Udany finisz mistrzostw!

Justyna Kowalczyk

Ostatnie dni Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym, były naprawdę udanymi dla polskich zawodników. Justyna Kowalczyk wreszcie zdobyła medal, Kamil Stoch zdobył złoto na dużej skoczni oraz brąz wraz z kolegami w zawodach drużynowych. Warto też nie zapomnieć o udanym występie w sprincie drużynowym Sylwii Jaśkowiec i Agnieszki Szymańczak.

Przed mistrzostwami obawiałem się, że zbyt bardzo nadmuchiwaliśmy tzw. „balonik”. Myślałem, że polscy kibice zbyt dużo oczekują od reprezentantów. No i pierwsze dni imprezy jak najbardziej przekonywały mnie o tym. Feralny upadek Kowalczyk w finale sprintu (co nadal uważam winą jej rywalek), nie udany bieg łączony Polki na 10 km oraz zmarnowana szansa Kamila Stocha na medal podczas konkursu na normalnej skoczni. Reszta reprezentantów polskich również nie wprawiała w zachwyt. Polscy skoczkowie osiągali awans do drugiej serii, ale potem lokowali się w drugiej piętnastce konkursu. Dobre występy zaliczyła reszta polskich biegaczek, dla których miejsca w pierwszej trzydziestce były dobrymi rezultatami. Z ostatnimi nadziejami oglądałem zmagania na dużej skoczni w Predazzo. Po pierwszej serii nie byłem zachwycony, bo nadal pamiętałem co stało się kilka dni temu na obiekcie K-90. Oczywiście chodziły mi po głowie myśli, że Kamil zdobędzie medal, ale wolałem poczekać do końca konkursu. No i doczekałem się złota. Polak udowodnił, że Predazzo jest polskie i dziesięć lat po sukcesach Adama Małysza, pokazał, że godnie zastępuje mistrza. I od tamtej pory wiedziałem, że może być tylko lepiej. I tak w przedostatni dzień mistrzostw, Justyna wreszcie zdobyła medal. Szkoda, że tylko srebrny, ale niestety dominacja Marit podczas tej imprezy nie miała granic. A potem, późnym popołudniem dziwaczny konkurs drużynowy. Do ostatnich chwil trwały emocje, nic nie było rozstrzygnięte, no może oprócz pierwszego miejsca. Symbolem tych zawodów będzie także znakomita postawa Fettnera, który w swojej drugiej próbie, za wszelką cenę nie chciał się przewrócić i dokonał tego, choć chwilę po lądowaniu odpięła mu się narta. Jednak tym co zostanie najbardziej zapamiętane to pierwsze kilkanaście minut po konkursie. My zawiedzeni, że do podium zabrakło jedynie 0,8 pkt, już powoli przystosowaliśmy się do tej wieści. Polscy skoczkowie oraz wszyscy związani z kadrą byli również smutni i źli na siebie, że tak mało brakowało do historycznego sukcesu. A tu nagle wiadomość, że Norwegia przesunięta na czwartą pozycję, a tym samym Polska wskakuje na najniższy stopień podium. Choć z cudzego nieszczęścia nie wypada się śmiać, ale jak nie możemy być szczęśliwi z takiego toku wydarzeń?

Polska zdobyła w sumie 3 medale. Dwa lata temu był o jeden medal więcej. Na pewno naszą największą nadzieją na sukces była Justyna Kowalczyk. Ale niestety. Ani w Oslo, ani teraz nie zdobyła złotego krążka. Tylko, że w Norwegii mogła pochwalić się trzema medalami, a z Włoch przywozi tylko jeden. Na pewno jest to dla niej porażka i jak dla jej trenera, który przyznał, że przyjechali po więcej. Niestety, ale szczyt formy nie przypadł na najważniejszą imprezę w roku. Choć specem z biegów nie jestem, ale było widać, że Justyna jest słabsza. Sprinty rządzą się własnymi prawami i trudno oskarżać Polkę za nieudany finał, w którym przewróciła się. Wg mnie była po prostu zamknięta w pułapce i musiała uważać, aby nie wpaść na żadną z rywalek i przez to sama potknęła się. No, ale w biegu łączonym na 10 km każdy mógł zauważyć, że coś się źle dzieje z Kowalczyk. Zwłaszcza po zmianie stylu, jej wyraz twarzy mówił wszystko: słabnę. I tak to Norweżki zdominowały czołówkę. Potwierdzeniem wszystkiego było odpuszczenie przez polską biegaczkę kolejnego biegu, aby ta mogła się spokojnie przygotować na królewski dystans 30 km. Na nim zdobyła srebro, ale na pewno chciała złoto. Sam trener Wierietelny był zły na swoją podopieczną, że prowadziła wyścig przez cała trasę, zamiast odpoczywać za prowadzącą. Trener skomentował dla Onetu MŚ w następujący sposób:

Dobrze to wszystko już się skończyło, te całe mistrzostwa świata. Jest wielki niedosyt po tych mistrzostwach. Dobrze się to wszystko ułożyło, a skończyło się jak się skończyło. Powinno być całkiem inaczej. Widać to przeznaczenie

Niestety, ale tym razem to Bjoergen zwyciężyła jeśli chodzi o taktykę. Wiele jej na pewno pomógł fakt, że odpuściła Tour de Ski, w którym Justyna traciła siódme poty. Jedyny plus tego, to myśl, że Polka zdobędzie kolejną kryształową kulę, ale żeby osiągnąć sukces w Sochi, powinna wzorować się na Norweżce i walkę o kolejny triumf w Pucharze Świata sobie odpuścić, aby przygotować się do Olimpiady.

Justynie Kowalczyk nie poszło, ale mieliśmy także inne nadzieję medalowe, czyli skoczków, a dokładniej Kamila Stocha. Uważałem, że podium może być za wysokim progiem minimum, dlatego chciałem, aby przynajmniej dwóch naszych reprezentantów uplasowało się w pierwszej dziesiątce. Ale oczywiste, że jak wszyscy kibice marzyłem o kolejnym medalu zdobytym przez polskiego skoczka. Skocznie K-90 mają to do siebie, że po pierwszej serii możesz być 25, a zakończyć konkurs w pierwszej szóstce. Tak było 23 lutego. Po pierwszej serii skoków Stoch był na miejscu medalowym i wtedy wierzyłem, że któreś z trzech pierwszych miejsc jest realne i już widziałem Kamila na podium. No, ale wystarczył odrobinę krótszy skok i już od razu mógł pożegnać się z nawet pierwszą piątką. Po konkursie był bardzo zły na siebie, wręcz prawie rozpłakał się. Co zrobić jak taka szansa minęła go tuż obok nosa? Ale na szczęście Zakopiańczyk już jest dość dorosłym facetem i potrafi wyciągać wnioski co pokazał podczas kolejnego konkursu. Tym razem po pierwszej serii hamowałem swe emocje, bo wiedziałem, że jaskółka wiosny nie czyni i trzeba czekać do końca. Ale gdy Kamil już leciał jako ostatni, byłem pewien, że to jest skok na miarę mistrzostwa. I nie pomyliłem się. No i po Fortunie oraz Małyszu, jako trzeci polski skoczek wraca do domu ze złotem MŚ. Ale on chciał więcej i jego koledzy również chcieli. Po osiągnięciu Stocha i po dobrych wynikach z ostatnich konkursów całej kadry, uznawałem reprezentacje Polski jako jednego z faworytów do medalu. Może złoto jeszcze było i jest w sferze marzeń i snów, ale brąz czy nawet srebro było jak najbardziej realne. I udało się. Kosztem Norwegów, ale sport nie zawsze jest kolorowy i fajny. Wszystkie zażalenia można mieć do organizatorów i osób odpowiedzialnych za dodawanie, odejmowanie punktów. My medal mamy i to jest dla nas najważniejsze. A wszystko za sprawą Thomasa Morgensterna, który jako pierwszy zauważył nieprawidłowości w punktach Bardala i zgłosił do sędziów. Morgi dla eurosport.onet.pl powiedział:

To była komiczna sytuacja, kiedy popatrzyłem na listę wyników po pierwszej serii i zobaczyłem, że nie zgadzają się belki, z których skakał Anders Bardal. Zapytałem wówczas, czy można obejrzeć tę sytuację na wideo, bo byłem pewien, że w wynikach był błąd. Na powtórkach było widać, że miałem rację. A, że po pierwszej serii znajdowaliśmy się tuż za Norwegami, to było to dla nas ważne

Dla nas stał się bohaterem, ale Norwescy kibice od tej chwili nie będą pałać zachwytem dla Thomasa, a wręcz wielu go znienawidziło. Jednak tak bywa. Kamil Stoch zaproponował, aby nagrodzić go nagrodą Fair Play, natomiast Piotrek Żyła podrzucił inny pomysł:

Trzeba będzie Thomasowi sprezentować jakąś flaszkę. Koledzy obarczyli mnie tym obowiązkiem.

Kadra Norwegii w rozpaczy, a nasze Orły szczęśliwi wrócą do domu. Najważniejsze, że wszystko odbyło się przepisowo. Polska skakała dobrze, a to nie nasza wina, że na początku źle policzono Bardalowi punkty za belkę, ponieważ komputer nie nadążył. Tutaj znów pole do popisu mają przeciwnicy pomysłu zmieniania belgi i dodatkowych punktów. Dla mnie takie rozwiązania są dobre, bo skoki nie są już monotonne, ale warto byłoby się zastanawiać nad ilością dodawanych pkt., bo nie zawsze skoczek musi być szybki na progu, aby daleko skakać (przykład Adama Małysza).

Ogólnie Mistrzostwa Świata były dla nas z jednej strony udane, a z drugiej nie. Na pewno rozczarowanie wiąże się z osobą Justyny Kowalczyk i jej jedynym medalem, ale zawsze lepiej to niż nic. Natomiast polscy skoczkowie, a w szczególności Kamil Stoch, nie mają nic do narzekania i mogą wrócić do kraju jako bohaterowie. Finisz mistrzostw był ciekawy i dopiero on przyniósł Polsce medale. Teraz kolejnym ważnym przystankiem będzie rosyjskie Sochi. Oby tam nasi wszyscy zimowi sportowcy przynieśli nam wiele niezapomnianych chwil.


pubsport.pl
Szymon Kastelik
Jestem pasjonatem sportu i uczniem 3 klasy gimnazjum. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem (oczywiście sportowym). Na razie szlifuje swoje umiejętności (m.in pisząc dla tego serwisu). Zazwyczaj jestem cierpliwy, ale gdy naprawdę się zdenerwuje to wybucham i mój gniew przeradzam w słowa, więc często wszystko ostro krytykuje. Najbardziej kocham football, ale obok niego są również inne dyscypliny (siatkówka, lekkoatletyka, sporty zimowe itd.) . Gdy piszę, staram się być sprawiedliwy dla wszystkich, więc nie zważam na to, że jestem fanem danej drużyny czy sportowca/trenera/działacza. Zapraszam również na mojego bloga, który cały czas się rozwija: pilkarskie-oko.blogspot.com
http://pilkarskie-oko.blogspot.com/