Uczniowie nie wiedzą o sporcie (a powinni!)

Grudniowy sukces mojego Liceum w ogólnołódzkim „Konkursie wiedzy o sporcie” skłonił mnie do refleksji na temat stanu wiedzy przeciętnego polskiego ucznia o najpopularniejszych, choćby polskich, zawodnikach, czy o historii sportu – tej zupełnie podstawowej.

Przede wszystkim doszedłem do wniosku, iż im bardziej uczeń jest „przeciętny” tym wie… więcej! Wszystko bierze się z tego, że sport niestety często uważany jest za kulturę tzw. „niską”. Faktycznie, kiedy uświadomimy sobie, że mało który sportowiec jest dobrze wykształcony, może nam się odechcieć oglądania go. Niemniej jednak nie należy sądzić, że nie jest on zdolny. Po prostu pewne rzeczy wychodzą mu lepiej, inne gorzej, jak każdemu. Trzeba czasem przymknąć oko na co nieco i dać się ponieść pozytywnym sportowym emocjom. Sport też należy do kultury – fizycznej!

Nie jest to takie proste. Przecież ktoś, kto się dobrze uczy, będzie chciał się dalej dokształcać ze swojej ulubionej dziedziny, np. biologii, matematyki, języka polskiego, a nie będzie marnował czasu na jakiś tam mecz. W porządku, każdy ma przecież prawo robić to, co lubi. Dlatego są też i tacy, którzy wolą szlifować inne umiejętności po zajęciach w szkole – malowanie, śpiewanie, uprawianie sportu, fotografia. Ci właśnie mają mniej czasu na naukę, przez co ich rezultaty mogą być nieco gorsze. Z tej grupy udałoby się znaleźć kilka procent osób, które regularnie zamiast do książek, zasiadają na trybunach stadionu albo na fotelu przed telewizorem, aby obejrzeć jakieś wydarzenie sportowe. Stąd właśnie ten wniosek.

Innym powodem, dla którego utrzymuje się taki stan rzeczy, jest zaniedbywanie wiadomości o sporcie w szkołach. Owszem, jest lekcja WFu, ale to tylko praktyka. To trochę jakby uczyć się jakiegoś przedmiotu, ale bez szkieletu definicji, czyli niby umiem, ale nie potrafię nazwać tego, co robię. Nie chodzi mi tutaj o zastępowanie wychowania fizycznego zajęciami w ławkach (bo nie wolno zaniedbywać rozwoju fizycznego), ale wiedza mogłaby iść w parze z zastosowaniem jej.

Lecz winny nie jest jedynie WF. Przecież sport to także kawałek pięknej historii. Historii, którą się niestety bardzo często pomija bądź redukuje do absolutnego minimum. Na trzy lata mojej edukacji w gimnazjum poświęcono zaledwie jedną jednostkę lekcyjną na ten temat. Oczywiście mowa była o starożytnych Igrzyskach Olimpijskich. Wypadałoby też powiedzieć, jak to się stało, że od ponad 100 lat odbywają się one nadal, jako nowożytne! Uczniowie niestety zatrzymali się na 393 roku naszej ery i na zakazie organizowania zawodów przez cesarza Teodozjusza Wielkiego. Nawet nie śmiem przewidywać, kto wie, kim był Pierre de Coubertin.

Historia sportu to przecież nie tylko Igrzyska (mylnie nazywane Olimpiadą). To piękne sukcesy naszych sportowców na Mistrzostwach Świata i Europy, rekordy świata i wiele innych. Nie żyłem wprawdzie w latach 70. i 80., ale z kronik filmowych, jakie obejrzałem wynika, iż Polacy bardzo przeżywali w tamtym czasie rywalizację naszych reprezentantów. W czasie meczów polskich piłkarzy na MŚ pustoszały ulice, zamierało życie w mieście – wszyscy zasiadali przed odbiornikami, aby śledzić spotkanie. Jeśli zaś zawody (niekoniecznie piłkarskie)  odbywały się w naszym kraju, potrafiło przyjść na nie po kilkadziesiąt tysięcy kibiców! Niech ktoś powie, że to nie były ważne wydarzenia dla Polaków! Warto byłoby pomyśleć o tym przy tej słynnej reformie nauczania historii w szkołach.

Jeśli w planie lekcji jest miejsce na wiedzę o społeczeństwie, o kulturze (w gimnazjum plastykę, muzykę, technikę), podstawy przedsiębiorczości, to dlaczego miałaby nie w nim nie znaleźć wiedza o sporcie? Moim zdaniem jest ona co najmniej tak samo ważna, jak pozostałe wymienione przedmioty. Jeśli maturę można zdawać nawet z wiedzy o tańcu (w tym roku odbyła się ona 4 maja o 14:00), to nie wiem, dlaczego sport miałby być gorszy?! Moim zdaniem jest to dziedzina równie ważna, jak te wyżej wymienione.

Z tego właśnie powodu czuję się jakby pokrzywdzony, bo nie ma takiego przedmiotu, jak wiedza o sporcie, a zatem nie ma także i olimpiady z tej dziedziny. Jeśli ktoś kocha literaturę, informatykę albo geografię – ma szansę się wykazać w olimpiadach przedmiotowych i, w razie sukcesu, mieć maturę rozszerzoną na 100%. Ja niestety takiej możliwości nie mam, nad czym bardzo ubolewam.

Nie ukrywam, że bardzo się cieszę z drużynowego złota i dwóch pierwszych miejsc uczniów mojej szkoły w „Konkursie wiedzy o sporcie” (nieskromnie dodam, że byłem w składzie i zdobyłem srebrny medal). Jest to piękny dowód, że „Jedynkowicze” są naprawdę bardzo zdolni i wszechstronni. Przydałoby się jednak, by każdy po zakończeniu edukacji w szkole średniej, zapytany o to, co to jest spalony, ile metrów liczy jedno okrążenie na stadionie lekkoatletycznym albo kiedy polscy siatkarze zdobyli złoto na Igrzyskach Olimpijskich, umiał bez zastanowienia udzielić odpowiedzi.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl