Uwaga na siatkarki! Mieszają w stawce!

Olimpijski turniej siatkarek utwierdził mnie w przekonaniu, że w sporcie, a zwłaszcza tym, nie ma nic pewnego, dopóki zostanie nie wygrana ostatnia piłka. Parokrotnie bowiem zespoły wychodziły z wielkich opresji, choć sam już je przekreślałem. 

Po raz pierwszy tak się stało pierwszego dnia ich rywalizacji. Komentowałem spotkanie Brazylijek z Turczynkami. Kiedy Canarinhos prowadziły 2:1 w całym meczu i wyszły na siedmiopunktowe prowadzenie w czwartym secie, powiedziałem: „W siatkówce nie ma bezpiecznych przewag, ale tej już nie powinny roztrwonić„. Chwilę potem nastąpiło wyrównanie i tie-break. Musiałem wówczas dodać: „Pamiętacie Państwo, co mówiłem o przewagach? Wypowiedziałem to w złą godzinę dla Brazylijek…”. Co prawda wygrały to spotkanie 3:2, ale skomplikowały sobie sprawę awansu do ćwierćfinału.

Mistrzynie Olimpijskie z Pekinu wyszły z grupy na 4. miejscu. Wyprzedziły je Koreanki, Chinki i bezkonkurencyjne Amerykanki. Podopieczne Hugh McCutcheona w ostatnim czasie zdobyły Mistrzostwo Ameryki Północnej, drugie miejsce w Pucharze Świata i wygrały World Grand Prix trzeci rok z rzędu. Po tym, co pokazują, uznaję je za wyraźne kandydatki do olimpijskiego złota. Największe wrażenie zrobiła na mnie ich 24-letnia atakująca, Destinee Hooker. W każdym spotkaniu kończy mnóstwo piłek z przeróżnych pozycji i nie wygląda na zmęczoną. Jest drugą najlepiej punktującą w całym turnieju.

Kto jest w tej klasyfikacji na prowadzeniu? Oczywiście gwiazda reperzentacji Korei Południowej, Yeon-Koung Kim, której koleżanki mogą zawdzięczać awans do 1/4 finału. W żadnym z meczów fazy grupowej zdobywała więcej niż 20 punktów. W tabeli grupy B jej drużyna uplasowała się na 3. miejscu, choć ma na koncie tylko dwa zwycięstwa, a czwarte Brazylijki – jedną wygraną więcej. Wszystko przez nowy system punktacji.

Medalowe aspiracje zgłaszają także Chinki, które pokonały Koreanki w bezpośrednim meczu 3:2. O nich można powiedzieć, że faktycznie są drużyną w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie ma zdecydowanej liderki, cały zespół pracuje na wynik podczas każdego spotkania. Wielu kibiców kiedy mówi: Chiny, myśli: Wang. A tymczasem niespodzianka. Dość często najbardziej znana chińska przyjmująca przebywa na ławce, a na boisku widzimy Jinling Chu i Ruoqui Hui. Ta druga jest w dodatku liderką w klasyfikacji serwujących, choć nie ma wielkiego doświadczenia w meczach międzynarodowych, gdyż ma dopiero 21 lat.

Zamykając temat grupy B, trzeba wspomnieć o Mistrzyniach Europy, Serbkach, które nic nie ugrały w Londynie. Gdzie się podziały potężne, nie do podbicia ataki Jovany Brakocević? Gdzie bloki Natasy Krsmanović? I, wreszcie, gdzie znane z Eurovolley 2011 kapitalne rozegrania od Mai Ognjenović? Już ubiegłoroczny Puchar Świata pokazywał, że w zdobyciu tytułu najlepszych na Starym Kontynencie pomogło im szczęście. Gdyby choć jedno spotkanie wygrały na Earls Court, to nie użyłbym słowa katastrofa.

W grupie A dwie pierwsze lokaty zajęły kolejno Rosjanki i Włoszki, a roztrzygnęło o tym ich bezpośrednie starcie w niedzielne popołudnie. Obie te reprezentacje są bardzo mocne, również celują w olimpijski krążek, ale da się je pokonać. Podopieczne Massimo Barboliniego szukają punktów głównie przez Simonę Gioli i jej obiegnięcia. Ale to przecież nie wystarczy. Są jeszcze Del Core, Bosetti i Costagrande, lecz jeśli się je przytrzyma na bloku, to kończą się argumenty Włoszek.

Tak właśnie postąpiły Rosjanki, które przede wszystkim „żyją” z wielkiej (dosłownie i przenośni) Ekateriny Gamovej i niezmordowanej Natalii Goncharovej. Wystarczą one dwie na boisku, reszta zawodniczek może być dowolna. Żadna z włoskich siatkarek nie znalazła recepty na jedną, bądź drugą. A zdobyły one łącznie 64 oczka dla swojej drużyny w tamtym meczu. Są na odpowiednio na 3. i 4. miejscu w zestawieniu punktujących siatkarek na Igrzyskach. Rosję zwyciężyć można dobrą zagrywką. Jeżeli pojawią się kłopoty z przyjęciem, to jest szansa na ugranie coś z nimi. W przeciwnym razie życzę powodzenia przy skakaniu do Gamovej lub Goncharovej.

Z trzeciej pozycji wyszły Japonki. To solidny zespół, który jest mocny przede wszystkim u siebie, co udowodnił np. w meczu o brąz na MŚ dwa lata temu (po niesamowitym pięciosetowym boju wygrały 3:2 z USA). Nie upatruję w tej ekipie medalistek olimpijskich, ale mogą napsuć krwi w fazie pucharowej. Na 4. miejscu znalazły się Dominikanki, które są w ćwierćfinale tylko dlatego, że w grupie były jeszcze Wielka Brytania i Algieria. U podopiecznych Marcosa Kwieka procentuje doświadczenie zdobywane w World Grand Prix, ale wystarcza na tyle, na ile widzimy.

Czekają nas bardzo interesujące ćwierćfinały. Jedyna para z wyraźnymi faworytkami to USA – Dominikana (początek o 20:00). Do czwórki powinny wejść również Rosjanki, które mierzyć się będą z Brazylijkami o 16:00. Moje serce (skradzione przez Canarinhos) chciałoby innego scenariusza, ale nie wydaje się on być realny patrząc na to, co do tej pory osiągnęły obie te reprezentacje.

Warto będzie popatrzeć na azjatycki bój pomiędzy Japonkami a Chinkami, który rozpocznie się lada moment. Zapowiada się dużo obron i fantastycznych wymian. Jak długo to będzie trwało? Tego nie wiemy, bo z tymi drużynami wszystko jest możliwe.

Największym hitem 1/4 finału będzie starcie Włoszek z Koreankami. Czy zawodniczki prowadzone przez Massimo Barboliniego znajdą receptę na Kim? Yeon-Koung, żebyśmy się rozumieli. Jeśli tak, to droga do strefy medalowej stoi otworem. Ale nikt nie zapewnia, że to się uda. Poza tym, do Korei Płd., podobnie jak do Chin i Japonii, przyczepiona jest metka świetnie broniącej reprezentacji. Początek tego widowiska o 22:00.

Aha, no i pamiętaj kibicu, że to jest siatkówka kobiet i wszystko może mieć przebieg dokładnie odwrotny do opisanego…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl