Walka o warszawski finał LE wkracza w decydującą fazę

Puchar UEFA - Liga Europy

Areną tegorocznego finału Ligi Europy po raz pierwszy w historii zostanie warszawski Stadion Narodowy. Mieszkańcy stolicy już teraz mogą przygotowywać się na pojawienie się w ich mieście naprawdę wielkiego futbolu. Na ostatniej prostej walki o czołowe lokaty pozostały już bowiem wyłącznie klasowe zespoły.

Trwająca edycja rozgrywek nie dla wszystkich faworytów okazała się udana. Lille i St. Etienne odpadły już po fazie grupowej, zaś Tottenham i Liverpool nie zdołały przebrnąć przez 1/16 finału. Zawiedli również spadochroniarze z Ligi Mistrzów, bowiem oprócz Liverpoolu w stawce nie ma już m.in. Ajaksu, Anderlechtu, Athletic Bilbao czy Romy. Jedynie rosyjski Zenit Sankt Petersburg zdołał doczołgać się do ćwierćfinału jako ostatni z jesiennych uczestników fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Po zakończonej niedawno kolejce pewni możemy być jedynie dalszego awansu włoskiego Napoli. Utożsamiana z osobą Diego Maradony drużyna z niespotykaną łatwością uporała się z drugim w tabeli Bundesligi Wolfsburgiem, na którego boisku czterokrotnie zmuszała bramkarza „Wilków” do wyciągania piłki z siatki. Marek Hamsik i Gonzalo Higuain na spółkę nękali defensywę gospodarzy, dzięki czemu mogli wracać do Neapolu w dobrych nastrojach. Honoru mistrzów Niemiec sprzed sześciu lat próbował ratować rezerwowy Niklas Bendtner, który swoim golem w ostatnich minutach regulaminowego czasu gry zminimalizował rozmiary porażki do rezultatu 4-1. Rewanż w Neapolu wydaje się być jedynie formalnością, jednak należy pamiętać, iż podopiecznym Dietera Heckinga nie obce jest odrabianie strat co dobitnie pokazali w niedawnym pojedynku w Werderem z lidze.

Apetyty na obronę trofeum, a zarazem uzyskanie miana najbardziej utytułowanej drużyny w całej historii Ligi Europy i dawnego Pucharu UEFA, wyostrzyła sobie hiszpańska Sevilla. Ubiegłoroczni triumfatorzy, którzy mierzyli się w czwartek z Zenitem doskonale znają już uczucie, jakim jest wędrówka do finału, dlatego nie straszny był im nawet naszpikowany gwiazdami kolos ze wschodu. Choć Rosjanie znaczną część spotkania prowadzili po strzale Aleksandra Rjazanciewa, dwa celne trafienia Carlosa Bakki i wypożyczonego z Barcelony Denisa Suareza w drugiej połowie, błyskawicznie zmieniły obrót wydarzeń. Po raz kolejny z dobrej strony pokazał się reprezentant Polski, Grzegorz Krychowiak, który rozegrał przeciwko Zenitowi pełne 90 minut. Należy jednak pamiętać, iż w drużynie gości zabrakło m.in. Hulka, Domenico Criscito i Danny’ego, a więc czołowych asów w talii Andre Vilasa-Boasa. Jeśli niektórzy z nich będą gotowi na zbliżający się rewanż, obrona przez Sevillę tytułu może stanąć pod znakiem zapytania. Tym bardziej, że wspomniany portugalski trener podobnie, jak piłkarze hiszpańskiego zespołu zna smak triumfu w owych rozgrywkach, bowiem przed czterema laty zwyciężał w nich jako szkoleniowiec FC Porto. Dobrym prognostykiem dla Andaluzyjczyków może być natomiast fakt, iż w ostatnich latach drużyna, która w ćwierćfinale mierzyła się z rosyjskim rywalem, zawsze kończyła swój udział w rozgrywkach na pierwszym miejscu. Triumf Sevilli byłby prawdziwym zwieńczeniem sukcesów Hiszpanów w rozgrywkach Ligi Europy, którzy od rewolucji w 2009 roku regularnie meldują się w finałach owych rozgrywek.

 W niemniej interesującym pojedynku naprzeciw siebie wyszli zawodnicy ukraińskiego Dynama Kijów oraz piątej w tabeli ligi włoskiej Fiorentiny. Gospodarze mimo akompaniamentu zgromadzonych na kijowskim stadionie olimpijskim kibiców, prezentowali się w przedmeczowych zapowiedziach zdecydowanie gorzej, aniżeli popularna Viola, która rozprawiła się wcześniej z arcytrudnymi rywalami w postaci Tottenhamu i Romy. Na jej korzyść przemawiała również dyspozycja skrzydłowego Mohameda Salaha, który przebywając we Florencji na wypożyczeniu z Chelsea osiągnął ostatnio doskonałą formę. O dziwno jednak to kijowianie pierwsi ruszyli do ataku z zamiarem pokonania strzegącego dostępu do bramki Brazylijczyka Neto. Na kilka minut przed końcem pierwszej połowy udało się to Jermainowi Lensowi, który w efektowny sposób wyprowadził swój klub na prowadzenie. Podopieczni Vincenzo Montelli pokazali jednak czym jest w futbolu walka do końca. Wykorzystując rozluźnienie rywali, w doliczonym czasie gry do bramki doświadczonego Ołeksandra Szowkowskija trafił wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Khouma Babacar, który pokazał, jak powinien zachować się dobry napastnik w polu karnym. Za sprawą wywalczonego rzutem na taśmę remisu piłkarze w fioletowych trykotach mogą wrócić do słonecznej Toskanii w miarę przyzwoitych nastrojach z nadzieją na wyeliminowanie Dynama na własnym boisku. Co ważne – arbitrem owego spotkania był Szymon Marciniak, który został za swoją pracę wysoko oceniony przez obserwatorów meczu.

Na skutek zdecydowanie mniejszego prestiżu obydwu zespołów, pojedynek pomiędzy liderem ligi belgijskiej, Club Brugge, a drugim z ukraińskich reprezentantów, Dnipro Dniepropietrowsk wzbudzał najmniej emocji. Zupełnie niesłusznie, bowiem zawodnicy obydwu zespołów rozegrali całkiem przyzwoite spotkanie. Głównymi aktorami okazali się w nim obydwaj bramkarze. Zarówno Denis Boyko z Dnipro, jak i Mathew Ryan z Brugii ratowali swój zespół przed utratą gola popisując się efektownymi interwencjami. Znacznie częściej atakowali belgijscy gospodarze z nastoletnim Obbim Oulare na czele, jednak bezbramkowy remis jest rezultatem jak najbardziej sprawiedliwym. Losy awansu do półfinału zostaną rozstrzygnięte więc w rewanżu za naszą wschodnią granicą, gdzie Dnipro dzielnie stawia z reguły czoła przyjezdnym rywalom. Reprezentant ligi belgijskiej, która dotychczas słynęła raczej z produkowania piłkarzy na eksport, po raz pierwszy zabrnął tak wysoko w europejskich pucharach, od momentu, w którym przed pięcioma laty na tym samym etapie rozgrywek pojawił się Standard Liege.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, największymi pretendentami do końcowego triumfu zdają się być piłkarze Napoli oraz Sevilli. Zwycięstwo podopiecznych Rafy Beniteza znacznie podniosłoby morale włoskiej piłki klubowej, która od wielu już sezonów pozostała daleko w tyle za europejską czołówką. Piłkarze Sevilli doskonale znają natomiast smak triumfu w owych rozgrywkach, a dodatkową motywacją może być dlań perspektywa zostania najbardziej utytułowanym klubem w historii rozgrywek. Niewykluczone jednak, że wielcy faworyci okażą się równie wielkimi przegranymi. Może to niedoceniana Brugia postanowi zaskoczyć całą piłkarską Europę? Nie należy też zapominać o niepozornej Fiorentinie, która z młodym trenerem na ławce pokrzyżowała już w tym sezonie szyki niejednemu faworytowi, a błyskotliwy Mohamed Salah powinien być w stanie pewnie poprowadzić ją do półfinałów. A może jeden z przedstawicieli ogarniętej wojną na wschodzie Ukrainy da powód mieszkańcom swojego kraju na przynajmniej minimalną poprawę nastrojów. Na wszystkie te pytania odpowiedź poznamy już wkrótce na warszawskim Stadionie Narodowym.

Więcej o szansach na wygraną można znaleźć na https://www.betsson.com/pl

Pubsport.pl
Pubsport.pl - wiadomości sportowe i publicystyka. Zapowiedzi i podsumowania meczów piłki nożnej, tenisa, sportów zespołowych oraz zimowych. Relacje na żywo! Wpadnij pogadać o sporcie!
http://www.pubsport.pl/