Wejść z buta do wyspiarskiego klubu, czyli English dream Kapustki

Gdyby rok temu ktokolwiek nam powiedział, że przed startem sezonu 2016-17 w szeregach mistrza Anglii zobaczymy polskiego piłkarza, który w dodatku zadebiutuje z Barceloną… Ekhm, stop. Jest to scenariusz na tyle abstrakcyjny, że ostatnie dwanaście miesięcy Bartosza Kapustki speuntowałby najlepiej jego nowy klubowy trener, Claudio Ranieri. Mianowicie: Dilly ding dilly dong! Postanowiliśmy z zazdrości wejść na moment w buty byłego gracza Cracovii i zastanowić się, co go czeka na Wyspach.

Legenda Liverpoolu Ian Rush pisał w swojej biografii, że pierwsze dni w klubie mogą rzutować na cały okres spędzony w zespole. Walijczyk był jednym z najlepszych napastników świata, ale miał momenty zwątpienia, kiedy trafił w 1987 roku do Juventusu. Miał problemy z językiem i na dodatek czuł się w „Starej Damie” jak intruz, bo wszyscy patrzyli na niego wilkiem. Takie przynajmniej odnosił wrażenie, ale kiedy ciężko było mu zawrzeć jakąkolwiek niewymuszoną znajomość – uznał, że długo tam nie zabawi. Rok później grał już dla Leeds United. Kapustka nie będzie miał takich problemów choćby dlatego, że jest wujek Wasyl.

– Jest sercem Leicester. Poszedłem do prezesów i poprosiłem, aby przedłużyli z nim kontrakt – mówił o nim przed kilkoma dniami włoski menedżer „Lisów”. A skoro już o Włochach mowa – Paolo Di Canio przekonywał, że do szatni wyspiarskiego klubu trzeba wejść z buta. Najlepiej tak, żeby drzwi od razu wypadły z zawiasów. Bartek wybrał trochę inną opcję, na dzień dobry w gierce treningowej przylutował po widłach, a gracze Leicester wypalili z aprobatą: „Nice to meet you”.

Nie mamy wątpliwości, że chłopak ma jednak charakter – koledzy z Cracovii powtarzają, że przede wszystkim był bardzo skromny, ale na boisku emanował dużym spokojem i pewnością siebie. Kolejna ważna sprawa – Polak zgarnął numer 7 po dżentelmenie, o którym jeszcze rok temu Jay-Z mógłby rapować: „Nigga what, nigga who?”. N’Golo Kante w dwanaście miesięcy rozbłysnął na tyle, że sir Alex Ferguson nazwał go najlepszym zawodnikiem Premier League minionych rozgrywek, a Francuz czmychnął już do Chelsea.

Odnosimy zresztą wrażenie, że na młodych zawodnikach nic już nie robi wrażenia – nieznani szerszej publiczności (albo znani, ale tylko z YouTube) sami dodają sobie kopa na starcie poprzez odbicie się od klubowych legend. Trudno w to uwierzyć, ale kiedy Dybala przejął rok temu w Juve nr 21, to niektórzy włoski kibice pisali na Twitterze, że jakim cudem ten gówniarz ma czelność? Żeby tak stroić się w koszulkę z numerem, który nosili Zinedine Zidane czy Andrea Pirlo (ha, a dziś sami wciskają mu w ręce numer 10 po odejściu Pogby)? Kapustka tym samym może jeszcze szybciej zapracować na miano kozaka niż się to komukolwiek wydaje, ale koszulka Pumy zdaje się już na nim leżeć całkiem przyzwoicie.

Jego debiut z Barceloną pewnie już znacie – nieco zagubiony, ale bliski trafienia do siatki (ubiegł go Sergi Roberto). W meczu o talerz Wspólnoty (bo z racji prestiżu trudno poważnie traktować pół-sparing z Manchesterem United zakończony rezultatem 1:2) nie wystąpił. Zabrakło go też w artykule „The Daily Mail”, który następnego ranka publikował fotorelację z nawalonymi graczami mistrzów Anglii wytaczającymi się z jednego z lokali w Londynie. Na bruderszafty zatem jeszcze musi chwilę poczekać, ale wykonał ku temu kolejny krok – miał asystę (2:1) w meczu towarzyskim z New Saints, których możecie kojarzyć z szaleńczych bojów z Legią, więc z wnioskami należy wyluzować. Choćby dlatego, że pięć sytuacji z ekipą o tej nazwie miał kiedyś Władimir Dwaliszwili.

Dobra, pora, żeby przez sekundę było mniej przyjemnie, bo należy wymienić jego rywali. I zacząć od gościa, który w kwietniu wybrano do drużyny sezonu według PFA. Plus nagrodzono tytułem Piłkarza roku w Anglii według kibiców PFA. Riyad Mahrez. Na szczęście Bartek czuje się doskonale na lewym skrzydle, a jego medialny kolega zdobył serca fanów „Lisów” popisami na prawej flance (pamiętacie co wyrabiał w zeszłym sezonie z Azpilicuetą na własnym boisku przeciwko Chelsea?). Algierczyk ostatecznie nie odejdzie do Arsenalu i nie oszukujmy się – reprezentuje kosmiczny poziom. Dowód? W ostatnich dniach kręci klipy ze stacją BT Sports, gdzie w czterech próbach próbuje powtarzać najładniejsze trafienia w historii ligi (m.in. strzał z połowy Charliego Adama czy słynny wolej Paolo Di Canio w barwach West Hamu). Tak, jak się domyślacie – technika pozwala powtórzyć mu i takie zagrania…

Dalej? 26-letni Marc Albrighton. Rok temu pewnie kojarzyliście go z tego (mamy na myśli fanów innych lig niż Premier League), że miał ledwie ponad 70 skilla w FIFA 16. On sam pewnie nie pamięta wiele ze swojej przygody z Aston Villą, bo nie wydarzyło się tam nic godnego uwagi. Ale Ranieri w Leicester zrobił z niego użytek – sezon przywitał asystami, doskonale dorzucał piłki z lewej strony boiska, czy to w biegu, czy ze stałych fragmentów. Kolejny plus – nieźle współpracował z Christianem Fuchsem, którego miał za swoimi plecami. Nie oszukujmy się, nie jest to jednak chłop nie do wygryzienia.

Wreszcie – ostatni z bezpośrednich konkurentów – to też młodziak, 20-letni Demarai Gray. Też lewa flanka, też – jak Kapustka – operuje prawą nogą. Wiadomo, chłop jest born and raised w Anglii, więc doskonale odnajduje się w klimacie. Bartek na całe szczęscie ma szybkość, zwinność, szybką zmianę biegu. Mimo słabych warunków fizycznych – nie tak łatwo było go przewrócić, twardo trzymał się na nogach. Możliwe, że Ranieri będzie próbował go na 10-tce, ale do tego jeszcze daleka droga. Na razie trzeba utrzymać – brzmi to teraz dość groteskowo – formę z meczu choćby z Lechią Gdańsk. Na koniec swojej przygody z ekstraklasą nakrył czapką Milosa Krasicia, mając przedsmak rywalizacji ze sporymi nazwiskami (bo Krasić takim faktycznie przez moment w Juve i Serie A był), a Euro było tylko kolejnym krokiem naprzód. Krokiem, który okazał się jednocześnie spełnieniem marzeń. Bo Bartek przed wyjazdem do Francji powtarzał, że idealny scenariusz to dobra gra na turnieju, a następnie transfer do Niemiec lub Anglii…

wpis gościnny

Pubsport.pl
Pubsport.pl - wiadomości sportowe i publicystyka. Zapowiedzi i podsumowania meczów piłki nożnej, tenisa, sportów zespołowych oraz zimowych. Relacje na żywo! Wpadnij pogadać o sporcie!
http://www.pubsport.pl/