Vrdoljak na spotkaniu z kibicami: Kosztowałem tylko milion euro

Ivica Vrdoljak

Byłem trochę zaskoczony postawą trenera Skorży, który zaufał mi od samego początku, dając opaskę kapitana. Mam nadzieję, że pracą na boisku udowodniłem jednak wszystkim, że zasłużyłem na tą opaskę. A presja? Podpisując kontrakt nie czułem jej. Może dlatego, że w Chorwacji prasa pisała, że zostałem sprzedany za „tylko” milion euro, bo większość zawodników z tego klubu sprzedawana jest za znacznie większą kwotę – powiedział Ivica Vrdoljak  na spotkaniu z cyklu B(L)iżej Legii, organizowanym przez głównego sponsora klubu, Fortuna zakłady bukmacherskie.

Kapitan Legii wypowiedział się też na temat nowego systemu rozgrywek, który budzi wiele kontrowersji.

– Osobiście nie chciałbym, aby tegoroczny system obowiązywał również w przyszłym sezonie. Choć wiem, że wszyscy będą mówić, że narzekamy, bo jesteśmy liderami i dla nas wprowadzone zmiany okazały się najmniej korzystne. Kontrowersje wywołuje sprawa walki o tytuł króla strzelców. Marco Paixao ze Śląskiem będzie miał teoretycznie łatwiejsze mecze niż Marcin Robak z Pogonią czy Łukasz Teodorczyk z Lechem.

Vrdoljak opowiadał też m.in. o szczegółach współpracy z trenerem Henningiem Bergiem, swojej ewentualnej grze na stoperze i  możliwości zakończenia kariery w Warszawie. Nie zabrakło także pytań o zbliżającą się końcówkę sezonu, reprezentację Chorwacji, a także presję związaną z noszeniem opaski kapitana.

Czy otrzymał pan już propozycję przedłużenia umowy z Legią?

Nie, bo nie minął nawet rok odkąd podpisałem ostatni kontrakt. Mam zatem ważną umowę, która obowiązuje jeszcze przez rok, z opcją przedłużenia o kolejny. Na rozmowy o nowym kontrakcie jest więc czas, sporo nawet tego czasu przed nami.

Jaki nastrój panuje w zespole przed tymi siedmioma meczami grupy mistrzowskiej?

Jesteśmy jak najbardziej pozytywnie nastawieni przed zbliżającymi się meczami. Chcemy pokazać jeszcze dobitniej to, co pokazaliśmy przez ostatnie 30 kolejek – że jesteśmy najlepszym zespołem w Polsce. Po podziale punktów straciliśmy pięć „oczek” przewagi nad następną drużyną i zamierzamy teraz znowu zwiększyć ten dystans nad rywalami.

Wszystkie mecze w rundzie finałowej będą ciężkie. Ale który będzie najtrudniejszy?

Najważniejsze, abyśmy dobrze zaczęli ostatnią część sezonu. Aby najpierw pokonać u siebie Zawiszę, a później wrócić do Warszawy z trzema punktami z Gdańska. Tak jak zostało powiedziane, trudno jest wyróżnić jedno konkretne spotkanie, bo każda ewentualna strata punktów może spowodować, że Lech do nas bardzo blisko doskoczy. Dlatego przed każdym zbliżającym się meczem będziemy maksymalnie skoncentrowani.

Czy nie żałuje pan, że tak szybko zrezygnował z gry w reprezentacji Chorwacji? Że nie powalczył o miejsce na środku obrony?

Slaven Bilić, ówczesny selekcjoner, powiedział mi, że jeśli będę grał na środku obrony, będę otrzymywał powołania. Podkreślił, że widzi mnie właśnie na środku defensywy, bo w środku pomocy jest bardzo duża konkurencja. Tymczasem w Dynamie Zagrzeb przez trzy lata grałem głównie jako defensywny pomocnik, sporadycznie występowałem tylko na środku obrony. Trudno powiedzieć mi, że czegoś żałuję, bo nigdy nie wiadomo, co by to przyniosło. Jestem w każdym razie zadowolony z tego, jak rozwijała się moja kariera. Owszem, mogło być lepiej, ale mogło być też dużo gorzej. Wielu moich kolegów mogło zajść wysoko, a tymczasem dzisiaj już praktycznie nie grają w piłkę. Futbol jest taki, że trzeba być zadowolonym z tego, co masz.

Czy zamierza pan zostać w Polsce do końca kariery, a później pracować może jako trener?

Ja jestem bardzo chętny, ale to pytanie do prezesa.

W jakim zespole chciałby pan jeszcze zagrać?

Powiem szczerze, że nigdy nie marzyłem o występach w barwach konkretnych zespołów. Jak byłem młody, najbardziej podobała mi się liga hiszpańska i kibicowałem w niej Barcelonie.

Czy chciałby pan grać na stoperze?

Przez ostatnie osiem lat prawie cały czas grałem w środku pomocy i ciężko mi teraz odpowiedzieć na to pytanie. Kiedyś na pewno bardziej chciałem grać na środku obrony. Poza tym, nie wiadomo jak wyglądałoby to w praktyce, bo ostatnio na środku defensywy wystąpiłem w Legii jeszcze pod wodzą Macieja Skorży. Kilka lat już zatem minęło i nie wiem, jakbym się odnalazł na tej pozycji. Inna sprawa, że pomocnicy powyżej 30. roku życia często wracają na stare lata do formacji defensywnej i być może w przyszłości też mnie to czeka.

Co by pan jeszcze chciał poprawić w swojej grze?

Na poprawienie tego, co bym chciał, raczej nie ma już szans. Na pewno fajnie byłoby dysponować lepszą szybkością, ale zamiast coraz lepiej z każdym rokiem będzie o to coraz trudniej. Przede wszystkim chciałbym jednak, aby omijały mnie kontuzje. Jeśli zawodnik jest zdrowy, na boisku zawsze imponuje większą pewnością i czuje się lepiej ze świadomością, że może dać z siebie wszystko drużynie.

Czy przychodząc do Legii cztery lata temu czuł pan dużą presją? Nowy stadion, dużo nowych zawodników i od razu opaska kapitana…

W żadnym klubie, w którym grałem, nie miałem dotąd problemów z chłopakami w szatni. Gdy przychodziłem do Legii, to był naprawdę dość specyficzny moment, bo pojawiło się wtedy wielu zagranicznych zawodników i tworzył się praktycznie nowy zespół. Byłem trochę zaskoczony postawą trenera Skorży, który zaufał mi od samego początku, dając opaskę kapitana. Mam nadzieję, że pracą na boisku udowodniłem jednak wszystkim, że zasłużyłem na tą opaskę. A presja? Podpisując kontrakt nie czułem jej. Może dlatego, że w Chorwacji prasa pisała, że zostałem sprzedany za „tylko” milion euro, bo większość zawodników z tego klubu sprzedawana jest za znacznie większą kwotę. Dopiero po przenosinach do Warszawy zorientowałem się, że w Polsce ta suma transferu była przedstawiana jako „aż” milion euro. I wtedy poczułem trochę presji na sobie, choć nie było to dla mnie jakieś nowe uczucie.

Jaki moment był dla pana w Legii najlepszy, a jaki najcięższy?

Takie najlepsze chwile były dwie. Pierwsza to zwycięstwo w Moskwie i awans do fazy grupowej Ligi Europy, a druga to zdobycie w ubiegłym roku dubletu – mistrzostwa i Pucharu Polski. Najtrudniejszy moment? Chyba to, co działo się po meczu eliminacji Ligi Mistrzów ze Steauą Bukareszt. Po tamtym meczu – niezależnie od tego, co rzeczywiście prezentowałem na boisku – przez całą rundę jesienną ciągnęła się za mną opinia, że gram słabo. A przecież błędy zdarzają się wszystkim zawodnikom i we wszystkich rozgrywkach… Nie ma co ukrywać, że ta runda jesienna była przez to dla mnie trudna, ale ogólnie mało czytam gazet i starałem się nie przejmować się wszystkimi opiniami. Poza tym, moja aktualna postawa dodaje mi pewności i wierzę, że ten rok będzie dla mnie najlepszy w karierze.

Co czuje zawodnik, kiedy podchodzi do wykonania rzutu karnego i wie, że od jego strzału zależą losy całej drużyny?

Sporo ludzi mnie o to pyta, a ja naprawdę przed uderzeniem nie czuję żadnej presji, bo po prostu nie myślę o najgorszym. Podchodzę do karnego z myślą, żeby go strzelić i tyle. Bardzo niedobrze jest, gdy zawodnik zmierza do wykonania „jedenastki” bez maksymalnej pewności siebie. Lepiej myśleć o tym, jak się będzie świętować bramkę niż o tym, co się stanie, jeżeli nie trafi się do siatki…

Co pan sądzi o zamykaniu stadionów dla kibiców i jak, jako kapitan, motywuje pan kolegów do gry przed meczem przy pustych trybunach?

Na pierwszą część pytania wolałbym nie odpowiadać. Natomiast co do sposobów motywacji, wszyscy w takich chwilach mobilizujemy siebie nawzajem. Doskonale bowiem wiemy, że nie jest łatwo grać przy pustych trybunach. Ale przeciwnik też jest w podobnej sytuacji, więc nie pozostaje nam nic innego jak tylko wykrzesać z siebie maksimum przez 90 minut i wygrać takie spotkanie. Czyli zrobić to, co zwykle robimy na meczach z udziałem publiczności.

Jak spędza pan wolny czas w Warszawie? Co najbardziej lubi pan wtedy robić?

Mam dwójkę dzieci i zdecydowaną większość czasu spędzam z rodziną. Zwłaszcza ze starszym synem, który bardzo chce grać w piłkę i często zabieram go przez to na obiekty Legii. A korzystając z tego, że na razie jest z nami mama żony, wieczorami mam możliwość pójścia z moją wybranką do kina czy na kolację do restauracji.

Pana syn będzie piłkarzem jak tata?

Będzie robił w życiu to, co będzie chciał. Oczywiście byłoby super, gdyby poświęcił się jakiemuś sportowi, nie musi to być wcale nawet piłka nożna. Czas pokaże, co wybierze…

Czy ciężko było dotrzeć do Danijela Ljuboi i nawiązać z nim koleżeńskie relacje?

Danijel nie umiał mówić po polsku, nie najlepiej posługiwał się też angielskim, więc rozmawiał głównie po francusku i niemiecku oraz w swoim ojczystym języku. Ale byli też polscy zawodnicy, z którymi złapał z czasem dobry kontakt – jak Michał Żewłakow czy Jakub Wawrzyniak. Danijel miał swój charakter, ale żadnego problemu z nim w szatni nie mieliśmy. O mnie też może ktoś powiedzieć, że mu się nie podobam, bo mam swój charakter. I z Danijelem było podobnie…

Co się stało w drugiej połowie niedawnego meczu z Wisłą, kiedy straciliście dwie bramki?

Taki mecz po prostu czasami się zdarza. Można powiedzieć, że straciliśmy wtedy w samej końcówce dwa punkty, ale z kolei później w Gliwicach też w samej końcówce odrobiliśmy te dwa punkty. Ze Śląskiem Wrocław zagraliśmy jedno z najlepszych spotkań w rundzie, a zdołaliśmy tylko wywalczyć jedno „oczko”. To jest urok piłki nożnej i pozostaje jedynie wyciągać odpowiednie wnioski, żeby na przyszłość taka sytuacja zdarzała się możliwie jak najrzadziej. Kiedy masz wynik 2:0 i jednego zawodnika więcej, nie wolno ci myśleć, że ten mecz jest już wygrany.

Co pan sądzi o zwolnieniu Jana Urbana z Legii i jak się panu układa współpraca z trenerem Henningiem Bergiem?

O zwolnieniu szkoleniowca decydują inni ludzie i ja na ten temat nie mogę nic więcej powiedzieć. Jan Urban jako trener zyskał nasz wielki szacunek, bo to pod jego wodzą zdobyliśmy dublet, a kiedy odchodził, byliśmy na pierwszym miejscu. Trener Berg miał więc bardzo dobrą pozycję wyjściową, którą komplikowały jednak trochę kontuzje. Myślę, że gdyby tych kontuzji było mniej, nasza gra za kadencji Jana Urbana wyglądałaby jeszcze lepiej, w tym w europejskich pucharach. Jeśli chodzi o trenera Berga, na razie wszystko wygląda dobrze. Mamy w szatni fajną atmosferę, jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli i dobrze się nam pracuje. Oby tak dalej, bo uważam, że zmierzamy w dobrym kierunku.

Co pan sądzi o reformie rozgrywek ligowych? Czy chciałbym pan, aby ten system pozostał już na stałe w tym kształcie? A może przydałyby się jeszcze jakieś modyfikacje?

Osobiście nie chciałbym, aby tegoroczny system obowiązywał również w przyszłym sezonie. Choć wiem, że wszyscy będą mówić, że narzekamy, bo jesteśmy liderami i dla nas wprowadzone zmiany okazały się najmniej korzystne. Kontrowersje wywołuje sprawa walki o tytuł króla strzelców. Marco Paixao ze Śląskiem będzie miał teoretycznie łatwiejsze mecze niż Marcin Robak z Pogonią czy Łukasz Teodorczyk z Lechem. Sporo jest takich rzeczy, które mi się nie podobają w tej reformie. Niektórzy chwalą nowy system, że powoduje więcej emocji, ale moim zdaniem, emocje mogą być i bez niego.

Długo uczył się pan języka polskiego?

Bardzo szybko zacząłem rozumieć, co się do mnie mówi, a po pół roku zacząłem już rozmawiać. Kupowałem sobie gazety i dzięki ich regularnemu czytaniu szybciej udało mi się nauczyć polskiego.

Przeciwko jakiemu piłkarzowi w polskiej ekstraklasie gra się panu najciężej?

Trudno jest mi wskazać jedno nazwisko. Do każdego meczu zarówno ja, jak i cała moja drużyna, podchodzimy z nastawieniem, że poradzimy sobie z rywalami. Nie patrzę na rywali przez pryzmat jednego zawodnika i pewnie dlatego nikt mi nie przychodzi teraz do głowy.

Czy często rozmawia pan z trenerem o taktyce i sposobie gry Legii?

Co kilka dni. Jeśli mamy mecze co trzeci dzień, to rozmawiamy między meczami, a jeśli gramy raz w tygodniu, wówczas trzeciego dnia po meczu są takie indywidualne rozmowy. Minimum zatem raz w tygodniu przez te 20-30 minut dyskutuję z trenerem o postawie swojej i całego zespołu.

Jak ocenia pan szanse Legii na walkę o Ligę Mistrzów w przyszłym sezonie?

Jest za wcześnie, aby o tym rozmawiać. Najpierw trzeba obronić mistrzostwo kraju. Na pewno nie będzie łatwo znaleźć się w fazie grupowej Champions League, ale tak jak mówię, dla nas na razie najważniejsze jest wywalczenie tytułu. W zeszłym roku byliśmy blisko, więc tym razem też wszystko jest możliwe. Do ewentualnych decydujących meczów pozostało jeszcze jednak kilka miesięcy i nie ma co spekulować.

Jak porównałby pan Macieja Skorżę i Jana Urbana do Henninga Berga?

Nie lubię porównywać trenerów. Każdy ze szkoleniowców jest inny i u każdego można nauczyć się czegoś nowego. Jak zawodnicy, tak i trenerzy mają swoje plusy i minusy. I to jest całkowicie normalne.

Podobno pana ulubionym piłkarzem był Ronaldo – ten „prawdziwy”, z Brazylii. Czy to prawda?

Tak jest.

Jakich młodych zawodników z drugiej drużyny widziałby pan w najbliższej przyszłości w pierwszym składzie Legii?

Niewątpliwie w rezerwach prowadzonych przez Jacka Magierę jest kilku ciekawych zawodników, z dużym potencjałem. Zapewne podczas letniego okresu przygotowawczego paru z nich dołączy do nas i dostanie szansę pokazania pełni umiejętności.

Jak się panu ogólnie podoba w Polsce?

Bardzo mi się podoba. Jak już wspomniałem, chętnie zostałbym tutaj do końca kariery. Czuję się w Polsce jak u siebie w domu. Najlepszym tego potwierdzeniem jest fakt, że przez te cztery lata w Chorwacji spędziłem łącznie raptem cztery miesiące.

A jest pan zadowolony z gry w zespole Legii?

Oczywiście, że tak. Szczególnie, że w tej rundzie jesteśmy niepokonani, bo przegranej walkowerem z Jagiellonią nie można brać pod uwagę.

Jaki typuje pan wynik sobotniego meczu z Zawiszą?

Taki jak ostatnio, kiedy trzy tygodnie temu wygraliśmy u siebie z Zawiszą 3:0.

źródło: inf. prasowa


pubsport.pl
Pubsport.pl
Pubsport.pl - wiadomości sportowe i publicystyka. Zapowiedzi i podsumowania meczów piłki nożnej, tenisa, sportów zespołowych oraz zimowych. Relacje na żywo! Wpadnij pogadać o sporcie!
http://www.pubsport.pl/