Tydzień moim okiem (14)

    Waszym oczom ukazuje się subiektywne podsumowanie minionego tygodnia. Nie spodziewajcie się suchych faktów. Będzie to raczej luźny komentarz do niektórych wydarzeń z upływających siedmiu dni. 

Polska w beznadziejnym stylu bezbramkowo zremisowała z Irlandią. Był to jeden z tych meczów, po których masz poczucie straconego w beznadziejny sposób czasu (o ile oczywiście w trakcie spotkania nie zaśniesz). Gra ofensywna to był – po raz kolejny – totalny dramat. Brakowało płynności, gry kombinacyjnej, jakichkolwiek składnych akcji. Ten, który miał ciągnąć reprezentację, nasz Robercik Lewandowski, był tragiczny. Straty zaliczał na każdym kroku, przegrywał pojedynki, a jeden błysk to za mało jak na piłkarza tej klasy. Media piszą, że dobrze tym razem było w defensywie i właściwie to może ten cały Szukała nie jest taki zły, a Kowalczyk z kolei bardzo pewny. Jednak na moje oko to przybysze z Zielonej Wyspy zagrali piłkę idealną dla naszych stoperów. Podopieczni O’Neila grali długą piłką, nie unikali dośrodkowań i walki w powietrzu, a to dla defensorów spod znaku Orła Białego prawdziwy luksus. Dobrze, że rywale nie grali zbyt szybko i kombinacyjnie, bo wtedy ponownie mogłoby być nieciekawie. Więcej o wtorkowym spotkaniu napisałem tutaj.

***

Przejdźmy może do czegoś ciekawszego. O, sobotniego hitu Bundesligi, na przykład. Bayern wypunktował Borussię, ale patrząc na zestawienie linii obrony Żółto – Czarnych taki scenariusz wydawał się wielce prawdopodobny. Mimo tego podopieczni Kloppa przez długi czas skutecznie się bronili, stwarzając przy tym sytuacje podbramkowe. Stawiam tezę, że w pierwszej połowie byli od Bawarczyków znacznie konkretniejsi w swoich poczynaniach.

Lewy miał „setkę” na początku – okazji nie wykorzystał, ale – w odróżnieniu od jego postawy w ostatnich meczach reprezentacji – uważam, że był najlepszym zawodnikiem wśród gospodarzy. Walczył, zaliczył kilka pięknych  podań w uliczkę, był aktywny, wygrywał pojedynki i to głównie na nim opierała się gra BVB. Reus – jak na swoje możliwości – zagrał słabo, podobnie jak Mchitarian, a jedna akcja Błaszczykowskiego na początku meczu też nie upoważnia nas do tego, by twierdzić, że zagrał dobre spotkanie. Klopp uwierzył, że pomoże Aubameyang, który wszedł z ławki. Przeliczył się. Po raz kolejny. Gabończyk na razie jest na poziom Borussi zbyt słaby, po prostu. Jego jedynymi atutami są szybkość i umiejętność strzelania goli. To mu trzeba oddać, ok. Ale inne cechy czysto piłkarskie? Brak. Technika przeciętna, drybling nijaki: prosty, przewidywalny, o przeglądzie pola i dokładności  podań nie wspominając. Z Wolfsburgiem może i strzeli, z Augsburgiem walnie nawet hat – tricka, ale  gdy rywal jest naprawdę silny, były skrzydłowy Saint – Etienne rozczarowuje.

***

Znowu głośno zrobiło się o Arturze Borucu, który zaprezentował efektowny drybling w swoim polu karnym, jednak ostatecznie stracił piłkę, a Giroud pozostało skierować ją do opuszczonej przez polskiego golkipera bramki. Był bohaterem początku sezonu, a teraz  zaliczył dwa kompromitujące błędy. Pierwszy – dobra, rozumiem, zdarza się, może piłka sprawiła psikusa. Ale to co Holie Goalie zrobił z Arsenalem to głupota w najczystszej postaci. Miał pięć tysięcy okazji by wybić piłkę – najpierw w pole, potem na aut, w końcu na rzut rożny. Borucowi do wielkiej piłki, ale takiej największej, od zawsze brakowało tylko jednego – należytej koncentracji.  I co z tego, że najpierw wyciągnie kilka setek i dzięki niemu zespół wygra trzy spotkania pod rząd, skoro za moment popełni dwie gafy i przyjdą porażki. Bramkarz powinien być gwarancją pewności i spokoju, a Boruc nie zawsze swoją osobą owe cechy prezentuje. I właśnie dlatego stacjonuje na St. Marys, a nie na Camp Nou.

***

Po ostatnich wyczynach naszej kadry nietrudno dojść do konkluzji, iż mimo wcześniejszego psioczenia na Obraniaka, taki gość byłby w tym momencie bardzo przydatny. Trener Nawałka też o tym pomyślał i postanowił piłkarza Żyrondystów powołać. Jednak ten na telefon od Janusza Basałaja odrzekł coś w stylu: Na następne zgrupowanie mogę przyjechać. Teraz mam swoje sprawy. Żenada, panie farbowany. Najgorsze jest to, że Ludo momentami traktuje reprezentację jak jakąś szkołę. Bo do szkoły przecież, owszem, powinno się chodzić, ale raz na jakiś czas można sobie odpuścić, grzecznie przynieść usprawiedliwienie i nikt pretensji mieć nie będzie. I tak na przykład piłkarz Bordeaux swój ślub zaplanował dokładnie w dzień czerwcowego  starcia z Mołdawią, mimo iż planowanie odbywało się jak jeszcze w naszej kadrze grał. Teraz, gdy ma przyjechać na zgrupowanie, twierdzi, że ma swoje sprawy. No to super, my Ci dziękujemy. Dożywotnio.

***

Zachara strzelił wczoraj dziewiątą bramkę w tym sezonie. Gość ma dwadzieścia trzy lata, troszkę techniki (ale tak bardzo troszkę) i charakter. Jest lata świetlne za Arkadiuszem Milikiem.  Ale to wystarcza, by być gwiazdą naszej śmiesznej ligi. Zaraz pewnie przyjdzie powołanie do kadry i boleśnie zweryfikuje możliwości wychowanka Rakowa Częstochowa. Tak samo jak zweryfikowało Mączyńskiego, Olkowskiego, Kamińskiego czy Kosznika.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl