Wczesna wiosna w Walencji

Czas: 29 stycznia, wieczór. Miejsce: Estadio Ciudad de Valencia. Wydarzenie: Levante UD 2-0 Getafe CF. Znaczenie: początek wiosny w Walencji. Wyjaśnienie: …

Jak nieciężko wyrachować, przytoczone wydarzenie miało miejsce na bez mała dwa miesiące przed początkiem kalendarzowej wiosny. Jednak właśnie wtedy symboliczna wiosna zaczęła się w Walencji, a dokładniej w drużynie Levante UD. Po 20. kolejkach rozgrywek bieżącego sezonu podopieczni Luisa Garcii byli czerwoną latarnią Primera Division. Zamykali wtedy ligową tabelę z 15. punktami na koncie, mając zarazem odnotowane zaledwie cztery zwycięstwa. Ileż jednak zmieniło się od tamtego czasu. Granicą oddzielającą, nazwijmy to umownie, „stare Levante” od „nowego Levante” jest wspomniane zwycięstwo 2-0 na własnym stadionie nad Getafe. Właśnie wtedy nastąpił przełom. Przełom, którego konsekwencje są wręcz niezrozumiałe dla obserwatorów hiszpańskiego futbolu.

Levante ostatnie dwa i pół miesiąca gra piłkę niebywale efektywną. Wyraźnie złapali właściwy rytm i pomimo nie najmłodszej kadry są aktualnie jedną z najsilniejszych drużyn w całej lidze. Od punktu granicznego, który określiliśmy w poprzednim akapicie, Levante rozegrało 12 meczów, z czego wygrało 8 (dwa razy więcej niż w pierwszych dwudziestu pojedynkach) i zdobyło… 27 punktów. Więcej niż w tym samym czasie Real Madryt! Nota bene jedyny zespół, który w przytoczonym okresie znalazł na Levante sposób. Więcej punktów w całej lidze zdobyła tylko Barcelona (o 3 więcej). Ten gigantyczny progres wywindował ekipę z Walencji na 9. miejsce w Primera Division. Lokatę wyżej znajduje się obecnie Espanyol Barcelona, który po 20. kolejce dołożył do swojego dorobku punktów… 8.

Chciałoby się zapytać, co wpłynęło na taki gigantyczny skok jakościowy beniaminka, który na początku roku był murowanym kandydatem do spadku. Paradoksalnie odpowiedź może być identyczna jak ta, od której fachowcy nie stronili, analizując przyczyny jeszcze do niedawna fatalnej postawy Levante. Mianowicie doświadczeni i obyci w ligowej rzeczywistości zawodnicy.  Dodajmy – szerzej nieznani. Do takich należą m.in. Ruben, Juanlu, Gustavo Munua, Sergio Ballesteros czy Javi Venta. Wszyscy oni mają już trzydziestkę na karku i o ile początkowo upatrywano w nich zaczątku kłopotów w Walencji, tak teraz jest diametralnie na odwrót. To właśnie wiekowość kadry wydaje się być kluczem do poprawy wyników sportowych. Nie można zarazem zapominać o dwóch młodych żądłach Levante z Ameryki Południowej, czyli Christianie Stuanim (Urugwaj) i Felipe Caicedo (Ekwador). Zdobyli oni łącznie 17 bramek w bieżących rozgrywkach.

Naturalnie następnym nasuwającym się pytaniem jest to o rzeczywiste możliwości Levante. Strata do szóstej, gwarantującej udział w Lidze Europejskiej, pozycji wynosi tylko 4 punkty. Czy stać na to zespół ze wschodniego wybrzeża Hiszpanii? Z przykrością dla zauroczonych dzielnymi bojami beniaminka muszę zakomunikować, że mocno w to wątpię. Ekipa z Estadio Ciudad de Valencia jest co prawda w formie, lecz przed nią trzy naprawdę trudne wyjazdy. Na goszczenie Levante sposobią się kolejno Atletico Madryt, Athletic Bilbao i Valencia. Dodatkowo na własnym stadionie przyjdzie zmierzyć się im z Barceloną. Nawet jeśli w pozostałych dwu meczach zgarną 6 punktów, to nie wystarczą one, ażeby zawitać do strefy europejskich pucharów. Przed Levante stoi więc bardzo ambitne zadanie. Do jego zrealizowania nie wystarczy już w Walencji wiosna. Tam musi nastać słoneczne lato.


pubsport.pl