Umowa o dzieło

1. Mecz Polska-Czechy oglądałem w towarzystwie znajomych w strefie kibica, położonej w jednej z miejscowości wypoczynkowych. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale do standardów uefowskich trochę jej brakowało. Ponoć dlatego, że wizytacja od Platiniego się zgubiła i nie zdążyli wszystkiego dopilnować :P. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i dlatego pod koniec pierwszej połowy więcej emocji niż niemrawe podrygi biało-czerwonych wzbudziła bójka z udziałem kilku podchmielonych jegomościów. Z kolei liderką opinii publicznej została pani w średnim wieku, co rusz komentująca nieudane próby sforsowania czeskiej defensywy. W pewnym momencie, gdy podopieczni Franciszka Smudy nie potrafili zbliżyć się do bramki Cecha, podając jedynie wszerz boiska lub do tyłu, pani całkiem słusznie skonstatowała: „Tak to my gola nie strzelimy”. I wiecie co, natychmiast podskórnie poczułem, że po raz kolejny duży turniej zakończymy klęską. Po prostu utwierdziłem się w przekonaniu, że w przeciwieństwie do tej znajdującej się w stanie wskazującym, kompletnie nieznającej realiów futbolu kobiety, nasz kochany selekcjoner nie będzie w stanie dojść do tak prostego wniosku…

2. O postawie poszczególnych piłkarzy nie zamierzam się rozpisywać, bo wszystko zostało już powiedziane, ze szczególnym wskazaniem dwóch najsłabszych ogniw. Gdy widziałem w akcji Boenischa i Obraniaka, od razu przypomniało mi jedno ze słynnych porównań Andrzeja Kostyry, które po odpowiednim zaadoptowaniu powinno od teraz brzmieć: „Boenisch i Obraniak są jednak bardzo powolni. Przypominają wozy wypełnione kapustą„. Co gorsza, zbyt wiele osób uwierzyło, że urodził się w końcu zespół pełną gębą. Jakże złudna okazała się w tym wypadku symbolika: donośne śpiewanie przez całą kadrę polskiego hymnu, Polanski deklarujący, że będzie „napie…ł”, Obraniak, który za wydukanie kilku słów po polsku dostaje gromkie brawa – to wszystko miało świadczyć o „chemii” w drużynie, szczególnie potrzebnej w chwilach, takich jak ta po bramce dla Czechów. Rzeczywistość wyglądała jednak znacznie mniej sielankowo, jeśli wierzyć informacjom, że ze względu na barierę językową Perquis i Obraniak praktycznie w ogóle nie integrowali się z resztą reprezentantów. Swoją drogą, prawdziwym testem na szczerość intencji wyżej wymienionych panów będzie ich stosunek do powołań na mecze eliminacji do Mistrzostw Świata 2014. Szczególnie w przypadku zawodnika Bordeaux już teraz można mieć poważne wątpliwości, czy jeszcze zobaczymy go w koszulce z orzełkiem na piersi.

3. Kto nowym selekcjonerem? Nie podejmę się prorokowania, ale tym którzy chcą by Smuda został na stanowisku przypomnę, że awans z grupy to była umowa o dzieło. Tak jak złożenie mebli kuchennych, wybudowanie pomnika, czy naprawienie cieknącego kranu. Nie obchodzi nikogo, czy wystarczą 3, 4, czy 6 punktów, ani to, że przed końcem prac były dobre rokowania co do tego, że „dzieło” zostanie wykonane. Robota została spieprzona, i tyle.

Szkoda, że już nie pierwszy raz…


pubsport.pl
Miłosz Węgrzyn
Student prawa i politologii na Uwr. Od listopada 2006 autor bloga TYLKO I WYŁĄCZNIE O SPORCIE, promowanego przez portal Sport.pl
http://milgord.blox.pl/html