Wieczór sądu ostatecznego Chelsea – cz. I: Parken

Już za ponad godzinę Chelsea stanie przed ostatnią już chyba szansą na to, aby zrobić w tym sezonie cokolwiek, co mogłoby wywołać choćby minimalną radość na dość zasępionych od dłuższego czasu twarzach kibiców ze Stamford Bridge. Przed podopiecznymi (jeszcze) Carlo Ancelottiego pierwszy z dwóch dni, a raczej wieczorów, sądu ostatecznego: pierwsza batalia o ćwierćfinał Ligi Mistrzów.

Dzisiejszy rywal londyńczyków ? FC Kopenhaga ? nigdy nie była drużyną cieszącą się w Europie szacunkiem i prestiżem ? dopiero stawia pierwsze kroki na tej płaszczyźnie. Teoretycznie, dla z dnia na dzień zapominającej jak się gra w piłkę Chelsea, duński rywal (uważany także za najsłabszego spośród szesnastki najlepszych europejskich ekip sezonu 2010-2011) powinien być więc idealny na ostateczne przełamanie. Tylko ile już było w ostatnim czasie takich właśnie, idealnych na wspomniane przełamanie się, spotkań?

Biorąc pod uwagę systematyczne postępy kopenhaskich Lwów na arenie międzynarodowej (w rodzimej lidze w połowie sezonu mają już tytuł praktycznie w kieszeni), które nie biorą się z nikąd, a już na pewno nie z przypadku, stąpająca po najcieńszym lodzie drużyna mistrza Anglii wcale tak łatwo może w tym dwumeczu nie mieć.

Futbol prezentowany przez podopiecznych charyzmatycznego Stale Solbakkena najtrafniej i najkrócej można ująć słowem ?solidny?. Przynajmniej w Europie, bo na własnym podwórku Lwy przekonywująco gromią kolejnych rywali, prezentując przy tym atrakcyjny, ofensywny styl gry. Solbakken zapowiada, że nie zamierza się bronić, gdyż jego zdaniem kluczem do awansu będzie właśnie postawa ośmiokrotnego mistrza Danii w dzisiejszym spotkaniu na Parken.

A jak można określić styl prezentowany obecnie przez piłkarzy The Blues? Żaden. I niestety nic nie zapowiada, że coś w tej kwestii mogłoby się zmienić. Choć może właśnie rozgrywki o najbardziej upragnione na Stamford Bridge trofeum tak zmobilizują piłkarzy Chelsea, że dzisiejszy wieczór okaże się punktem zwrotnym w tym, niemalże już straconym, sezonie? Bo jak nie Champions League, to już chyba nic nie pomoże im wyjść z dołka. Dwumecz z Duńczykami będzie więc albo ostatecznym kresem drużyny Lamparda, Maloudy, Anelki i Drogby, albo dowodem na to, że wspomnianych stać jeszcze na bycie wielkimi.

Tak więc czy awans do fazy pucharowej Kopenhagi, określany przez duńskie media jako kamień milowy w duńskiej kopanej okaże się tylko przystankiem w drodze po sukces przed duże S, czy odrodzeniem wielkiej Chelsea? Zależne jest to przede wszystkim od zespołu Niebieskich i od tego czy pragnienie osiągnięcia do tej pory nieosiągalnego jest w nich jeszcze tak duże, aby byli w stanie wznieść się na wyżyny przypominając wszystkim, że to jeszcze nie jest koniec drużyny, która dziewięć miesięcy temu świętowała potrójną koronę.


pubsport.pl
Adrian Adamus
tu piszę: http://www.angielskapilka.com/ http://futbolnanie.blox.pl/html
http://www.myspace.com/adek666a