W Norwegii powstał potwór

Jeśli z najniższej belki i przy niekorzystnym wietrze skacze się ponad 10 metrów za HSem to coś tu chyba nie gra.

Choć tego niekorzystnego wiatru nie można być pewien, bo tym wskaźnikom raczej bym nie ufał. Jednak huraganu pod narty na pewno nie było. Ta sytuacja, gdy w serii próbnej z 1. belki Schlieri skoczył 237 metrów, była o tyle ciekawa, że w końcu jury zostało ogłupione. Od kiedy wprowadzono współczynnik belka/wiatr jury zawodów PŚ stało się obiektem regularnych ataków za psucie konkursów, za blokowanie pięknej rywalizacji. A tu życie utarło nosa decydentom. Choć jednak trzeba przyznać, że skoro niemal najlepszy zawodnik świata skacze dziesięć metrów za HS, a dzień wcześniej niektórzy pokazywali że kolejne dziesięć metrów dalej jeszcze można bezpiecznie wylądować to naprawdę nie widzę powodów by obniżać belkę. Ale od początku sezonu tego nie widzę, a jury widzi to co chwila. Smutne jest że udało się im spreparować belkę numer 0. Bo to chyba oznacza że jednak zło zwyciężyło, a Dawid dostał od Goliata sążny łomot. Ale koniec o tym, wracam do tematu samej skoczni. Bo choć idea utarcia nosa ekipie Hofera jest nie zwykle szczytna, to konstruktorzy obiektu w Vikersund raczej nie powinni się nią kierować. Ten weekend wygląda na razie tak, że do tego najazdu zeskok powinien być jeszcze dłuższy. Albo, chyba rozsądniej, najazd powinno się skrócić. Tutaj pojawiają się często ostatnio powtarzane pytania natury niemalże filozoficznej o granice ludzkich możliwości, czasem sprowadzone na ziemię poprzez ujęcie tego zagadnienia w kontekście bezpieczeństwa skoczków. No bo co będzie gdy wiatr będzie korzystny? Tragikomiczny byłby komunikat, że zawody są odwołane z powodu wiatru o sile 0,7 m/s pod narty. No litości. Ponadto narzuca się jeszcze jedno pytanie – co musiałoby się stać, żeby skakać z najdłuższego możliwego najazdu? Będą stamtąd puszczać juniorów żeby sobie spróbowali polatać? Rozumiem że algorytm na liczenie rekompensaty za wiatr i belkę jest trudnym przedsięwzięciem matematyczno-fizycznym. Ale symulacja potencjalnej długości lotu w zależności do najazdu chyba jest do zrobienia. Tym bardziej, że nie przypominam sobie podobnej sytuacji na innej skoczni. Tu powstał jakiś potwór na którym takie skoki jak w piątek i sobotę mogą zdarzać się co konkurs. W Planicy bywa różnie – czasem do zwycięstwa trzeba skoczyć ponad 230 metrów, czasem przy gorszych warunkach dwieściekilkanaście. Tutaj wygląda to tak że skoki w granicach 225, a nawet 235 metra będzie można zobaczyć zawsze. A przy dobrych warunkach… Skocznia wygląda tak że rzeczywiście to ćwierć kilometra może pęknąć. Przez co to dotychczasowe skoki nie były tak efektowne w odbiorze. Jak obejrzeć najdłuższe skoki z pamiętnego konkursu w Planicy, to widać, że tam powyżej 230 metrów to już było naprawdę prawie płasko, że wszyscy lądowali z głębokim przysiadem, nie zawsze nawet udanym. Wprawdzie 246,5 metra Evensena także było okraszone twardym klapnięciem na dwie nogi, to jednak 240 metrów ustał z eleganckim telemarkiem. W Planicy rekordowe skoki wyglądały jakby już zaraz za miejscem lądowanie kończył się świat – tu jeszcze jest rezerwa. Choć oczywiście jury będzie pewnie robić wszystko, żeby nowy rekord też przetrwał choć z 6 lat.

Od kiedy w Vikersund zaczęła się przebudowa skoczni, działacze ze Słowenii zaczęli coś przebąkiwać, że jak to, że przecież Letalnica jest największa na świecie. No i chodzą słuchy że to zdanie niedługo stanie się prawdą. Taki wyścig zbrojeń może okazać się niebezpieczny. Aczkolwiek dziś wygląda to tak, że gdyby ten zeskok był trochę dłuższy to i zawodnicy mogliby bezpiecznie jeszcze pięć czy dziesięć metrów dalej polecieć. Tylko boję się że jeszcze długo to będzie tak wyglądać. A mam nadzieję, że kiedyś jeszcze powrócą do Pucharu świata na zapomnianych ostatnimi laty skoczniach średnich. Wszak takie zawody także pokazują niezwykłe wyszkolenie techniczne i umiejętności zawodnika. Jednak z drugiej strony łatwiej chyba zachęcić kogoś do skoków opowiadaniem o 250 metrach, a nie o 100. A przecież skoki cały czas można jeszcze na świecie popularyzować.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl