Umiesz patrzeć, patrz na siebie

„Są trzy najgorsze rzeczy na świecie: koń z Siewierza, żona z Radzionkowa i sędzia z Sosnowca” napisał kiedyś na portalu SportSlaski.pl jeden z czytelników. Powiedzonko, co do którego mam podejrzenia, że jest pewną nieznaną mi wcześniej mądrością ludową, zapadło mi w pamięć, bo jest dowcipne i błyskotliwe. Co do jego prawdziwości – koni z Siewierza nie sprawdzałem, żony z Radzionkowa nie mam. A sędzia z Sosnowca to już inna sprawa…

Dziś będzie o niższych ligach, bo wybrałem się na mecz Rekordu Bielsko-Biała z Wisłą Ustronianką. Mądrość ludowa przypomniała mi się, gdy dowiedziałem się, że spotkanie poprowadzi Michał Zając z Sosnowca, a więc sędzia I-ligowy. Jestem pewny, że wszyscy piłkarze Wisły na czele z trenerem Ireneuszem Kościelniakiem podpisaliby się pod stwierdzeniem czytelnika obiema rękami.

Przez cały mecz piłkarze beniaminka IV ligi „paniesędziowali”. Darli się, kłócili, biegali za sędzią. Gdy nie gwizdał, sami wymierzali sprawiedliwość, kopiąc graczy Rekordu bez piłki, za co powinni byli nałapać więcej kartek. Czy był karny w momencie, w którym protestowali najmocniej – nie wiem i nie zależy mi na tym, żeby wiedzieć. Mogę jedynie powiedzieć, że nie było to tak oczywiste, jak pan Kościelniak krzyczał.

Po końcowym gwizdku chciałem się od szkoleniowca Wisły dowiedzieć, jak ocenia mecz, a przede wszystkim tę sytuację z sędzią. Wszak mocny głos o tym, jak Zając skrzywdził jego zespół byłby potrzebny. Oczekiwali jakiejś reakcji oburzeni kibice Wisły. Jeżeli ktoś popełnia błędy, to trzeba o nich mówić. Jak się rozpętała medialna nagonka na sędziego Lyczmańskiego, to odsunięto go od sędziowania. Fakt, że bez asystenta, więc postąpiono populistycznie, ale i tak lepsze to, niż nic.

Tak po prawdzie, Kościelniak powinien jednak był stanąć przed dziennikarzami i powiedzieć: „Dziękuję serdecznie sędziemu Zającowi, za to, że odwrócił uwagę od gry mojej drużyny”. Trener, który ma za sobą tak bogatą karierę piłkarską i ponad 100 meczów w ekstraklasie, powinien chociaż czuć intuicyjnie zasadę „umiesz patrzeć, patrz na siebie”. Wiem, że w oryginale było o liczeniu, ale moja parafraza też się zgadza. Trener Kościelniak mógł dzięki sytuacji z 18. minuty zwalić całą winę na sędziego. Mógł cały czas narzekać na jego pracę, zamiast dawać jakieś wskazówki zawodnikom.

Jego Wisła przegrała szósty mecz wyjazdowy w tym sezonie. Szósty z sześciu. Na obcych boiskach jego piłkarze zdobyli jedną bramkę. Nikomu nawet nie urwali punktu. I na Rekordzie zagrali jak ludzie totalnie bez ambicji. Dziwię się Mirosławowi Szymurze, trenerowi gospodarzy, że Wisłę jeszcze pochwalił, ale rozumiem, że chciał być miły. Przyjezdni, choć przegrywali od trzeciej minuty, stworzyli dosłownie jedną sytuację (tę z karnym). Później potrafili tylko wykopywać piłkę i wrzeszczeć „wyjazd!”, albo kopać rywali po nogach, bądź samemu się kłaść. Nie stworzyli ani jednej przemyślanej akcji. Nawet nie próbowali. Przegrywając, na 20 minut przed końcem, jeszcze grali na czas.

Proponuję więc, żeby niewątpliwie utalentowany trener Kościelniak zmienił sobie i swoim zawodnikom priorytety. Najpierw niech się nauczą kopać piłkę, przyjmować, wymienić kilka podań, zrobić choć jeden zwód, niech wyrobią w sobie chęć wygrywania i atakowania. A jeśli będą robić to wszystko i nadal będą mieli tak fatalne wyjazdowe wyniki, wtedy mogą sobie mówić, że sędzia ich skrzywdził.

Opis kontrowersyjnej sytuacji i komentarze po niej można znaleźć tutaj: http://sportslaski.pl/jezeli-sedzia-uznal-ze-faulu-nie-bylo-to-znaczy-ze-go-nie-bylo,sport-slaski,32537,info.html


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl