W końcu się dzieje w F1!

W tym roku w Formule 1 żaden kierowca nie może wygrać wyścigu w ojczyźnie. Nie uczynił tego też Sebastian Vettel, na którego niemieccy kibice bardzo liczyli. W ogóle nasi zachodni sąsiedzi zawiedli przed własną publicznością.

Wczorajsze ściganie oglądało się naprawdę bardzo miło. O wygraną walczyła trójka kierowców i niemal do samego końca nie było wiadomo, kto przejedzie linię mety jako pierwszy. Wypada powiedzieć, że te decydujące roztrzygnięcia zapadły w alei serwisowej. Mechanicy McLarena okazali się najsprawniejsi i m. in. dlatego wygrał ich kierowca – Lewis Hamilton.

Po rezultatach widać, że Red Bull już tak nie odstaje od pozostałych teamów, jak na początku sezonu. Kwalifikacji nie wygrywają już w cuglach (czyt. w garażu), a drugi z rzędu wyścig nie został wygrany ani przez Vettela, ani przez Webbera. W klasyfikacji zawodników może być już za późno na dogonienie lidera MŚ, ale w rankingu konstruktorów Ferrari i McLaren mają już znacznie większe szanse.

Na ostatnich kółkach Hamilton, Alonso i Webber mieli problem, kiedy zjechać na zmianę opon. Czwarty (jeszcze wtedy) Massa miał 35 sekund straty do Australijczyka, więc prawdopodobny skład podium już znaliśmy. Jednakże pierwsi trzej kierowcy byli postawieni między młotem, a kowadłem. Miękkie opony im się już zużywały, a pośrednie, które i tak trzeba było jeszcze założyć, przyniosłyby więcej strat. Wygląda na to, że najlepszy moment na pit stop wybrał Mistrz Świata z 2008 roku. Webber, który został najdłużej na miękkim ogumieniu zaczął robić gorsze okrążenia od Hiszpana i Brytyjczyka na twardszym komplecie opon i z 18 sekund przewagi zrobiło się 12. Było jasne, że mój faworyt nie wygra, ani nie będzie drugi.

W Polsacie tego weekendu często zaznaczano, że 1/4 stawki, czyli aż 6 zawodników to Niemcy i u siebie chcieli zaprezentować się jak najlepiej. Z pewnością miejscowi kibice są zawiedzeni. Sebastian Vettel dojechał dopiero czwarty. To dla niego porażka. W końcu to najgorszy jego występ w tym sezonie. Zastanawiam się, czy to efekt tego, że nie wytrzymał psychicznie presji, jaka na nim spoczywała, czy też auto nie spisywało się jak powinno. Najbardziej zadowolony z Niemców będzie pewnie Adrian Sutil, który niemocnym bolidem zajął wysokie szóste miejsce. Zapunktowali też kierowcy Mercedesa, ale chyba woleliby być znacznie wyżej.

Oglądając niedzielny wyścig (po raz pierwszy w życiu na Polsacie Sport Extra) zdałem sobie sprawę, jak wyraźny jest podział bolidów. Ferrari, Red Bull i McLaren są wyraźnie najlepsze w stawce. Przebijanie się Massy, czy Vettela z dalszych miejsc nie można nazwać wyprzedzaniem. To było przemykanie obok wehikułów Mercedesa, Renault, czy Force India.  Później mamy jeszcze Williamsa i Toro Rosso i bardzo często jeden z kierowców wymienionych teamów odpada w sobotnim Q1. Dalej to już nie ma co wspominać. No, może poza Team Lotus, który jest najlepszym z najgorszych.

Kolejny raz poniżej oczekiwań zaprezentował się Lotus Renault. Nick Heidfeld wypadł w swoim kraju kiepsko. Chciał wyprzedzić Buemiego, gdy nie miał na to specjalnie miejsca. Z kolei Vitaliy Petrov starał się walczyć o dobre miejsce, ale inni kierowcy wyprzedzali go bez większych kłopotów. Według mnie problem tkwi już nie w samej formie kierowcy, a słabych możliwości samochodu. Niby miały być jakieś kolejne poprawki na Nurburgring, ale nic z tego specjalnie nie wyszło.

Zauważmy, co się stało, gdy Jenson Button drugi raz z rzędu nie dojechał do mety. Przed Wielką Brytanią był zdaje się drugi lub trzeci z dorobkiem 109 punktów. Teraz też tyle ma i wystarcza mu to na… piątą lokatę! Dodatkowo, traci już aż 21 punktów do czwartego Fernando Alonso. Szkoda mi Brytyjczyka, znów miał pecha, a miał realną szansę na dobry wynik. Na szczęście jest jeszcze dużo eliminacji do końca sezonu i wiele się jeszcze może zmienić.

Kolejną rzeczą, jaką zauważono podczas relacji w słonecznej stacji jest to, że nikt w tym roku nie może wygrać w wyścigu organizowanym w jego kraju. O czym to świadczy? Nie wiem, jakoś nie przywiązuję do tego wagi. To jest po prostu gratka dla zagorzałych fanów statystyk.

Teraz szybko (bo już w piątek pierwsze treningi) zespoły przenoszą walizki na Węgry. Bierze mnie w tym momencie straszna zazdrość, że niemal nad naszymi głowami przelatują najlepsi kierowcy świata, a u nas się nie zatrzymają… Niestety, nie umiemy zrobić porządnych dróg, to nie mamy i toru F1…

Słyszałem, że wybiera się wielu kibiców z Polski na weekend na Hungaroring. Cieszę się, że popularność królowej sportów motorowych nie spadła bardzo drastycznie. Przed telewizory siada co prawda o połowę mniej widzów niż rok temu, ale na pewno mogło być gorzej. A jak potoczy się niedzielny wyścig? Nie potrafię przewidzieć, bo jak napisałem, Red Bulle zostały dogonione, a zatem jest na dobrą sprawę sześciu kandydatów do wygranej.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl