Tydzień moim okiem (15)

  Waszym oczom ukazuje się subiektywne podsumowanie minionego tygodnia. Nie spodziewajcie się suchych faktów. Będzie to raczej luźny komentarz do niektórych wydarzeń z upływających siedmiu dni. 

Legia przegrała piąte spotkanie w Lidze Europejskiej. Co więcej, przy liczbie zdobytych przez nią goli we wspomnianych rozgrywkach wciąż widnieje okrągłe zero. W niedzielę, na deser, poległa z czerwoną latarnią ekstraklasy, Podbeskidziem z Bielska. Jeszcze nigdy nie było tak, że nie potrafiłem identyfikować się z klubem reprezentującym nas na arenie międzynarodowej. Chciałbym, ale z podopiecznymi Urbana nie potrafię. W grze Legii nie ma nawet najmniejszego elementu zaskoczenia, ataki konstruowane są wolno, niedokładnie, a dla przeciwnika przewidywalnie. Legii ewidentnie brakuje zawodników albo chociaż jednego zawodnika, lidera, który pociągnąłby jej grę do przodu, stworzył przewagę, błysnął wreszcie czymś nieszablonowym i niekonwencjonalnym. Latem myślałem, że takim piłkarzem będzie Helio Pinto, ale Portugalczyk spisuje się dokładnie tak, jak reszta zespołu – nijak, po prostu.  Radović jesienią więcej czasu spędza  w gabinetach lekarskich aniżeli na boisku. Napastnik, Dvalishvili, bramki strzela od święta i to tylko w sytuacjach wymarzonych. Do gry zespołu nie wnosi żadnego pożytku. Nie potrafi zrobić przewagi, przetrzymać futbolówki. I teraz właśnie wychodzi strata Danijela Ljuboji. Serb był jaki był, ale dzięki swoim umiejętnościom i doświadczeniu był wartością dodaną do reszty zespołu, wnosił coś „ekstra”.

Ponadto od dłuższego czasu uważam, że formuła z Janem Urbanem na ławce stołecznego klubu już dawno się wyczerpała. Minęło półtora roku, odkąd były szkoleniowiec Zagłębia z Lubina objął stanowisko przy Łazienkowskiej, a jego drużyna zamiast grać coraz lepiej, stacza się niżej, niżej i niżej.

***

W miniony piątek Wisła Kraków w ładnym stylu pokonała wrocławski Śląsk 3:o, by kilka dni później przeżyć koszmar i ulec w Białymstoku podopiecznym Piotra Stokowca.

Widać, że Smuda sklecił fajny zespół. Chrapek i Garguła to jedni z najbardziej kreatywnych pomocników naszej ekstraklasy, szybki i waleczny Guerrier hasa po skrzydle, w ataku Paweł Brożek (w polskiej lidze skuteczny jak zawsze), a i obrona niczego sobie. Ponadto w drużynie Białej Gwiazdy rzeczywiście zauważalny jest wypracowany styl gry, oparty na małej grze i prostopadłych podaniach do ofensywnie usposobionych zawodników. Owszem, jeszcze nie zawsze wszystko wychodzi, bo zdarzają się i takie spotkania, kiedy na zespół spod Wawelu ciężko patrzeć, ale – w odróżnieniu od takiej Legii – coś tam naprawdę może się urodzić. Problem polega na tym, że wszystko jest dobrze, dopóki krakowianie grają u siebie. Jak opuszczają bramy drugiej stolicy Polski, efekt jest jaki jest: i tu za najlepszy przykład posłuży dzisiejsze  2:5 z Jagą.

***

Borussia Dortmund pokonała Napoli w arcyważnym spotkaniu grupowym Ligi Mistrzów. Tempo, jakie narzucili podopieczni Kloppa, było nieprawdopodobne. Dopiero po takim meczu dochodzi do mnie, jak wiele brakuje nam do poważnej piłki. Już nie chodzi tylko o kwestie taktyczno – techniczne. Mam na myśli intensywność grania, samo zaangażowanie w grę, ilość metrów przebiegniętych sprintem. To jest przepaść.

Wielkie wrażenie zrobił na mnie Henrich Mkhitarian, który posiada imponującą łatwość mijania kolejnych rywali. Bierze futbolówkę pod nogę i jedzie, zostawiając za sobą kolejnych przeciwników. Niestety odnoszę wrażenie, że czasami brakuje mu głowy do poważnej piłki. Kilka dni po meczu z włoskim zespołem wszedł na drugą połowę w spotkaniu z Mainz. Niby po raz kolejny robił z przeciwnikami co mu się żywnie podoba, ale notorycznie dokonywał najtrudniejszych i najbardziej skomplikowanych wyborów. Ponadto nie do końca chciał grać z kolegami, był niesamowicie napalony na zdobycie gola, co zresztą pokazała opisywana potem przez media sytuacja z karnym. To nie jest podwórko, panie Ormianin, ani nawet liga juniorów. Stabilizujemy formę i patrzymy na dobro zespołu, a nie tylko czubek własnego nosa.

***

Chelsea pokonała Southampton w jednym z hitów minionej kolejki Premier League. Niestety, złe informacje rozpowiadamy, bowiem Artur Boruc nabawił się w tym spotkaniu złamania, które wykluczy go z gry na najbliższe sześć tygodni. Bardzo często takie kontuzje w wypadku bramkarzy kończą się z długim pobytem na ławce rezerwowych. Po powrocie owego golkipera do zdrowia okazuje się, iż wcześniej rezerwowemu bramkarzowi nic nie można zarzucić i nie powinno się zabierać mu miejsca w składzie od tak, bo podstawowy zawodnik wrócił po przerwie. Będzie walka, tym bardziej, że ten Gazzaniga to podobno bardzo utalentowany chłopak jest.

Chelsea rywali załatwiła stoperami, którzy strzelili pierwsze dwa gole dla The Blues. W pierwszej połowie grała słabiutko, nie kreowała sytuacji. W drugiej części Southampton nie miało do powiedzenia zupełnie nic. A Mou znowu zaimponował skuteczną zmianą, wprowadzając Dembe Ba za bezproduktywnego tego dnia Essiena, co zaowocowało totalnym odwróceniem się sytuacji na boisku.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl