Wciąż czekam

Wedle życzenia otrzymałem dogrywkę i karnę w batalii o półfinał pomiędzy Anglikami a Włochami. Zabrakło mi tylko ekscytującej wymiany ciosów, chociaż to 0:0, które padło w niedzielę w Kijowie nie było aż tak nudne, jak się wydaje.

Po raz kolejny przekonałem się o tym, ile znaczy jedna akcja. Jej ranga z każdym meczem rośnie. Co prawda tej decydującej akcji nie doczekaliśmy się w 120 minutach gry, ale świadomość, że mogła ona roztrzygnąć losy całej rywalizacji dodawała wiele dramaturgii oraz napięcia. Nawet jeśli gole nie padły, to dzięki atmosferze na trybunach oraz okolicznościom rozgrywania meczu nie dawało się zbytnio odczuwać nudy.

Obawiałem się, że może się skończyć jak w finale Ligi Mistrzów, że przytłoczeni Anglicy wygrają serię rzutów karnych i zagrają na nosie tym, którzy przez większość spotkania przeważali. Trzeba przyznać, że po pół godzinie gry zaczęła się zarysowywać przewaga Italii, a już dogrywka była wyraźnie dla nich. Jednak, mimo mocnego początku, obie drużyny bały się bardziej otworzyć i podjąć pełnego ryzyka. Gdybyśmy byli na języku polskim i omawiali ten mecz jak utwór literacki, nazwałbym to motywem jednej akcji.

Zarówno zwycięzcom, jak i pokonanym należą się pochwały. Przede wszystkim za grę fair. W ciągu dwóch godzin gry odgwizdanych zostało tylko 26 przewinień. Dodatkowo, ledwie dwa z nich kończyły się kartkami (Maggio i Barzagli). Nie było spięć między zawodnikami, co może się wydawać dziwne, bo znamy włoski temperamet. Najwyraźniej on się nie ujawnił, bo nie było na tablicy niekorzystnego wyniku dla podopiecznych Cesare Prandelliego.

Dziwne uczucia towarzyszą mi podczas spoglądania w statystyki tego spotkania. Wynika z nich, że Mistrzowie Świata sprzed sześciu lat oddali aż 35 strzałów, ale prawie połowa została zablokowana… Nie można umniejszać zasług Joe Harta, bo także i jemu Anglicy zawdzięczają to, że doszło do serii jedenastek, chociaż moim zdaniem nie powinno. Ich rywale mieli sporo sytuacji, które powinny były zakończyć się bramkami, jak chociażby strzał De Rossiego na samym początku gry, czy też jego pudło z kilku metrów w II połowie albo próby Mario Balotelliego, przy których zabrakło po prostu szczęścia.

Wyjdę na przeciw wielu, ale nie do końca podobało mi się to spotkanie. To, że nie skończyło się w 90 minutach nie znaczy, że było ciekawe. Bezbramkowy remis wynikał przede wszystkim z tego, że obie ekipy bały się zaryzykować, wolały poczekać. No trudno, trzeba zrozumieć – ta jedna akcja mogła się nagle wydarzyć i wszystko skończyć. Żałuję, iż tak to wyglądało, bo nie oglądaliśmy tego, co w piłce najpiękniejsze, a to, co trudne do zaobserwowania. Ta para była najbardziej odpowiednia do stworzenia niesamowitego spektaklu. Tak się jednak nie stało.

Jeśli chodzi o wynik reprezentacji Anglii, to można powiedzieć, że tradycji stało się zadość i znów nie osiągnęli wyniku. Do półfinału nie potrafią dojść od 1996 roku, czyli od swojego domowego Euro. Wydawało się, iż mieszanka rutyny z młodością okaże się receptą na zwycięstwo, ale jednak nie.

W półfinale dojdzie zatem do powtórki… półfinału Mundialu sprzed sześciu lat. Tam to dopiero była dramaturgia! Nie miałbym nic przeciwko takiemu dreszczowcowi na Stadionie Narodowym w Warszawie, lecz wydaje mi się, że może do niego nie dojść. Niemcy są teraz silniejsi i lepiej zorganizowani. Jeśli złapią swój rytm gry (podobnie, jak przeciwko Grecji), to powinni przejść do finału.

Świadomość, że do końca naszego Euro zostały tylko trzy mecze jest dla mnie zasmucająca. To zwiastuje nam zakończenie tej fantastycznej imprezy – zostaną już tylko wspomnienia… Ja jednak ciągle czekam na mecz, który porwie mnie całkowicie – od początku do końca. Ćwierćfinały mimo, że były łatwe do wytypowania (mój brat pomnożył swój wkład dziesięciokrotnie) były także niestety mało atrakcyjne dla oka. Niewiele czasu zostało aby to zmienić. Ale jestem dobrej myśli i czekam. Mam nadzieję, że się doczekam.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl