Wierzę w kolarstwo

Oskarżenie jak grom z jasnego nieba, fala ogromnej krytyki, groźba odebrania tytułów, zapewnienia oskarżonego o niewinności, rozłam całego światka kolarskiego, pierwsze, a później coraz bardziej wiążące decyzje o zawieszeniu i w końcu… uniewinnienie. Po sprawie Franco Pellizottiego teraz i Alberto Contadora spotkał taki scenariusz.

Może przypomnę: Pellizotti po swoim najlepszym sezonie w karierze został oskarżony o doping z powodu anormalnych wyników w paszporcie biologicznym (to chyba ulubione sformułowanie UCI w ostatnich latach). Dzień przed rozpoczęciem Giro status Pellizottiego został zmieniony się na nieaktywny i trwał ten stan aż do października. Innymi słowy – Włoch stracił cały sezon. W końcu został uniewinniony. Choć wielu (czy wręcz większość) ekspertów od początku nie wątpiło w czystość kolarza Liquigasu. Przypomnę może jeszcze fakt że w samej komisji antydopingowej UCI zaledwie trzech spośród dziewięciu jej członków uznało Pellizottiego za podejrzanego. Jednak w myśl przepisów tej organizacji – to wystarcza. Kilka dni temu zakończyła się, miejmy nadzieję, sprawa Alberto Contadora – największego i najwspanialszego kolarza ostatnich lat. Wobec którego oskarżenia brzmiały śmiesznie. Znowuż niemal cały świat znawców stanął po stronie zawodnika. Jednak trwa wciąż ta tendencja żeby tych kolarzy jak najostrzej, jak najczęściej i najgęściej sadzać na zawieszenia. Niezależnie od tego jak mgliste miałyby być przyczyny. Wiem że w tej dyscyplinie doping stanowi duży problem. Gardzę takim człowiekiem jak Ricardo Ricco, który kilka dni temu omal się nie zabił przeprowadzając transfuzję krwi w warunkach domowych. Ale w kolarstwo, jako sport, wierzę. To już chyba trzeba tak nazywać, bo mnogość afer dopingowych jest przytłaczająca. Nie zmienia to jednak faktu piękna tej dyscypliny. A sprawy Pellizottiego i Contadora jeszcze wzmacniają tę wiarę. To już chyba jest taki pewien stan świadomości umykający racjonalizmowi. Jakoś już wrzucam w koszty, że któryś z tych bohaterów za kilka dni bądź tygodni może okazać się złodziejem zwycięstw. Zaś ja po raz kolejny okażę się być oszukanym. To jest zbyt piękna i wspaniała dyscyplina. Na szczęście Contador stracił tylko przerwę zimową, więc i my, kibice, nie straciliśmy wiele i już możemy szykować się na kolejne wyścigi z jego udziałem. Zaś Pellizottiemu życzę wygrania procesu z UCI o kosmicznego odszkodowania za cały stracony sezon, który mógł być jego sezonem.

Alberto Contador dzień po odwieszeniu wystartował w portugalskim wyścigu Volta ao Algarve. Wczoraj wyścig się zakończył zaś popularny el Pistolero zajął w nim czwarte miejsce. Śmiało można uznać to za dobry wynik. Niech zacznie on cały dobry sezon dla Contadora, niech się też wiedzie Pellizottiemu, niech się wiedzie coraz widoczniejszym w światowym peletonie Polakom, ekipie CCC Polsat która z licencją pro-continental niedługo wystartuje w Vuelta a Catalonia, niech sukcesem sportowym i organizacyjnym będzie Tour de Pologne. I nie słyszmy już o kolejnych aferach. Jak się zastanowić, to nawet cieszy fakt że w ostatnim roku najgłośniejsze sprawy dopingowe kończyły się uniewinnieniami. To znaczy że światowe kolarstwo powoli pokonuje ten problem. Oczywiście nie przestaję krytykować UCI i innych światowych (a także takiej jednej francuskiej) organizacji za to co zrobili z Contadorem i Pellizottim. Ale kawałek dobrego też uczynili. I im też niech się dzieje jak najlepiej w sezonie 2011. Ta piękna dyscyplina chyba już się odbiła od dna. I już nie długo będą się nią interesować już nie tylko ci co nieco irracjonalnie w nią wierzą.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl