Wisła to nie walec, ale nie boi się gdy ciemno jest

Po wygranych meczach ze Śląskiem Wrocław i z Odense, spodziewałem się, że Wisła rozjedzie Widzew jak walec. Nie zagrała jednak znacząco lepiej niż w spotkaniach z Górnikiem, czy Podbeskidziem i gdyby mierzyła się z mniej przerażoną samą obecnością na stadionie Wisły drużyną, wcale nie musiała tego wygrać.

Bohater

Ivica Iliev. Świetnie się patrzyło na to, co Serb robił z Dudu. Fakt, że lewy obrońca Widzewa jest bardzo dobry głównie jeśli chodzi o grę do przodu, a im bliżej bramki tym słabiej się prezentuje, jednak Iliev robił z niego wiatrak cały czas. Mijał go z wielką gracją, pełną dynamiką. No pięknie. Tyle, że niekonwencjonalny drybling jest dla Ilieva również największym… problemem. Gdyby nie umiał, to po prostu by strzelał. A tak ma tendencję do zakiwania się na śmierć. Nie wiem, jak facet, który prawie w ogóle nie oddaje strzałów, mógł zostać królem strzelców czegokolwiek. A Iliev został i to nie byle czego, bo ligi serbskiej i nie w 1972 roku, a w 2011. W polskiej lidze nie strzelił jeszcze ani jednej bramki, choć zazwyczaj za występy jest chwalony.

Antybohater

Maciej Mielcarz to bramkarz – niedźwiedź. To znaczy, jak jest dobrze obudzony, to swoimi łapskami sięgnie w każdy zakątek bramki i nie da mu się strzelić gola. Jak prawdziwy niedźwiedź, czasem jednak śpi. A, że mamy zimę, to pomyślał, że to znakomity moment na hibernację. Koledzy nie powiedzieli mu, że w lidze jest wiosna, więc w 33. minucie bał się wyjść na piąty metr od własnej bramki. Jeśli już zdecydował się zostać na linii, to miał na niej wyczyniać cuda. Tymczasem gdy Cvetan Genkow strzelał głową, on się nawet nie ruszył. Nawiasem mówiąc, podobno jest z tego samego gatunku, co Łukasz Sapela z Bełchatowa i na Wiśle zawsze zawala bramkę.

Co ciekawego

– Przed meczem wyciągnięto na szczyt stadionu kolejną gigantyczną koszulkę w ramach akcji „Powrót legend”. Tym razem uhonorowano Kazimierza Kmiecika.

– Przezabawnie było na trybunach. Szacunek dla kibiców Wisły (tych z młyna), którzy zorganizowali mikołajkową akcję. Zdecydowali się zaprosić do siebie dzieci z domów dziecka, szkół i klubów sportowych, a później dopuścili ich do dopingu. A właściwie cały doping kręcił się wokół nich. Najlepsze momenty (jeśli jestem okrutny, wybaczcie): „Sanki są w zimie, rower jest w lato, jestem za Wisłą, dziękuję ci tato” (przypominam, że tam było również trochę dzieci z domów dziecka :-). Inna wybitna przyśpiewka to: „Nie boję się, gdy ciemno jest, jestem kibicem Wisły TS”. Akcja mi się podobała, nie było ani jednego bluzgu (zamiast tego: „sędzia kalosz”). Ciekawe, czy np. Legia weźmie przykład i wpuści na „Żyletę” warszawskie dzieci? Tylko niech stołeczni fani zaprzestaną na ten jeden mecz rozprowadzania narkotyków na trybunach 🙂

– Ławka rezerwowych Widzewa trochę z konieczności przypominała zespół Młodej Ekstraklasy. Siedzieli na niej: Kaniecki (23 lata), Okachi (20), Ostrowski (29), Stępiński (16! on akurat wszedł na boisko i jest najmłodszym piłkarzem w lidze), Mroziński (19), Serwaciński (21) i Dybiec (20).

– Widzew był rozczulająco nieporadny. Sam nie mogę uwierzyć, że tydzień temu wygrał w Poznaniu.

– Podoba mi się rozwiązanie zastosowane na trybunie prasowej, gdzie umieszczone są telewizory z transmisją meczu na żywo, z powtórkami. W ten sposób można uniknąć pisania w relacji „ewidentny błąd sędziego”, a po przyjściu do domu konieczności czerwienienia się z powodu popełnionego błędu.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl