Wielki finał. Wielka Barcelona.

Jak tak spojrzałem w historię swojego bloga to wyszło, że o LM pisałem do tej pory tylko trzy razy. Raz w zachwycie nad Manchesterem United, drugi raz nad Barceloną, trzeci raz wyrażając zadowolenie nad pojawieniem się w decydującej fazie LM drużyn, które nieczęsto tam bywają. Przy czym ostatni z tych wpisów pojawił się 8 kwietnia 2010. I nie ukrywam: Liga Mistrzów powszednieje, te wtorki już nie są obiektem westchnień przez cały długi tydzień, czy nawet dwa tygodnie jak bywało to drzewiej. Ale już wielu o tym pisało i ja tego nie będę ciągnąć. Kilkoma słowami wspomnę o tegorocznym finale.

I meczu jego godnym. Może nie do końca w sensie sportowym, bo jednak trochę jednostronnym. Godność ta objawiła się w sprawach okołosportowych. We wzajemnym szacunki rywali przed, a także po spotkaniu. W niewielkiej ilości fauli, kłótni z sędziami, symulek. Wprawdzie zawodnicy sfrustrowanego Manchesteru kilka razy zaatakowali trochę ostrzej, ale nie zarzutowało to na całościowym oglądzie spotkania. Obie drużyny interesowała głównie gra w piłkę. Barcelona robiło to jak zwykle świetnie. Nawet jeśli komuś się ten styl nie podoba – jak widać jest niezwykle skuteczny. Jeśli ktoś uważa że Busquets i Dani Alves to czołowi symulanci Europy myli się – takich jak oni jest niestety mnóstwo. Aczkolwiek w sobotnim finale żaden z nich swoich umiejętności aktorskich nie prezentował. Był to mecz dwóch szanujących się ekip. No i dwóch chyba największych marek w piłkarskim, klubowym światku – marki Barcelony, la Masii i Guardioli oraz marki sir Alexa Fergusona. Tak jak dwa lata temu, tak i teraz magia wychowanków barcelońskiej szkółki pokonała dyscyplinę Szkota. Czy za rok stanie się to znowu? Wszak czas już żeby w końcu komuś udało się obronić tytuł najlepszej europejskiej drużyny klubowej. W ostatniej dekadzie nikt na to nie zasługiwał tak jak teraz zasługuje FC Barcelona. Choć jednak czy może nie lepiej żeby ta zagadka obrony tytułu była wieczna? Lepiej to może nie jest najlepsze słowo. Ale ciekawiej jak najbardziej.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl