Wielkie Derby, wielkie hity – uczta konesera

Jeżeli w jednej kolejce Szeged gości Barcelonę, a Lwy podejmują Vive, wiedz, że coś się dzieje. Jeżeli na dodatek w programie dostrzeżesz derby wszystkich derbów – legendarne starcie Zebr z Wikingami – sprawdź jeszcze raz. Być może to właśnie 3. kolejka Velux Champions League…

Na takie mecze czeka się miesiącami. Dla jednych będą to najważniejsze starcia sezonu, dla innych niezwykle prestiżowa walka o 2 punkty. Co by się jednak nie działo, emocji na pewno nie zabraknie… To wiedzieliśmy już przed tygodniem. Apetyty rozbujane do granic możliwości za sprawą aperitifu w postaci dwóch pierwszych rund Ligi Mistrzów zaspokoić mogły tylko starcia na niebiańskim poziomie, o równie wytwornej dramaturgii. Zawiedliście się? Ja daleki jestem od takiego stwierdzenia, niewątpliwie mam o czym pisać…

Kill the Kiel!

„Derby Północy”, bowiem tak określane jest starcie odwiecznych wrogów z Kilonii i Flensburga, to najbardziej zaciekła rywalizacja w całym handballowym światku. Nigdzie indziej na świecie nie znajdziemy dwóch klubów z tak bogatą historią oraz mocno zakorzenioną tradycją, walczących ze sobą o panowanie w regionie, kraju i Europie. Najsłynniejsze starcie obu ekip miało miejsce przed dwoma laty w Kolonii, w finale Ligi Mistrzów. Górą był zespół Wikingów. Ostatnio, w Superpucharze Niemiec, triumfowały Zebry. Wracając do tego co tu i teraz, 85. derby zapowiadały się aż nadto ciekawie. Niemogący udowodnić swojej jakości Kiel oraz grający wspaniałą piłkę ręczną, lecz nieudokumentowaną punktami, Flensburg, stanęli przed szansą pokazania sobie, kibicom oraz całemu światu na co ich naprawdę stać. Atmosfera podgrzana piętnem historii zdawała się rozwiewać wszelkie wątpliwości: tylko głupiec przejdzie wobec tego meczu obojętny.

Spotkanie rozpoczęło się tak, jak z dużą dozą prawdopodobieństwa można było zakładać już przed pierwszym gwizdkiem arbitrów. Założenia taktyczne Flensburga opierały się na natychmiastowym kończeniu akcji rzutem oraz mocnej postawy defensywnej. Dzięki temu Wikingowie nadali spotkaniu kosmiczne tempo, a intensywność gry wymuszała olbrzymie zmęczenie zawodników. „Na tyle krawiec kraje na ile mu materiał staje” – tym przysłowiem zdawał się kierować Lubomir Vranjes, szkoleniowiec Wikingów. Uznał on, iż to właśnie jego zespół posiada więcej materiału. Szwed serbskiego pochodzenia swojej szansy upatrywał w większych zasobach ludzkich – ławka drużyny z Flensburga wyglądała znacznie solidniej. Wyróżniający się niziutkim wzrostem trener (166 cm) postawił wszystko na jedną kartę. Zamysł „Ljubo” pracował bez zarzutu, bowiem to właśnie Wikingowie nadawali ton grze. Ponadto, wybornie dysponowany był Kevin Moller, który szczególnie w początkowej fazie spotkania odbijał niemalże wszystkie rzuty rywali. Mimo wszystko, kilończycy nie pozwalali odskoczyć rywalom, mało tego, nieraz wychodzili na prowadzenie. Zachowawcza strategia Alfreda Gislasona przyniosła swoje żniwa dopiero na 10 minut przed końcem spotkania. Flensburg „wypstrykał” się ze wszystkiego, a siła spokoju islandzkiego trenera triumfowała nad frontalnym atakiem rywali. Zmęczeni przeciwnicy zostali rozstrzelani przez Domagoja Duvnjaka oraz zatrzymani przez Nikolasa Katsigiannisa. Dla Wikingów było to zdecydowanie zbyt dużo. Na niewiele zdał się zatem geniusz skrzydłowych oraz szaleńcze próby Holgera Glandorfa. Po godzinie walki Sparkassen Arena eksplodowała – tablica świetlna wskazywała 27:23 dla gospodarzy. THW triumfuje w hicie, Zebry wracają na właściwie tory. Flensburg, jak zdążył nas już przyzwyczaić, zagrał świetny kawałek szczypiorniaka, szkoda jedynie, że punkty nie ciągną do portowego miasta…

Grupa A

Nie mogło być inaczej – „Derby Północy” uznane zostały meczem kolejki. W cieniu wielkiej, niemieckiej rywalizacji toczyły się również inne spotkania „płockiej” grupy tegorocznej Ligi Mistrzów:

Na początek, w słoweńskim Celje, naprzeciw miejscowej Pivovarnej stanęli Nafciarze. Płocczanie na wyjazdowe starcie jechali z jasno określonym celem – odnieść pierwszy, grupowy triumf. Z podobnymi ambicjami do spotkania podchodzili słoweńscy zawodnicy. Obie ekipy zdawały sobie sprawę z wyrównanego potencjału zawodniczego oraz identycznych oczekiwań wobec środowego starcia. Nieznacznie lepiej kadrowo prezentowała się Wisła, a na dodatek tuż przed meczem kontuzji doznał lider Słoweńców, Miha Zarabec. Po godzinie walki to właśnie Nafciarze mogli odetchnąć z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

Na swoją wiktorię Wiślacy zapracowali w ogromnej mierze podczas pierwszych 30 minut. Energiczny Corrales w bramce oraz świetnie dyrygujący grą Żytnikow sprawili, że Nafciarze dominowali w każdym jednym elemencie gry. Koncertowa gra płocczan w obronie owocowała licznymi kontratakami, której udokumentowaniem była siedmiobramkowa przewaga zabrana ze sobą do szatni. Obraz gry uległ diametralnej metamorfozie po zmianie stron za sprawą świetnie dysponowanego Ivana Gajica w bramce słoweńskiej drużyny. Celje rzuciło się w zaciekłą pogoń za polską drużyną. Uwagi poczynione przez Branko Tamse, trenera Pivovarnej, przyniosły oczekiwany rezultat, jego drużyna mozolnie odrabiała straty. W 46. minucie gospodarze zniwelowali straty do 19:21, a o czas poprosił Manolo Cadenas. Hiszpan przywołał do porządku swoich podopiecznych, którzy nie dali już wydrzeć sobie dwóch punktów. Mecz zakończył się wynikiem 25:28, a najlepszym strzelcem spotkania okazał się Ziga Mlakar, z dorobkiem sześciu trafień.

Wycieczkę do Turcji bezproblemowo przebyli gracze P$G, rozprawiając się z tamtejszym Besiktasem 30:40. Dziesięć bramek zapisał na swoje konto Mikkel Hansen, zostając tym samym liderem klasyfikacji strzelców. O wiele cięższa przeprawa czekała MVM Veszprem, które dopiero w ostatnich sekundach zapewniło sobie zwycięstwo na niesamowicie gorącym terenie w Zagrzebiu (20:21). Ostatnią, decydującą bramkę zdobył najskuteczniejszy gracz dnia – Gasper Marguc.

Dzięki wygranej w stolicy Hrvatskiej, Madziarzy zdetronizowali Chorwatów z pierwszego miejsca w grupie. Na drugie miejsce wskoczyło P$G, a za nimi uplasowało się THW. Wisła zajmuje 5. miejsce. W przyszłym tygodniu Nafciarze, u siebie, podejmą THW, a najciekawiej zapowiada się starcie paryżan z młodą drużyną z Zagrzebia w mieście Wieży Eiffla.

Grupa B 

Najciekawszą pozycją dla polskich kibiców było starcie mistrzów Polski z v-ce mistrzami Niemiec. O spotkaniu w SAP Arenie pisałem już we czwartek, na gorąco po meczu. Tak, jak się spodziewaliśmy obrona Sławomira Szmala została wyróżniona najlepszą i najefektowniejszą interwencją kolejki, zaś trafienie z kontry Tobiasa Reichmanna uznano jednym z najpiękniejszych trafień. Dziwi jedynie brak Michała Jureckiego w zestawieniu najlepszej „siódemki”. Echa remisu na niemieckim gruncie ucichły, sprawdźmy co działo się na pozostałych arenach…

Identycznymi wynikami zakończyły się starcia Montpellier z KIF Kolding oraz Vardaru z Kristianstad. Macedończycy oraz Francuzi pewnie pokonali swoich rywali 30:25. Większych emocji dostarczyło jednak starcie Picku Szeged z Barceloną.

Madziarzy od samego początku postawili ciężkie warunki hiszpańskim przybyszom. Węgrzy prowadzili przez całą pierwszą połowę, Blaugrana zaatakowała dopiero w końcówce. Taki sam przebieg miała druga odsłona spotkania. Grająca bardzo kolektywnie ( 4 graczy rzuciło po 5 bramek) Duma Katalonii pokonała Pick 28:30. Wśród Węgrów wyróżniał się duet BaloghBombac, lecz nie wystarczyło to na dobrze dysponowanych obrońców tytułu.

Grupowej tabeli przewodzi Vardar oraz reńskie Lwy, które stoczą ze sobą hitowy pojedynek w najbliższy weekend. Czwarte Vive podejmie piątych Szwedów we własnej hali, zaś Barcelona gościć będzie Montpellier. Ostatnie KIF (bez choćby jednego punktu) ugości zespół z Segedynu.

Wśród zespołów z grup C i D jedynym niepokonanym zespołem pozostał Mieszkow Brześć z Rastko Stojkovicem w składzie. Białorusini są głównym kandydatem do zwycięstwa w grupie C. W grupie D walka jest niezwykle wyrównana i każdy ma jeszcze szanse na końcowy triumf.

Za nami zdecydowanie najbardziej emocjonująca oraz stojąca na najwyższym poziomie kolejka tegorocznej edycji Velux Champions League. Zapowiadane z dużą pompą hity przyniosły niesamowite widowiska okraszone wieloma pięknymi zagraniami. Ja, patriotycznie, wybrałem interwencję kolejki- „Sławomir Niewiarygodny Szmal”:

 

TERMINARZ I TABELE LM >>

Więcej moich prac również na portalu mim24.pl!


pubsport.pl