Wiślacki kryzys wciąż trwa

 Wisła Kraków po nieudanym sezonie miała wrócić na swoje miejsce w ligowej hierarchii. A gdzie jest jej miejsce według kibiców i działaczy krakowskiego zespołu – wiadomo, na szczycie. Latem była mała rewolucja, były zmiany, a co się z tym wiązało – były również spore oczekiwania dotyczące gry Białej Gwiazdy w tym sezonie. Rzeczywistość dla wiślaków okazała się jednak brutalna, a plany dotyczące mistrzostwa, tak się przynajmniej wydaje na ten moment, chociaż niczego absolutnie nie można przesądzać, zostały boleśnie zweryfikowane.

Pierwszy mecz, z Bełchatowem, drużyna Probierza  nie wygrała bez problemów. Zwycięstwo już w doliczonym czasie gry musiał ratować Genkov. Ale oglądaliśmy gospodarzy tamtego spotkania grających długimi momentami naprawdę nieźle. Może nie było to jeszcze to, czego oczekiwaliby kibice klubu spod Wawelu, ale pojedyncze akcje nierzadko się zazębiały, widzieliśmy dużo gry na jeden, dwa kontakty, ruchliwość Meliksona i Ilieva. Zmysł tej dwójki do gry kombinacyjnej. To się przyjemnie oglądało.

Z tygodnia na tydzień, z meczu na mecz, zaczynało wyglądać to coraz gorzej, aż w piątek, z Pogonią, było już fatalnie. Gracze Białej Gwiazdy akcje od spotkania z Podbeskidziem rozgrywają kompletnie bez pomysłu, nie widać u nich boiskowej agresji, brakuje chęci podejścia wysokim pressingiem, w  grze nie ma ani płynności ani szybkości. Jest bardzo słabo. Pozytywnymi postaciami tego zespołu są tylko Maor Melikson i czasami, Ivica Iliev. Oni jako jedyni próbują na meczach zagrać klepkę, stworzyć przewagę, wyjść na pozycję, zrobić ruch, dokładnie zagrać. Reszta albo tego nie robi albo jak już to zrobić próbuje, to nie wychodzi. Miał w tym sezonie odpalić Genkov. Mówiono, że po udanym okresie przygotowawczym Bułgar wreszcie się rozstrzela, że to może być jego jesień. A Cwetan strzelił ładnego gola z Bełchatowem i tyle. Może potrafi do sytuacji dojść, ale jak mu się to już uda, to zazwyczaj pudłuje. Pewnie strzeli jeszcze parę goli w tej kampanii, w końcu poziom konkurencji w ataku Białej Gwiazdy jest bardzo mizerny, ale myślę, że super strzelca na jakiego kreowano go przed sezonem  na polskich boiskach nie będziemy mogli zobaczyć.

Można już się na pewno wypowiedzieć na temat postawy piłkarzy ściągniętych latem na R22 przez Jacka Bedarza. No i oczywiście kolorowo nie jest. Chyba najlepiej o dyspozycji Daniela Sikorsiego świadczy fakt, że Michał Probierz na boisko w Szczecinie woli wpuścić Rafała Boguskiego, zawodnika wiecznie kontuzjowanego, już nieco zapomnianego, szwędającego się po gabinetach lekarskich od rana do nocy, każdego dnia. Romell Quito ledwie co zdążył w dłuższym wymiarze czasowym po ekstraklasowych boiskach pobiegać, a już zachował się wyjątkowo bezczelnie, chamsko i bezsensownie, robiąc sobie spacerek, takim ciężkim krokiem, po nogach Łukasza Piątka i zbierając za to długie, pięciomeczowe zawieszenie. Fredriksen gra bardzo przeciętnie, można rzec, dostosowuje się poziomem do kolegów z wiślackiej defensywy. Arkadiusz Głowacki zagrał w trzech meczach, prezentował się średnio. Rozbudził nadzieję na to, że przez dłuższy czas nie złapie kontuzji. Niestety, złapał, na rozgrzewce tuż przed czwartym meczem. W nim już nie wystąpił.

Oczywiście zaczęło się już mówić o tym,  że pozycja Michała Probierza jest zagrożona, że lada moment Bogusław Cupiał pożegna kolejnego trenera w swojej wiślackiej karierze. I zaczęły się dywagacje: Smuda czy może jednak ktoś inny. Moim zdaniem, zwolnienie Probierza byłoby bardzo dużym błędem właściciela klubu spod Wawelu. Po pierwsze, Michał jest  bardzo dobrym szkoleniowcem, powiedziałbym, że jednym z trzech najlepszych w Polsce. Po drugie, na wyniki trzeba chwilę poczekać, zwłaszcza po tylu zmianach w letnim okienku. Zazdrościmy Bate Borysów ich osiągnięć w Lidze Mistrzów, zwycięstwa z Lille, regularnego kwalifikowania się do tych elitarnych rozgrywek.  A przecież Bate nie gra w silnej lidze, nie ma swojej własnej La Masii,  nie ma na ławce trenerskiej Jose Mourinho i nie rządzą nim arabscy szejkowie. Brakuje tam nawet nowoczesnego, dużego, europejskiego stadionu wysokiej klasy. Ale w tym klubie jest rzecz absolutnie kluczowa w budowie zespołu klasy europejskiej. Stabilizacja. To, połączone z inteligentną polityką klubową, wystarcza. Od 1996 roku było w ekipie z Białorusi zaledwie trzech trenerów. A przecież żaden z nich wyników od razu nie osiągał, każdy miał czas na zbudowanie zespołu. A więc apel do Bogusława Cupiała i innych polskich działaczy – chcecie wyników, bądźcie cierpliwi, dajcie czas! Może wtedy je dostaniecie.

W sobotę Biała Gwiazda będzie mierzyć się z Lechią Gdańsk. Czy się przełamie? Śmiem wątpić, ale zwolnienie trenera  do niczego lepszego nie doprowadzi.  Czasami dobrze jest zrobić krok w tył, by móc potem zrobić kilka w przód.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl