Uzależnieni od wygrywania będą bić się o najważniejsze trofeum

Meczem Realu Madryt z Atletico Madryt zakończy się tegoroczna, fantastyczna edycja piłkarskiej Ligi Mistrzów. Wielki finał w sobotę o 20:45 na Stadionie Światła w Lizbonie. 

Derbowa konfrontacja wywołuje tak dużą ekscytację, że trudno uciec od określeń typu – książe vs. żebrak, ciężko na chłodno zapowiedzieć najważniejsze klubowe starcie tego sezonu. Ale spróbujmy, dajmy się ponieść emocjom, ale patrzymy trzeźwym okiem. Atletico Madryt jeszcze przede tym finałem trzeba uznać za pełnoprawnego członka europejskiej czołówki, nie za żadnego biedaka. 

Warto zwrócić uwagę, że będzie to pierwszy europejski finał Realu Madryt od 2002 roku, kiedy w Glasgow Królewscy wygrali Ligę Mistrzów po meczu z Bayerem Leverkusem. Od tamtego czasu Real, jeśli rządził, to tylko na krajowym podwórku, gdzie zwyciężał w lidze i pucharze. W tym samym czasie Atletico Madryt dwa razy wygrało Ligę Europy i dwukrotnie sięgnęło po Superpuchar UEFA. 

Atletico za biedaka może uchodzić tylko i wyłącznie dla tego, że piłarzy za wielkie pieniądze woli sprzedawać niż kupować. Mowa tu zwłaszcza o klasowych napastnikach. W ostatnich latach z Rojiblancos do słynniejszych ekip za grube miliony przechodzili m.in. Fernando Torres, Sergio Aguero i Radamel Falcao. Mimo tego od trzech lat Atletico zaznacza swoją obecność na futbolowej arenie sięgając po kolejne trofea. W tym sezonie ekipa Diego Simeone od zaznaczania obecności przeszła do rozpychania się łokciami w drodze na sam szczyt. 

Przez cały sezon większość obserwatoró wieszczyła rychły koniec pięknego snu Atletico. Uważaliśmy, że drużynie tej braknie paliwa i w pewnym momencie, podobnie jak rok temu zacznie tracić punkty w La Liga i trafi na kogoś silniejszego w Champions League. Tak się nie stało i dziś musimy pisać o finale LM jak o spotkaniu mistrza Hiszpanii z triumfatorem Pucharu Króla. Atletico już nic nie musi, może co najwyżej chcieć, zakończyć ten sezon sukcesem, o jakim powstaną w najbliższych latach dziesiątki książek. 

Ale co na to rywal zza madryckiej miedzy? Królewscy właściwie bez walki oddali na finiszu tytuł mistrzów kraju, jakby podświadomie podporządkowując wszystko mitycznej "Decimie", czyli dzięsiątemu w historii klubu Pucharowi Europy. Fani królewskich czekają na tę chwilę 12 długich lat, podczas których klub wydał astronomiczne sumy na piłkarzy i trenerów. Upragnionego trofeum nie dostarczył im jednak nawet specjalista od jego zdobywania – wielki Jose Mourinho. 

Generalnie jednym z nielicznych podobieństw między finałowymi rywalami jest fakt, że do tego historycznego meczu dotarły w sezonie po swego rodzaju osieroceniu. Real jest świeżo po odejściu Jose Mourinho, człowieka obok którego nie można przejść obojętnie i odciskającego na swoich zespołach trwałe piętno. Atletico gra już bez Radamela Falcao, który w zeszłym sezonie gwarantował mu mnóstwo bramek. Jedni i drudzy poradzili sobie z tymi zmianami i zagrają w Lizbonie o triumf w Lidze Mistrzów. Pokazali tym, że jedyne od czego są uzależnieni to przełamywanie barier i sięganie po trofea. 

Początek meczu Real – Atletico w finale LM o 20:45, transmisja w TVP 1 oraz Canal + Sport.

 

 


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/