Wielka drużyna małą drużyną, wielki piłkarz małym piłkarzem, a dla kontrastu nieoceniony Leo Messi

Największe odkrycie brazylijskiego mundialu James Rodriguez zakończył już swój udział w Copa America. Nie poprowadził Kolumbii do sukcesu, jego drużyna mimo wielkiego potencjału ofensywnego i wszelkich danych ku temu, by grać z polotem i fantazją, męczyła nas siermięgą, a momentami jakby Los Cafeteros zapominali się, kim są i rozpaczliwi bronili się pod naporem chociażby Argentyny, owszem drużyny bardzo solidnej, zapewne o największej sile rażenia spośród wszystkich rywalizujących na chilijskich boiskach, ale przecież Kolumbijczycy pretendowali do uzyskania kontynentalnego prymatu. Tak czy inaczej James to niestety chyba największe rozczarowanie całego turnieju, natomiast Kolumbia jako zespół sprawiła zdecydowanie największy zawód. Leo Messi z kolei nie próżnuje, on gra pierwsze skrzypce w drużynie argentyńskiej. As Barcelony już po raz wtóry mierzy się z legendą Diego Maradony, czy tym razem podoła wyzwaniu, czy wypełni narodową misję? Jeśli tak, wszyscy Argentyńczycy pochylą przed nim głowy w uznaniu zasług, które w takim wypadku bez dwóch zdań przewyższą dokonania boskiego Diego.

Zwycięstwo nad Kolumbią Argentyńczycy okupili wielkim podenerwowaniem. Seria rzutów karnych, to zawsze loteria, a wielką niesprawiedliwością by było, gdyby skupieni wyłącznie na odpieraniu ataków Albiceltestes gracze Kolumbii ostatecznie zmogli plejadę gwiazd, którą kieruje Gerardo Martino. Argentyna wygrała konkurs jedenastek i jest już w półfinale Copa America. Mocno poniewierany Leo Messi w tej chwili jest już gotów, by prowadzić swoją reprezentację do zwycięstw. Wiele dryblingów, wszelako nie tak nonsensownych, jak spora część tych, do których ucieka się Neymar. Dowodzenie drużyną ze środka pola, zmienność pozycji, postawa fair wobec rywali, to wszystko tworzy ideał współczesnego piłkarza.

Gerardo Martino uważa, że Leo Messi już nie jest tak spektakularny, jak przed laty. Ciekawe spostrzeżenie, ja nie podzielam tej opinii, Messi wciąż umie bowiem włączyć swoje turbodoładowanie i mijać osłupiałych rywali, jak slalomista tyczki. Starcie z Kolumbią było pierwszym poważnym wyzwaniem dla gwiazdy Barcelony na Copa America, gwiazda sprostała oczekiwaniom fanów i ekspertów. To był trudny mecz dla Messiego, rywale go nie oszczędzali, był wiele razy kopany, ale nie mimo to nie zraził się, znowu zachował olimpijski spokój, sam gola nie zdobył, a szansę ku temu miał wyborną, tym niemniej był decydującym trybem w tej argentyńskiej maszynie, mechanizm funkcjonował dość sprawnie właśnie dzięki niemu, to on napędzał akcje. Tym samym po raz kolejny pokazał swoją wyższość nad Cristiano Ronaldo, udźwignął ciężar gry i piętno boiskowego lidera, tymczasem Cristiano zwykle liczy na innych.

Oczywiście to nie był żaden popis Messiego, ale na takich turniejach nie to się liczy, przypomnijcie sobie mundial. Na MŚ Leo nie grał źle, ale też szału z jego strony nie było, mówiąc najdelikatniej. Jednak jakie to ma znaczenie, Argentyna zagrała w finale, a jej najlepszy piłkarz na dobrą sprawę przeczłapał do starcia z Niemcami cały turniej, na moment tylko budził się z letargu, by kiedy trzeba było, wpakować piłkę do siatki.

Angel di Maria na Copa America jest, jak to on, przebojowy, błyskotliwy i bardzo kreatywny. Ma ten błysk, jak mówią Hiszpanie, chispę. Kun Aguero wczoraj nie miał najlepszego dnia, ale generalnie również można na nim polegać. Czasami z dobrej strony pokaże się Javier Pastore, blok obronny w ryzach trzyma El Jefito(szefuncio) Javier Mascherano. Ta drużyna jest stworzona do wielki rzeczy.

James Rodriguez umie strzelać przepiękne gole, ale na turnieju w Chile zawiódł na całej linii, rola lidera go przerosła, co może dziwić, bo w Realu bez pytania podejmował się jej nieraz wspaniale. To on jest, a właściwie teraz należy mówić w czasie przeszłym, był- największym rozczarowaniem tegorocznego Copa America. Neymar zachował się karygodnie, zarobił czerwoną kartkę, która wykluczyła go z dalszych występów, ale abstrahując od jego wprost gorszącego postępku, trzeba uczciwie przyznać, że ciągnął tę Brazylię swoimi fenomenalnymi dryblingami i indywidualną grą. James nie zdołał wzbić się na ten sam poziom. Szkoda.

Argentyna prowadzona przez Gerardo Martino może nie porywa na razie swoją grą, tym niemniej widać gołym okiem, że ma nowe oblicze, były trener Barcelony nie chce wypracować automatyzmów i schematów gry, wszystko ma powstawać spontanicznie i nieszablonowo. Sabella zaszczepił swojej drużynie taktykę urągająca godności takich geniuszy piłki, jak Messi. Martino nie jest minimalistą, choć bywa, że jego drużyna męczy się okrutnie. Tak czy owak w zespole argentyńskim wzrosła rola Angela Di Marii, także Leo Messi rośnie w siłę. Już nie przemierza w tempie spacerowym zielonej murawy, teraz czasami mknie po boisku jak piłkarz odrodzony i taki który ma natchnienie do kopania skórzanej kuli.

Czy za potworne męki Argentyńczyków można winić Gerardo Martino. Jego Barcelona była upokarzana, w pewnym momencie zafrasowany trener złożył samokrytykę. ”Nie zasłużyłem na drugą szansę” słowa wypowiedziane po zremisowanym spotkaniu z Getafe, które miało położyć się cieniem na ostatnich meczach sezonu 2013/14 były naprawdę dobitne, wyrażały niezwykłą pokorę i ból, jaki czuł Martino. Dziś być może mamy do czynienia ze złotą generacją piłkarzy argentyńskich, Martino tego nie popsuje, bo to świetny trener. Nie jest konfrontacyjny i kłótliwy, czasem może nawet nazbyt empatyczny, ale jego trenerski kunszt nie podlega dyskusji. Wróżę Argentynie końcowy triumf na Copa America 2015.

*

Czy porażka ze znacznie słabszym niż przed laty Paragwajem w ćwierćfinale Copa America wyznacza ostateczny upadek piłki brazylijskiej?Roque Santa Cruz i Nelson Valdez to gracze, którzy stanowią dziś o sile ofensywnej tej drużyny, która na mundialu w RPA grała obiecująco, ale to był chyba przypadek, dziś bowiem nie imponuje. Jeśli gola strzela Robinho, piłkarz stracony przed laty, symbol brazylijskiego uroku, po Adriano, Ronaldinho i jeszcze kilku naprawdę perspektywicznych piłkarzach Robinho był kolejnym, któremu brakowało profesjonalizmu. Kiedyś podziwiał go Neymar, grali razem w Santosie, Robinho przed kilkoma laty przybył na Santiago Bernabeu, gdzie miał być jedną z gwiazd okresu galaktycznego, ale szumne zapowiedzi o jego niezwykłym talencie były wyraźnie przesadzone. W Milanie Robinho nie wyszedł z impasu, strzelecka indolencja przybierała na sile, a frustracja kibiców rosła niepomiernie. Dziś jednak Robinho znowu gra w reprezentacji i musi jej coś dać. Jest to miarą beznadziei brazylijskiego futbolu. Pisałem niedawno, że ta dzisiejsza reprezentacja Canarinhos jest najsłabsza w historii, niestety nie jest to jakaś brawurowa teza, pewnie wszyscy przyznają mi rację. Futbol brazylijski toczy jakaś ciężka choroba, która spowodowała zmierzch już wielu piłkarskich potęg, czy jej głównym i najpoważniejszym objawem jest tzw. wypalenie, zmęczenie materiału? Być może, w każdym razie Brazylia kiedyś urzekająca kibiców swoją grą dorobiła się niechlubnego miana futbolowej brzyduli. Tak kibice brazylijscy szydzili ze swoich piłkarzy po meczu z Chile na mundialu, meczu wygranym w bólach po serii rzutów karnych.

Swego czasu Sergio Busquets przekonywał, że najlepsza wersja Barcelony, z jaką mieliśmy przywilej obcować za czasów Pepa Guardioli definitywnie upadła. Było w tym stwierdzeniu sporo bólu, pogodzenia się ze swoim losem, swą niedolą, ale czy rutynowany piłkarz Barcy aby nie przesadził? Jak widać, można podnieść się po kryzysie, dzisiaj Barcelona jest postrachem dla wszystkich na świecie, zdobyła ”triplete”. Tak więc nigdy nie można się poddawać, a część Brazylijczyków już chyba skapitulowała. Symbolem ich odrodzenia mógłby być Neymar, to on jak prawdziwy lider powinien dać impuls do głębokich zmian, służących poprawie sytuacji Canarinhos, jednak sam Neymar wiele nie zdziała, owszem, piłkarzem jest genialnym, w przyszłości może dawać Barcelonie nie mniej radości niż żywa legenda tego klubu Leo Messi, jednak fanów reprezentacji Brazylii rozpieszczać raczej nie będzie w stanie. Może dryblować wciąż, ale jeśli nie otrzyma pomocy od partnerów, będzie piekielnie trudno cokolwiek zrobić. Neymar grając w reprezentacji, jest wszędzie na boisku, jest niezmordowany, ale czasem budzi się w nim instynkt autodestrukcji. Podczas meczu z Kolumbią już w fazie grupowej Copa America wybuchnął złością i pozbawił swoją i tak skazaną na klęskę drużynę tych minimalnych szans na sukces. Joga bonito, czyli piękna gra stanowiła przed laty wizytówkę brazylijskiej piłki, znak firmowy tamtejszego futbolu. Ronaldinho był stworzony do odgrywania piłkarskich spektakli, dzisiaj Neymar również ma takie predyspozycje, ale gdzie jest reszta wirtuozów? Rzecz niebanalną z piłką potrafi zrobić może Wilian, ale nikt poza nim, Oscar nie został powołany, a czasami potrafił czarować swoją grą. Dunga to trener skrajnie pragmatyczny, Brazylijczykom to nie odpowiada, więc ból jest podwójny, gdyż nawet w przypadku zwycięstwa na Copa America lud miałby olbrzymie pretensje. W Brazylii, gdzie piłka jest opium dla mas, wymaga się piękna, które ma rozweselić przybitych swoją nieraz ciężką sytuacją życiową ludzi.

Atmosfera wokół reprezentacji Brazylii gęstnieje, opiniodawcy sobie z niej ironizują, zresztą nie bez podstaw. Bogiem współczesnego futbolu jest Argentyńczyk Leo Messi, tak znienawidzony przez Brazylijczyków, ale mimo to oni cały czas głęboko wierzą, że Neymar wkrótce stanie się zbawcą narodu, niektórzy są już święcie przekonani o tym, że dostał boski dar do kopania piłki. Jorge Valdano uważa, że futbol to nic więcej niż odzwierciedlenie stanu ducha, jeśli tak jest w istocie, Brazylia ma marne widoki na lepszą przyszłość. Wygląda na to, że kres futbolowego imperium dokonuje się na naszych oczach. Powinniśmy nad tym boleć. Dani Alves to piłkarz doświadczony, ale też jeden z niewielu, którzy mogą się w jakimś stopniu przyczynić do poprawy sytuacji Canarinhos, Neymar może jednak nie jest sam, ale to marne pocieszenie, że ma paru ludków do pomocy, a i to nie jest pewne. Dunga zostanie prawdopodobnie zwolniony, niczego to wszakże nie zmieni, jeśli Brazylijczycy nie zaczną myśleć racjonalnie. Jeśli stery w zespole obejmie po raz kolejny Scolari, będzie to idiotyzm w stylu brazylijskim. Wygląda na to, że w Brazylii mają ogromne skłonności do samozniszczenia, to co dzieje się na szczytach władzy woła o pomstę do nieba, może jest jeszcze żałośniejsze niż gigantyczna niemoc piłkarzy. Dla Kolumbii porażką z Argentyną nie jest końcem świata, bo może uda się następnym razem, ale Brazylia zapewne szybko się nie podniesie.

 Bartłomiej Najtkowski

barteknajtkowski.blox.pl


pubsport.pl