym motorem napędowym swojej drużyny.

United za to zalicza fatalny okres. Na razie ekipa Davida Moyesa gra nieatrakcyjnie dla oka, nieskutecznie, nie stwarzając wielu sytuacji. Trzy porażki po sześciu kolejkach? Tego chyba nikt się nie spodziewał. Ale działacze Manchesteru poczekają, może nawet dwa sezony i były coach Evertonu zacznie wygrywać mając gotową, zbudowaną przez siebie drużynę. A w Polsce przez taki okres czasu przewinęło by się już z pięciu trenerów, jeśli dalej zespół nie osiągałby satysfakcjonujących wyników.

I mam nadzieję, że Janusz Filipiak, wybierze wariant angielski i – nawet jeśli dalej jego Cracovia byłaby w dolnej połówce tabeli – poczeka ze zwolnieniem Wojciecha Stawowego (o czym poszła plotka już w okolicach trzeciej kolejki!). Pasy w tym sezonie z meczu na mecz grają lepiej, często z pierwszej piłki, krótkimi podaniami, operując piłką szybciej niż przeciętni ligowcy. Idealnie pasuje do tej taktyki Dawid Nowak, napastnik bazujący na technice i szybkości, który po 898298 kolejnych kontuzjach  i konfliktach chyba wreszcie na serio wrócił do poważnej piłki.  A forma zwyżkuje. Z Ntibazonkizą też sprawa ma się znacznie lepiej niż jeszcze niedawno. Środek pola w ryzach trzyma swoistego odkrycie tego sezonu ekstraklasy, Danielewicz. Fajna ekipa się szykuje, tylko trzeba jeszcze jakiś czas poczekać, a zimą delikatnie wzmocnić.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl