Uatrakcyjnianie ligi po polsku…

Dziś media zalała sensacyjna informacja o zmianie organizacji rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy. Podawane są dwie koncepcje, szczególnie jedna budzi uśmiech politowania. 

Pierwsza – znośna i warta rozważenia, to powiększenie rozgrywek do 18 zespołów. Moim zdaniem jest już na  to czas. Jeszcze niedawno opowiadałem się za zmniejszeniem liczby zespołów, ale teraz czas na krok w odwrotnym kierunku. Przede wszystkim – w ciągu dwóch ostatnich lat znacząco podniósł się poziom infrastruktury stadionowej w naszych klubach. Znalezienie osiemnastu drużyn z przyzwoitym stadionem i widownią nie powinno już stanowić problemu. Jeżeli chodzi o poziom sportowy – myślę, że dwie dodatkowe drużyny nie zaniżą specjalnie jakości rozgrywek. Te i tak są słabe, a najlepsze kluby I ligi spokojnie mogą równać się z tymi z ekstraklasy. Pokazała to m.in. Arka Gdynia wchodząc do półfinału Pucharu Polski.

Druga koncepcja jest już karkołomna, żeby nie powiedzieć niedorzeczna. 16 drużyn grających systemem takim jak teraz, plus – po 30 kolejkach, dzielone na grupę mistrzowską i spadkową. No i kolejne 14 kolejek. Wyobrażacie sobie, że za rok o tej porze do końca sezonu  może być nie 3 serie, a 17? To daje nam oszałamiającą liczbę 44 meczów w sezonie. Dwa pytania – gdzie chcecie znaleźć 14(!) dodatkowych terminów? Nie 4, a 14. W naszym klimacie i na naszych „murawach” czternaście kolejek więcej to moim zdaniem misja niemożliwa. Druga kwestia – jestem absolutnie za wydłużeniem sezonu, tak by piłkarze „poczuli” że grają w zawodowych rozgrywkach. Ale 44 mecze? Nie sądzicie, że to lekko przy dużo? Przecież to zabije naszych grajków…

Osobiście mam swoją teorię na temat tych pomysłów. Wydaje mi się, że przynajmniej ta druga opcja jest zwyczajną dziennikarską kaczką. Ktoś coś słyszał, ktoś sobie coś dopowiedział, ktoś inny skopiował no i mamy. Na zdrowy chłopski rozum – 44 mecze w sezonie są niemożliwe i nigdy nie będą w polskich warunkach. Zgodziłbym się, gdyby w grupach spadkowych miało być po jednej rundzie – czyli po 7 kolejek. Tylko wówczas jest to lekko niesprawiedliwe, bo jedni zagrają u siebie trzy raz, a inni cztery.

Myślę, że w najlepszych europejskich ligach wyznaczono standard, do którego powinno się dążyć. 18, ewentualnie 20 drużyn, mecz i rewanż – proste i logiczne. Wszelkie inne udziwnienia może są ciekawe, ale mają mniejsze lub większe wady. Jak zaczniemy kombinować z kształtem ligi, to chyba będziemy mieć szansę dorównać do Argentyńczyków, którzy niedawno chcieli zwiększyć sobie swoją Primera Division do…38 drużyn. To im się nie udało, ale i tak w zakamarkach obecnego regulaminu  połapać się mogą chyba tylko profesorowie najlepszych uczelni. No, ale to raczej oczywiste, że prędzej zaczniemy kombinować i psuć jak Argentyńczycy niż grać w piłkę jak oni…


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/