Waleczność powiodła Serbów do złota

Któż by się spodziewał, że to Serbia zostanie nowym Mistrzem Europy? Znaczna część z nas zakładała wariant, że Rosja,  a jak nie, to Włochy. Dopiero w drugim rzędzie mówiło się o takich reprezentacjach, jak Polska, Bułgaria, czy właśnie Serbia. A tu proszę…

Pierwsze dwa sety nazwałbym lustrzanymi. Najpierw Italia po pierwszej przerwie technicznej wyrobiła sobie kilkupunktową przewagę i dowiozła ją do końca, a w kolejnej odsłonie było dokładnie odwrotnie. Cisnęło się więc na usta pytanie: „Co będzie dalej?”. Odpowiedź brzmi: „Piękno w każdym calu”.

Emocjonujące pojedynki środkowych, fantastyczne zagrywki i genialne ciosy skrzydłami – to wszystko działo się później. Po jednej stronie Milijković, Kovacević i Nikić, a po przeciwnej Savani, Lasko i Mastrangelo. To są główni bohaterowie tego spotkania. Oczywiście nie tylko oni, bo całe drużyny przyczyniły się do poziomu widowiska, ale najwięcej mówiło się właśnie o tych postaciach.

Przez całe spotkanie włoscy siatkarze wywierali presję na sędziach. Za wszelką cenę chcieli wywlczyć punkt… dyskusją. Kto wie, jak potoczyłby się ten finał, gdyby nie błąd i żółta kartka dla trenera Mauro Berutto. Arbiter Frans Loderus podarował w ten sposób Serbom dwa punkty (z 17:14 dla Włochów zrobiło się 17:16). Podopieczni Mauro Berutto często wywierali presję na sędziach tego spotkania, ale to było apogeum i stąd żółty kartonik. Zdenerwowali się jeszcze bardziej i ciężko im było skupić się na grze. Sportowa złość się wyczerpała i została już tylko ta negatywna jej odmiana. To tylko nakręciło ich przeciwników, którzy wykorzystali pomocną dłoń maksymalnie, jak się dało – wygrali 4. partię i cały mecz.

Serbowie przez cały turniej do swojej gry „dolewali” waleczności. Potrafili podnieść się z trudnych sytuacji, jak chociażby dwa przegrane sety w półfinale z Rosją. Inna sprawa, że mieli Ivana Milijovicia, który pomimo „dojrzałego siatkarskiego wieku” zagrał najlepszy turniej w swojej karierze w reprezentacji Serbii (nie liczymy Jugosławii, ani Serbii i Czarnogóry). Zasłużenie uznano go za MVP Mistrzostw.

A Włosi? Cóż, według moich prognoz zajęli drugie miejsce zgodnie z „planem”, ale nie te zespoły miały ich okalać na podium.  No, może Biało-Czerwoni powinni się tam znaleźć, lecz byłem przekonany, iż czekać nas będzie finał Rosja – Polska/Włochy/Serbia/Bułgaria. Tak się nie stało. Może to i dobrze, bo tak byśmy narzekali, że turniej był przewidywalny.

Dopiero w trakcie trwania tego finału doszedłem do wniosku, że spotykają się drużyny z dwóch krajów organizujących Mistrzostwa Europy kobiet. Mało to ma do rzeczy, ale jest na pewno świetną promocją kobiecego Eurovolley, które rozpoczynają się już w najbliższą sobotę.

Planuję napisać ogólne podsumowanie Eurovolley 2011. Jeśli czas pozwoli, to ukaże się jeszcze przed rozpoczęciem zmagań pań we Włoszech i Serbii.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl