Warto wierzyć

Wisła nieoczekiwanie awansowała do 1/16 Ligi Europejskiej w niesamowitych okolicznościach. Coś, co w przerwie meczu pomiędzy Odense, a Fulham wydawało się niemal niemożliwe, stało się faktem.

Przyznam szczerze, że w zwycięstwo Wisły w meczu z Twente wierzyłem. W końcu holenderska ekipa wyszła w składzie połowicznie rezerwowym, a sam mecz nie miał już dla nich chyba większego znaczenia. Ale w to, że Odense urwie punkty Fulham już ciężko mi było uwierzyć. Ba, w przerwie wydawało się to już prawie nierealne. Fulham: dziesięć strzałów, Odense: zero strzałów. Bramki: Fulham 2, Odense 0. Te liczby mówiły same za siebie. A jednak, teraz krakowskiemu klubowi się poszczęściło niesamowicie. I mamy dwie drużyny na wiosnę w europejskich pucharach! Kiedy ostatni raz tak było…….

W grze krakowskiej ekipy widać było już wcześniej znaczącą zmianę. Na lepsze. Moskal sprawił, że Biała Gwiazda zaczęła grać ładniej, składniej, potrafiła zdominować rywala. Natomiast Maaskant próbował wpoić holenderski styl gry ekipie z Krakowa przez ponad rok, ale Wisła grała mało składnie, było dużo głupich strat, ciężko było o większą ilość fajnych, ciekawych, kombinacyjnych akcji. Po prostu grała brzydko. Nieatrakcyjnie. Dodatkowo ta dramatyczna linia obrony. Wyniki bardzo, bardzo średnie. Holender poleciał, a Moskal, znający ten klub doskonale, współpracujący z kolejnymi trenerami Wisły przez długi okres czasu, przyszedł i potrafił jakoś tę grę krakowskiej ekipy poukładać. Uporządkować. Pozmieniał w składzie. Pozmieniał na pewno też w głowach. Sprawił, że Wisła zaczęła grać lepiej. Częściej na jeden kontakt. Ekipa spod Wawelu potrafi zdominować mecz, wymieniać znacznie więcej podań, niż za kadencji trenera Maaskanta. Nawet w tej linii obrony gra lepiej.

Wisła na mecz z holenderskim potentatem wyszła niezwykle skoncentrowana i przede wszystkim ? widać było, że jest to drużyna. Walczyli. Biegali. Nie odpuszczali. Grali z animuszem.  Pomagali sobie nawzajem. Taką Wisłę chcemy oglądać. Tak walczącą, a przy tym ładnie, kombinacyjnie grającą.

Takim symbolem tej walczącej krakowskiej ekipy był Cezary Wilk, pod nieobecność Radosława Sobolewskiego, kapitan. On naprawdę mi imponuje. W każdym meczu walczy jakby to było najważniejsze spotkanie  jego życiu. Swoją walką nakręca drużynę. Czasem powoduje swoim boiskowym zachowaniem, że koledzy też zaczynają grać na absolutne maksimum. Nie boi się krzyknąć na starszych kolegów, w końcu taka rola lidera drużyny. Potrafi kolegów zmotywować. Można by rzec: urodzony kapitan!

Kolejny dobry mecz rozegrał wczoraj Łukasz Garguła. Robert Maaskant nie stawiał na Polaka zbyt często. A ten, jak wchodził, też nie grał jakoś oszałamiająco. Grał przeciętnie. Po prostu. Moskal na niego postawił. Łukasz gra w pierwszym składzie i wreszcie zaczął pokazywać naprawdę duże umiejętności. Wczoraj zagrał bardzo dobre zawody. Rozgrywał, odgrywał, przejmował. Strzelił bramkę. Naprawdę szkoda, że ten chłopak ma już prawie 31 lat.  Szkoda, że tak długo czekał na powrót do optymalnej dyspozycji po kontuzji. Gdyby był ze cztery lata młodszy zaryzykowałbym stwierdzenie, że jeszcze naszej kadrze niejednokrotnie pomoże.

Jestem bardzo zbudowany postawą Gordana Bunozy. Jeszcze w tamtym sezonie, przed kontuzją i przyjściem Jaliensa, jego gra wołała o pomstę do nieba. Popełniał błąd za błędem. Braki techniczne łatwo było zauważyć. Wiele piłek bezsensownie wywalał do przodu. Nastąpiła kontuzja, potem ławka rezerwowych, aż wreszcie niedawno na dobre wrócił do łask. Z Twente grał cały mecz i pokazał, że jednak potrafi zagrać dobry mecz w defensywie, umiejętnie rozegrać piłkę od tyłu, a także dodać coś extra. Wczoraj dwa jego ofensywne rajdy, w stylu podobnym do Lucio, naprawdę mogły zrobić wrażenie.

Gra Wisły w tej grupie LE to była prawdziwa sinusoida. Najpierw przy Reymonta polegli niespodziewanie z Odense (1:3),  potem nie dali rady na wyjeździe Twente (1:4), co miało oznaczać już prawie koniec marzeń o wyjściu z grupy. Światełko w tunelu pojawiło się po wygranym meczu u siebie z Fulham (1:0), jednak po dwóch tygodniach ponownie ono zgasło, gdy wysoko przegrali na Craven Cottage (1:4). Następnie zdołali zemścić się na Duńczykach z Odense (2:1), ale to zwycięstwo nie wprawiło kibiców Białej Gwiazdy w ekstazę. Aż wreszcie nadszedł 14 grudnia 2011r. Wiemy doskonale jak to wszystko się skończyło.

Nie wyobrażam sobie, żeby teraz władze Wisły zwolniły z pracy Moskala. Dostał szansę i moim zdaniem naprawdę dobrze ją wykorzystał. Zwolnienie polskiego szkoleniowca świadczyło by o totalnej bezmyślności Cupiała, Basałaja i spółki.

Mimo tych wszystkich pozytywnych rzeczy, które napisałem dzisiaj o Wiśle, wciąż wiele pozostaje do poprawy. Na pewno trzeba się zastanowić nad dwoma, trzema dobrymi zawodnikami, którzy mogliby ekipie z Krakowa wiosną pomóc. Ale nie chodzi mi tu o piłkarzy, którzy przyjadą do Polski na emeryturkę, piłkarzy, pokroju Jaliensa czy Lamey?a. Tu trzeba ściągnąć zawodników młodszych, głodnych gry, chcących się w Krakowie naprawdę wypromować.

A już w piątek losowanie kolejnej fazy Ligi Europejskiej. Na pewno będzie się czym emocjonować??


pubsport.pl
Daniel Flak

Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html

http://daniel99.blox.pl