Tydzień moim okiem (2)

 Waszym oczom ukazuje się  podsumowanie minionego tygodnia.  Nie spodziewajcie się suchych faktów. Będzie to raczej luźny komentarz do niektórych wydarzeń z upływających siedmiu dni.

Zaczniemy od naszych młodzieżówek. Już po dwóch meczach eliminacyjnych wiadomo, że ekipa u – 19 nie zagra w Euro na Litwie. A przecież w tej naszej kadrze  takie gwiazdy. Stępiński, Łasicki, Mrowiec, Liberacki, Kędziora.  Przedstawiciele młodzieżówek Napoli, Regginy, Interu. Wspomniany Mrowiec jest nawet kapitanem młodzieżowej drużyny Bayernu Monachium. Klękajcie narody!  Jednak rzeczywistość okazała się brutalna, jak to zwykle z naszymi ekipami bywa. Hiszpania nie dała im dotknąć piłki. Chorwacja, złożona głównie z zawodników grających w kraju, była o kilka klas lepsza.

Świadczy to przede wszystkim o tym, że nasza młodzież nie jest wcale tak utalentowana jak niektórzy próbują nam uzmysławiać. Musimy zdać sobie sprawę, że Stępiński, nasza nadzieja, ma koszmarny drybling i przeciętną technikę, a umiejętność zastawienia futbolówki jest mu tak odległa jak mi praca w New York Timesie.  Adrian Mrowiec nie jest materiałem na zawodnika większej klasy niż Borysiuk, wszak jego największy i praktycznie jedyny atut, to dobry przerzut. Łasicki wyróżnia się w Napoli, ale w porównaniu do rówieśników rodem z Chorwacji, ma ogromne braki techniczne oraz taktyczne. Można tak wymieniać i wymieniać. Wielu nadziei na zbawienie polskiej piłki w tej kadrze nie dostrzegam. Daniel Sikorski też grywał w młodzieżowych zespołach Bayernu (legenda głosi, że z całkiem dobrym skutkiem), a na miano piłkarza kompletnie nie zasługuje.

U – 21 triumfuje z Maltą. W tej kadrze widzę większy potencjał. Jest Wolski, Pawłowski, Milik. W razie braku powołania do seniorskiej reprezentacji – także Salamon czy Zielińśki. Ze słabiutkim przeciwnikiem może i się męczyli, ale raczej to wybitny niefart spowodował, iż nie strzelili bramki do 85 minuty. Dobrze wyglądał Milik, który – w odróżnieniu od Stępińskiego – potrafi zastawić się, utrzymać piłkę i dokładnie ją przyjąć. Był co prawda trochę nieskuteczny, ale stale szukał okazji, był pod grą, pomagał w rozegraniu piłki i wreszcie strzelił. Co prawda Arek grał przeciwko Malcie, a Mariusz Hiszpanii, ale i tak różnica widoczna jest gołym okiem. Zmartwił mnie tylko Rafał Wolski. Kiwał w miejscu, rozgrywał zdecydowanie za wolno. Nie posłał ani jednej, dokładnej prostopadłej piłki. W dodatku mizernie wygląda pod względem fizycznym. Przeczuwam kolejne pół roku na ławce.

Ojamaa w Legii. Kolejny przybysz rodem  ze Szkocji. Gdy patrzysz na jego statystyki, myślisz: świetny grajek. Ale gdy chwilę się zastanowisz, zaczynasz zdawać sobie sprawę, że oprócz Celticu, w SPL grają w większości drużyny pokroju Lechii Gdańsk. I dlatego myślę, że ten gość nie wypali, przynajmniej jeśli chodzi o starcia w Lidze Mistrzów czy Lidze Europejskiej. Przed dwoma laty grał w Fortunie Sittard. Był na tyle dobry, że w holenderskim klubiku uzbierał łącznie siedem spotkań. Chwilę wcześniej stacjonował w Alemanii Achen. Tam również się nie przebił – zdołał rozegrać zaledwie jeden mecz. A, była jeszcze trzymiesięczna przygoda z ligą szwedzką, gdzie szło mu ciut lepiej. Ot taki, ligowy przeciętniaczek. Nothing special.

Cracovia i Zawisza w Ekstraklasie. I dobrze. Niezłe budżety, stadiony, organizacja. Tylko piłkarze byle jacy, ale tę dewizę można akurat przypisać większości ekstraklasowych zespołów. Historia Termaliki brzmi romantycznie, uwielbiam takie, ale jak sponsorowi się znudzi  – to klub nie istnieje. A, no i ci kibice. Jakoś niekoniecznie marzy mi się oglądanie meczów ekstraklasy na stadionie mogącym pomieścić maksymalnie dwa tysiące widzów, a i tak jedna czwarta krzesełek jest pusta. Kibice nieliczni i – uwaga – nieszczególnie fanatyczni. Klub bez bogatej historii i – w dłuższej perspektywie – bez ekstraklasowej przyszłości.

Zakończymy tematem numer jeden w minionym tygodniu, czyli kompromitacją reprezentacji w Kiszyniowie. Fornalik powinien polecieć już dawno temu. Ba, on nie miał prawa być w  ogóle zatrudniony.  Do momentu objęcia reprezentacji Polski jego drużyny grywały na niewielkich stadionikach, oczekiwano od niego utrzymania się w ekstraklasie, a największą gwiazdą, z jaką przyszło mu pracować był Arkadiusz Piech – waleczny, zdeterminowany, ale pokorny,  czyli idealny do prowadzenia. Drugie miejsce z Ruchem było dobrym osiągnięciem, ale na pewno nie było podstawą do zatrudnienia go na tak wysokim stanowisku.

Pisałem już kiedyś, że trenerem kadry powinien być ktoś, kto ma zdolność mobilizowania i motywowania. Gość, który potrafi wmówić swoim grajkom, że są kapitalnymi piłkarzami. Osoba, która będzie dla piłkarzy prawdziwym autorytetem. Kimś takim był Leo Benhakker.  To za jego czasów reprezentacja z przeciętnymi kopaczami w składzie biła na głowę Serbów, Finów, Belgów czy Portugalczyków. Wojciech Kowalczyk powiedział w studiu po meczu z Mołdawią, ze nie ma trenera, który nagle sprawi, że będziemy grali inaczej i zaczniemy wygrywać z Anglią czy Ukrainą. Są tacy trenerzy, panie Wojtku. Może sukces nie jest gwarantowany, ale szansa na niego znacznie się zwiększa. I tego typu szkoleniowcem był właśnie Leo.

Choć mamy jeszcze minimalne szanse na wyjście z grupy, pozostawienie Fornalika jest równoznaczne ze złożeniem broni.

Znowu od niektórych po uszach dostał Robert Lewandowski. Pytam, za co? Był zdecydowanie najlepszy z naszych. Robił przewagę, jako jeden z nielicznych wygrywał pojedynki, wreszcie stwarzał zagrożenie i zagrał super piłkę do Kuby przy pierwszym golu.  Nie jest to typ Messiego czy CR7, którzy potrafią wziąć piłkę i przejść całe boisko. A prawda jest taka, że w poważnych meczach w ofensywie naszej kadry gra tylko Błaszczykowski i Lewy.

Tak na zakończenie krótka wzmianka o naszym bad boyu z Łazienkowskiej. Po raz kolejny okazało się, że jedynym atutem Kuby Koseckiego na poziomie międzynarodowym jest przyspieszenie. Zero techniki, siły i umiejętności dryblingu. Valencia i Atletico coraz bliżej, tylko czy to nie za niskie progi dla ciebie, wszak oznajmiłeś niedawno w jednym z wywiadów, iż jeszcze nie zobaczyliśmy tego, na co cię tak naprawdę stać i ile jesteś w stanie dokonać. Czekamy!


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl