W Serbii święto, lecz o krok od płaczu

Po pierwszym półfinale ME siatkarek bałem się, że podtrzymana zostanie tradycja braku emocji w turnieju. Na szczęście wieczorem, w hali Pionir w Belgradzie, w końcu można było je poczuć, choć niewiele brakowało, a o meczu Serbek z Turczynkami mówilibyśmy: „jedno z wielu szybko zakończonych w tym turnieju”.

Ale jedźmy po kolei. Wcześniej na parkiet wybiegły siatkarki z Niemiec i Włoch. Ku mojemu zdziwieniu szybko z niego zeszły, bo Niemki zmiotły z parkietu swoje przeciwniczki. Zupełnie nie poznawałem drużyny prowadzonej przez Massimo Barboliniego. Poza Caroliną Costagrande i środkowymi, ten zespół praktycznie nie istniał! Gdzie podziały się Piccinini, Arighetti?

Inna sprawa, że Giovanni Guidetti miał znakomite armaty po swojej stronie. Fantastyczny występ zaliczyła Angelina Grun. Kiedy po spotkaniu spojrzałem sobie w przebieg jej kariery, to mocno się zaskoczyłem. Otóż przyjmująca reprezentacji Niemiec ledwo co wróciła do siatkówki halowej po dwóch latach gry w plażówkę. Znów w ważnym spotkaniu potrafiła zabłysnąć (podobnie jak w grupie przeciwko Serbkom). Kiedy włączyła się do gry razem ze świetnie prezentującą się w tych ME Małgosią Kozuch, Niemki naprawdę stały się groźne.

Równorzędną walkę z rywalkami nawiązały pod siatką Corina Ssuschke-Voight i Christiane Furst. Dzięki temu atut Włoszek w postaci krótkich piłek z obejścia lub z krótkiej był nieco jakby zamaskowany. Tym bardziej, że (jeszcze) aktualne Mistrzynie Europy zostały zniszczone blokiem, a same nie umiały go dobrze ustawić.

Siatkarki z Italii mogły przedłużyć to spotkanie, ale trafiła im się fatalna seria straconych punktów po II przerwie technicznej w 3. secie. Jest to niejako symbol gry tej reprezentacji w całym meczu – stale nie mogły się odnaleźć na placu gry. Czyżby wyjazd z ojczyzny źle im zrobił?

O drugim półfinale nie mówiłoby się tyle, gdyby skończył się po trzech partiach. I niewiele do tego brakowało. Nie ma co się rozpisywać o pierwszych dwóch odsłonach, bo to był nokaut. Serbki miały mnóstwo możliwości konczenia akcji, a przeciwniczki często nadziewały się na ich blok. Wicemistrzynie Europy z 2003 roku chciały się odgryzać serwisem, bo tylko na to było je stać przez pierwszą godzinę rywalizacji.

A później doszło do czegoś nieprawdopodobnego. Coraz częściej gospodynie popełniały własne, niewymuszone błędy (a to jakaś zagrywka w siatkę, atak w aut), przez co „podały rękę” rywalkom, które z tego skorzystały. Liderką drużyny prowadzonej przez Marco Mottę była Neslihan Darnel. To ona jako pierwsza dała swoim koleżankom sygnał do walki.

Coraz trudniejsze zadanie miała Maja Ognjenović, gdyż malała skuteczność ataków jej drużyny. Jedynie Jovana Brakocević nie bała się i potrafiła zachować zimną krew do końca. Tak naprawdę to jej Serbia zawdzięcza awans do finału. Nie rzucała się tak bardzo w oczy w ćwierćfinale z nami, ale wczoraj pokazała klasę.

Przepraszam, że ja ciągle o blokach, ale ten element był wczorajszego dnia naprawdę warty zauważenia. Turczynki od trzeciej partii także zaczęłi straszyć nim przeciwną ekipę. Werwę do tego poczuła Bahar Toksoy, bez której dorobek punktowy jej reprezentacji zdobyty blokiem byłby o połowę mniejszy.

Nie jestem w stanie wytłumaczyć też tego, co stało się z ekipą turecką po kapitalnym początku 5. seta. A może to trener Zoran Terzić wziął swoje dziewczyny na przerwę i powiedział im coś ciekawego? Pewnie się tego nie dowiemy. Fakt faktem, że Serbkom udało się zapobiec, by sprawdziła się stara siatkarska prawda: „kto nie wygrywa 3:0, ten przegrywa 2:3”. A Brakocević powinni nosić na rękach.

Polscy kibice mogli cieszyć się podczas oglądania transmisji z Belgradu z występów zawodniczek grających w PlusLidze kobiet. Mimo tego, że wszystkie grają (lub grać będą) w Atomie Treflu Sopot, to przyjemnie myśli się o tym, iż Małgorzata Kozuch, Corina Ssusche-Voight i Neriman Ozsoy niebawem przyjadą do naszego kraju i będziemy mogli je podziwiać.

Dziś czekają nas mecze o medale. Co ciekawe, oba te spotkania są powtórkami z rywalizacji grupowej – Niemki ograły już w tym turnieju słabe tego dnia Serbki 3:1, a Turczynki pokonały Włoszki 3:2. Mówcie co chcecie, ale jakoś nie wierzę w złoto dla reprezentacji Niemiec. Najwyżej potem znów będę musiał schować głowę w piasek…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl