W El Clasico wszystko zdarzyć się może

Pierwsze trofeum w Hiszpanii znalazło właściciela. Mowa oczywiście o Superpucharze, który trafił do piłkarzy Realu Madryt. Zadecydowały o tym bramki strzelone na wyjeździe przez Królewskich. Ten dwumecz po raz kolejny pokazał, że w sporcie nigdy nie ma nic pewnego.

Warto odnotować, że dla obu ekip to trofeum nie byłoby tak ważne, gdyby w boju o nie mierzyły się z kimś innym. Jak zwykle faworyta wskazać było bardzo ciężko, zwłaszcza, że to dopiero początek sezonu. Zarówno jedna, jak i druga drużyna nieznacznie się wzmocniła, bo znów mają one wiele wyzwań na najbliższe miesiące. Główne cele to oczywiście mistrzostwo kraju (obrona lub odebranie go rywalowi) i triumf w Lidze Mistrzów.

Pierwszy mecz rozgrywany na Camp Nou przyprawił o emocje sympatyków piłkarskich szachów (w I połowie) i spragnionych skoków ciśnienia (w II odsłonie). Pokazał, że nie można zapominać o tym, co w futbolu najważniejsze – nie liczba strzałów, statystyka posiadania piłki, ale bramki. Barcelona, choć wygrała, została obnażona ze swoich słabości.

Przede wszystkim chodzi o wzrost. Górne piłki ponad głowami barcelończyków okazały się dość dobrą strategią. To się wydaje proste, ale wcale takie nie jest. To muszą być piłki o przynajmniej takiej dokładności, jaką dostał Cristiano Ronaldo, kiedy zdobył bramkę głową po dośrodkowaniu Oezila.

Druga rzecz, to defensywa Dumy Katalonii. Nie da się ukryć, że tyły to najgorszy element tej układanki. Fatalny błąd Victora Valdesa i bramka Di Marii znacznie poprawiły sytuację aktualnych Mistrzów Hiszpanii przed rewanżem na Santiago Bernabeu. Po tej sytuacji pół żartem porównałem sobie Victora Valdesa i Ikera Casillasa:

Oto właśnie jest różnica pomiędzy jednym z najlepszych bramkarzy na świecie [Casillasem], a bramkarzem jednej z najlepszych drużyn na świecie [Valdesem].”

Podobało mi się to, że w klubie nikt bramkarzowi Barcy nie robił wyrzutów z tego powodu. I słusznie, bo trzeba pokazywać, że jest się drużyną, jednością. Niemniej jednak teraz, po skończonej rywalizacji, wydaje się, że ten kiks mógł być decydujący dla losów Superpucharu.

Rewanż to była już zupełnie inna bajka. Barcelona zupełnie nie przypominała siebie, wyglądała jakby była w jakimś szoku, a jej rywal czuł się z tym świetnie. Gole Ronaldo i Higuaina w pierwszych 20 minutach znacznie podcięły skrzydła gościom. Dopiero po zbudowaniu dwubramkowej przewagi Królewscy stopniowo cofali się. Trzeba im przyznać, że wykonali kawał dobrej roboty w pierwszych 45 minutach. Wyłączenie Xaviego i Iniesty, a przez to także Messiego wyszło im perfekcyjnie.

Na ich nieszczęście Argentyńczyk sam się włączył trafieniem z rzutu wolnego. W drugiej odsłonie każdy miał swoje szanse, choć więcej pola do gry mieli obrońcy trofeum. Ale to nie znaczy, że Jose Mourinho kazał swoim zawodnikom cofnąć się i tylko bronić. Jego podopieczni wyprowadzili kilka naprawdę groźnych kontr, które mogły roztrzygnąć spotkanie znacznie wcześniej. Z drugiej strony, gdyby Leo wykorzystał piłkę meczową w doliczonym czasie…

Zatem widać, że spotkanie mogło zakończyć się każdym innym rezultatem – zarówno wysoką wygraną gospodarzy, jak i remisem, czy zwycięstwem gości. Oglądaliśmy naprawdę przednie widowisko, które trzymało w napięciu do samego końca. Całe szczęście obyło się bez awantur i niesportowych przepychanek. To również podziałało na poziom spotkania.

Cały dwumecz okazał się zatem sukcesem. O tym, że był wyrównany świadczy chociażby jego wynik – 4:4. Nawet jeśli piłkarzom Realu nie wyszedł start w lidze, to na tę rywalizację zmobilizowali się należycie. Nie pozwolili, by skreślać ich zbyt wcześnie, a przy okazji nie dopuścili, aby czwarty raz z rzędu Supercopa powędrował do Barcelony. Świętowanie takiego zwycięstwa musiało smakować wybornie. A Barca powinna wyciągnąć wnioski z tego, co się stało. Do pierwszego weekendu października Tito Vilanova i jego piłkarze mają na to czas.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl