Upadek Kanonierów

Obecny sezon miał być dla Arsenalu przełomowy. To miała być kampania zakończona wielkim sukcesem, początek wieloletniej ścieżki chwały. Miała. Arsenal zaczął sezon od serii kompromitacji. Potem było lepiej. Kiedy wydawało się, że jest już całkiem dobrze, spadła katastrofa porównywalna z wybuchem  bomby atomowej. Kanonierzy roztrzaskali się na włoskiej ziemi o wielki Milan, a dziś zostali dobici przez Sunderland i odpadli z Pucharu Anglii. Siódmy sezon z rzędu  skończą bez żadnego trofeum. 

Pytając o przyczyny takiej a nie innej sytuacji proponuje się cofnąć się o sześć lat. Wtedy to Arsenal niespodziewanie dosyć dociera do finału Ligi Mistrzów. Tam przegrywa z Barceloną, ale nie to teraz najważniejsze. Jesteśmy wówczas świadkami niejako rewolucji kadrowej w londyńskim klubie i całkowitego zwrotu w polityce prowadzenia zespołu przez Wengera. Arsenal uchodzący dotąd za jeden z najbardziej doświadczonych i zaawansowanych wiekowo zespołów nie tylko Premier League, ale i całej kopiącej piłkę na wysokim poziomie Europy ulega totalnemu odmłodzeniu. Wenger wraz z opuszczeniem starego stadionu Highbury opuszcza swoich co starszych podopiecznych. Zespół opuszczają Fredrik Ljungberg, Sol Campbell, Lauren, Robert Pires i Dennis Bergkamp. Na ławce ląduje Jens Lehmann, do Chelsea w atmosferze skandalu przechodzi Ashley Cole, a z powodu przewlekłego urazu przez pół roku pauzować musi Thierry Henry. Francuski szkoleniowiec niczym ostatni romantyk dąży do utworzenia zespołu młodych chłopaków grających z polotem i radością w świecie w którym każdy ugania się za  końcowym sukcesem co zwykle nie idzie w parze ze stawianiem na grajków nieopierzonych. Lato 2006 zapoczątkowało w Arsenalu okres upartego stawiania na młodych, wyzbywania się z szatni zawodników powyżej 25-ego roku życia, bo tacy uchodzą do chwili obecnej za wyjątki w kadrze Kanonierów i ograniczenia wydatków do sum śmiesznie niskich jak na szczyty ligi angielskiej, ale w sumie ile można zapłacić za nastolatka?

Arsenal z klubu z najwyższymi ambicjami stał się jak to kiedyś określił Patrice Evra „ekskluzywną szkółką piłkarską” – ze stadionem na 65 tysięcy miejsc – można by dodać. Wenger przed każdym sezonem zapewnia, że jego zespół rozpoczyna marsz po wszystkie trofea, że już dorósł, że jest gotowy itd, by potem – tak jak teraz w połowie lutego, gdy szans na cokolwiek nie ma już żadnych – wytłumaczyć się, iż jego drużyna jest zbyt młoda i zabrakło jej doświadczenia. Ostatnią rzeczą, której bym chciał to urazić kibiców Arsenalu, ale odczuwam wrażenie, iż staje się on klubem drugiej kategorii. Takim do którego nie przyjdzie żaden zdobywacz Złotych Piłek, medalista Mundialu itp. To Arsenal jest dostarczycielem piłkarzy na europejski rynek. Piłkarz przychodzący do Arsenalu w wieku powiedzmy lat osiemnastu pobiera edukację piłkarską na najwyższym poziomie grając w najlepszej lidze świata po czym zmienia klub na taki, z którym będzie mógł święcić tryumfy. Za najlepszy przykład może tutaj posłużyć Fabregas, który już jako dwudziestolatek został mianowany kapitanem rzekomo pędzącego po majstra Arsenalu, został Mistrzem Świata i Europy, ale pierwszy tytuł klubowy zdobył po przejściu do Barcelonyy. Legenda angielskiego klubu – Thierry Henry – kilka lat wcześniej poszedł podobną drogą, Katalonii nie podbił, ale Puchar Ligi Mistrzów uniósł w górę i mógł poczuć się piłkarzem spełnionym. Może tą samą drogą powinien pójść Robin Van Persie by za kilkadziesiąt lat jego wnukowie uwierzyli mu widząc oprawione w ramki medale, że dziadek był światowej klasy piłkarzem. A może powinien zostać. Ni stąd ni z owąd stał się zawodnikiem z najdłuższym stażem w koszulce z armatką na sercu. Śmiem twierdzić, że na ten konkretny moment to najlepszy piłkarz na świecie.  Jeżeli wokół kogoś można zbudować nowy Arsenal to właśnie wokół Holendra. Jest ostatnim z tych, którzy nie odeszli choć mogli. Ci, którzy zostali to efekty działań zakatarzonego trenerskiego nosa Wengera. Szatnie Arsenalu wypełniają kopacze, którzy zagrali w jego barwach jeden dobry mecz, dwa, a niektórzy żadnego.  Marouane Chamakh, kiedyś gwiazda Ligue 1 nie sprostał wymaganiom angielskiej piłki. Theo Walcott nie zrobił żadnego postępu od pięciu lat. Zatrzymał się na etapie „wielkiej nadziei  Anglików”. Tomas Rosicky ostatni dobry mecz w karierze zaliczył na Mundialu w Niemczech. Kariera Arszawina skończyła się na kilku ważnych bramkach strzelanych Liverpoolowi i Barcelonie. Za obronę odpowiadają Squillaci, Kościelny, Djourou – te nazwiska nic by nam nie mówiły, gdyby Wenger nie ściągnął ich do Londynu. Gorączkowe podpisywanie kontraktów w ostatni dzień letniego okienka transferowego w miarę wypaliło. Mertesacker i Gervinho spisują się nieźle, ale to nie zmienia ogólnego obrazu.

Ciężko myśleć o wielkich sukcesach kiedy przed każdym sezonem sprzedaje się dwóch czołowych zawodników, a kupuje trzech żółtodziobów. Nie chcę krzyczeć „koniec Wengera”, ale póki nie zmieni polityki przede wszystkim transferowej dopóty na Emirates nie zobaczą pucharów.  Mimo koszmarnego startu Arsenal jakoś sobie radził w tym sezonie, ale ostatni tydzień przekreśla wszystko. A przecież w lidze na Kanonierów czeka jeszcze 13 spotkań walki o przyszłoroczną Ligę Mistrzów. I to walki z nie byle kim. Kibice powoli tracą cierpliwość. Nie po to płacą za najdroższe w tej części świata bilety by oglądać spektakularne klęski swojej drużyny.  Pytanie tylko czy Wenger wreszcie zechce wygrywać. Bo może to głupie, ale patrząc na jego zachowanie to mam wrażenie, że niespecjalnie mu zależy. A wiele nie trzeba. Wystarczy tylko zacząć  wyciągać trochę z tego worka pełnego pieniędzy o czym mówią coroczne bilanse finansowe. W środę Arsenal został rozjechany przez zbieraninę większych lub mniejszych nazwisk z trudną przeszłością. Arsenal jest zbieraniną głównie tych mniejszych nazwisk, ale w większości bez charakteru. Czasem można odnieść wrażenie że i bossowi  żądza sukcesu jakoś uleciała, a przecież jest on mu potrzebny jak nigdy.


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html