Witamy na ziemi

Au, boli! Nie zagramy w półfinale Eurovolley 2011… Mało powiedziane. Dostaliśmy srogie lanie od Serbek. Koniec z unoszeniem się marzeniami, wracamy na ziemię (i do domu). Ćwierćfinał miał nam pokazać, gdzie jesteśmy. I pokazał. Doznaliśmy kilkuklasowego przeskoku z fazy grupowej do pucharowej. 

Szkoda tylko, że rzeczywistość okazała się mocno brutalna. Zapowiadałem, że nikt nie będzie miał pretensji, jeśli przegramy, ale zostawimy serce na boisku. Tak się nie stało. Powalczyliśmy jedynie w trzeciej partii, która powinna przedłużyć to spotkanie. Niestety, przez nasze głupie błędy, prześladujące nas przez cały mecz, nie wykorzystaliśmy dwóch piłek setowych. Rywalki miały jedną jedyną meczową, z której zrobiły pożytek.

Nie dość, że nasz zespół grał słabo, to jeszcze trafił na rozpędzoną i zmotywowaną drużynę gospodyń. W pojedynkach na siatce nas absolutnie rozniosły – środkowe Natasha Krsmanović i Milena Rasić atakami z krótkiej lub z obejścia bombardowały naszą reprezenację nieustannie. Podopieczne Zorana Terzica grały też fantastycznie blokiem. U nas ten element pojawił się dopiero po kilkunastu akcjach 2. seta, a w miarę normalnie wyglądał dopiero w trzecim.

Pojedynek rozgrywających bezapelacyjnie wygrała Maja Ognejović. Akcje, które przechodziły przez jej ręce były zdecydowanie szybsze od piłek granych przez Milenę Radecką, która zaprezentowała się znacznie poniżej oczekiwań. Gdy weszła Asia Wołosz było już trochę lepiej, ale z naciskiem na „trochę”…

Nasze dziewczyny wyglądały moim zdaniem na spięte. Być może za bardzo chciały, wyolbrzymiły sobie w myślach „wymagania” od kibiców. My chcieliśmy zobaczyć piękną walkę, co najmniej taką, jak w trzeciej odsłonie, a oglądaliśmy strasznie kłujące nas w oczy widowisko. Sprawiliśmy rywalkom tyle punktów w prezencie, co św. Mikołaj na Święta. Przepraszam, ale jak inaczej można nazwać piłki wyrzucone w aut, albo takie, których nikt nie bierze? A pomijam już nieudane serwisy Polek. Joanna Wołosz była jedyną siatkarką w naszych szeregach, która doszła do zagrywki i jej nie zepsuła…

Źle funkcjonowała również nasza obrona. Bywały fragmenty, gdzie nie potrafiliśmy przyjąć prostej zagrywki i to w seriach. Nie było bloku, nie było też i asekuracji. „No nie no, gramy jak Rosjanki wczoraj” – skomentował mój tata. Trafnie, nie ma co…

Szkoda przede wszystkim tego trzeciego seta, który powinien być nasz. Niestety, naszą jedyną niezacinającą się zawodniczą była Kasia Skowrońska, więc rywalki zorientowały się, iż ostatni, 25. punkt będziemy chcieli zdobyć po ataku tej właśnie zawodniczki. Przyczaiły się na nią na bloku i koniec…

Pragnę zaznaczyć, że wszystko to pisałem z bólem serca. Nie odwracam się od naszych siatkarek, ale po prostu opisuję to, co widziałem wczoraj wieczorem w hali Pionir w Belgradzie. Bardzo mi smutno, że odpadliśmy. Doskonale wiem, że „chcieć” nie zawsze oznacza „móc”. Nie wierzę, że podopieczne Alojzego Świderka nie chciały wygrać. Niestety czasem tak bywa, że po prostu się nie udaje. I tak się stało właśnie w tym przypadku.

Teraz przyglądać się będziemy czterem najlepszym zespołom Europy. Pierwszy raz od 10 lat nie ma w tej grupie Polski. A zatem kto na Mistrza, gdy nie ma już w turnieju brązowych ani srebrnych medalistek? Albo Włoszki, albo Serbki. Uważam to za całkiem prawdopodobne, iż skład finału może być taki sam, jak niemal dwa tygodnie temu w meczu o złoto panów. Nie umniejszam ani Niemkom, ani tym bardziej (po pokonaniu Rosji) Turczynkom, ale nie sądzę, aby były w stanie zwyciężyć żadnej z reprezentacji organizujących ME.

Jutro zaczyna się gra o medale. Liczę, że będzie piękna i długa, bowiem do tej pory tylko raz w tegorocznym Eurovolleyu kobiet oglądaliśmy pięciosetówkę, a 3 z 4 ćwierćfinałów zakończyło się wynikiem „do zera”. Tak więc teraz muszą nadejść spotkania pełne emocji nie tylko dla kibiców z krajów uczestniczących, ale i dla wszystkich fanów siatkówki w Europie.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl